01. Firepower
02. Lightning Strike
03. Evil Never Dies
04. Never The Heroes
05. Necromancer
06. Children Of The Sun
07. Guardians
08. Rising From Ruins
09. Flame Thrower
10. Spectre
11. Traitors Gate
12. No Surrender
13. Lone Wolf
14. Sea Of Red



"Firepower" jest 18-tym albumem Judas Priest i pierwszym od 1988 roku, który został wyprodukowany przez Toma Alloma. Dlatego też tegoroczny album brzmi tak dziarsko jak kultowe produkcje zespołu, przy których Allom miał swój udział. Po czterech latach od wydania "Redeemer Of Souls" grupa powraca z czternastoma energetycznymi utworami, które pokazują, że Judas Priest nadal ma się świetnie. Okładka dość mocno kojarzy się z płytą "Screaming For Vengeance", i pod względem muzycznym nowe dzieło Judasów również przypomina wspomniany album, co wydaje się być dobrą recenzją tego wydawnictwa.

W oczekiwaniu na premierę "Firepower" apetyt zaostrzyły single, które pojawiły się przed oficjalnym wydaniem. Pierwszym był "Lightning Strike", który spowodował ekscytację wśród fanów. Utwór ma bardzo patetyczny charakter i tego typu kompozycji grupa ma wiele w swej twórczości. Może on stanowić swego rodzaju hymn na płycie. Agresja gitar, ostre sola gitarowe i oczywiście podniosły styl śpiewania Halforda - którego forma na krążku jest bardzo dobra - to cechy charakteryzujące ten utwór. Następnie objawił nam się tytułowy "Firepower". Ten kawałek również porywa już od pierwszych sekund. A to głównie za sprawą szybkiego i dynamicznego riffu na wstępie. Utwór utrzymany jest w szybkim tempie, jest krótki, ale treściwy oraz posiada znakomity i chwytliwy refren. Lepszego początku albumu nie można sobie wyobrazić. Bliżej dnia premiery ukazał się także "Never The Hero", który jest moim faworytem na tym krążku. Prawdziwa perełka na albumie, mająca w sobie trochę tajemniczości, grozy, ale i ciężaru, który rozładowuje się szczególnie w rewelacyjnym, zapamiętywalnym refrenie. Tego niesamowitego utworu słucha się z niewysłowionym zadowoleniem.

Jak się okazało, owe single wypuszczone przedpremierowo były najmocniejszą stroną albumu. Nie oznacza to jednak, że pozostałe utwory nie mają nic ciekawego do zaoferowania. Dobre wrażenie robi "Evil Never Dies", agresywny, a momentami niepokojący. Jest też złowieszczy "Necromancer", w którym gitary są naprawdę solidnie, a wokal prawdziwie przejmujący. Znalazły się również dwa utwory w klimacie Black Sabbath. Nie sposób bowiem nie dostrzec w riffach "Children Of The Sun" i "Lone Wolf" takowych naleciałości. Nie brzmią jednak jak nieudolne kopie utworów BS, a co najwyżej podchodzą pod te klimaty, co mnie, jako miłośnika starego, stonerowego Black Sabbath z lat 70-tych szczerze zadowala. Świetnym utworem jest "Rising From Ruins" ze względu na dużą różnorodność w nim zawartą. Czasem jest melodyjnie i spokojnie, czasem patetycznie i agresywnie, dzięki temu utwór naprawdę trzyma w napięciu. Natomiast bardzo sztampowo wypada "Flame Thrower". W utworze nie dzieje się nic ciekawego, w dodatku brzmi on jak odrzut z "Turbo", płyty, która nie przyjęła się zbyt dobrze wśród fanów. Na szczęście to jedyna wada tego wydawnictwa.

Pochwalić należy album za wyborną produkcję oraz sprawną grę gitarzystów i oczywiście wspaniałą formę wokalną Halforda. Imponujące, że facet w jego wieku jeszcze potrafi tak śpiewać. Zespół zaoferował solidny heavy metalowy album, który będzie stanowił prawdziwą ucztę dla uszu każdego fana.

Lightning Strike:



Tomasz Raszko / [ 24.03.2018 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




krzysiek [ kd ] 25-03-2018 | 14:32

płyta bardzo dobra jednak saxon wygrywa


Ziomaletto [ ziomaletto@gmail.com ] 01-04-2018 | 20:06

Kawałek "Flame Thrower" bardzo sobie cenię, Lone Wolf już nie bardzo. I bliżej mu do brzmień pokroju Pantery niżeli Black Sabbath. Poza tym, zgadzam się z recenzją. Zaskakująco dobra, a nawet bardzo dobra płyta Judasów.




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!