"Overture Of The Wicked" to singiel, który tak na prawdę zapowiada dwa wydawnictwa. Jon Schaffer kiedyś obiecał, że "Something Wicked Trilogy" doczeka się kontynuacji. Obecnie słowo stało się ciałem i praca wre na cały gwizdek. Będzie to dosyć szerokie rozwinięcie, bo całość znajdzie się na dwóch osobnych płytach. "Framing Armageddon (Something Wicked Part I)" powinien ukazać się latem, natomiast roboczo zatytułowana część druga "Revelation Abomination (Something Wicked Part II)" na początku przyszłego roku. Jak widać szykuje się nie lada uczta dla fanów Iced Earth.
To tyle tytułem wstępu i wprowadzenia... teraz wracamy do najnowszego singla. "Overture Of The Wicked" zawiera 4 utwory. Jeden zupełnie nowy i ponownie nagraną "Something Wicked Trilogy". Na początku oczywiście kilka słów o premierowym kawałku.
"Ten Thousand Strong" to czysty i typowy Iced Earth. Utrzymany w szybszych tempach, z charakterystycznym soundem. Od pierwszych sekund wiadomo co to za zespół gra. Szybka zwrotka, zwolnienie w chórkach, później chwila melodyjnego grania i już wiadomo o co chodzi. Iced 100% Earth. Oczywiście nie mogło zabraknąć typowo icedowej galopady. Wiosełka tną sobie aż miło, sekcja całkiem niezła. Perkusja ładnie chodzi przez cały kawałek, bas słyszalny szczególnie w wolniejszych fragmentach. Ogólnie jest to dosyć "prosty" kawałek z dużym powerem. Na koncerty to chyba będzie pewniak. Brzmienie jest bardzo przyjemne i przypomina wcześniejsze dokonania Iced. Jest znacznie lepsze niż na ostatnim studyjnym krążku. Instrumentalnie ten utwór napawa mnie sporym optymizmem przed nowymi płytami. Zaraz, zaraz... jak to instrumentalnie? No właśnie... wokale zostawiłem sobie specjalnie na koniec. Teraz będzie mały "offtopic". Dla wielu fanów Iced Earth nowy wokalista (Tim "Ripper" Owens") jest nie do zaakceptowania. Po prostu musi być Barlow i koniec. Bez Matt'a nie ma Iced...
No cóż... niektórzy tak właśnie mają. Ja na szczęście tak nie mam i mogę cieszyć się z kolejnych wydawnictw Iced. Wracając do "Ten Thousand Strong" i "Rippera" powiem krótko - wokalnie jest klasa mistrzowska! Tim śpiewa rewelacyjnie i doskonale odnajduje się w tym utworze. Po prostu ja nie mam pytań. A tak swoją drogą, to nie powinno specjalnie dziwić, bo czy Owens nagrał gdzieś kiepskie wokale? Winters Bane, Judas Priest, Beyond Fear, czy Iced Earth - wokale zawsze na wysokim poziomie... Taki swoisty znak jakości. Jako podsumowanie tego kawałka wystarczy stwierdzenie, że na nowe wydawnictwa czekam jeszcze bardziej niecierpliwie.
Oprócz premierowego utworu mamy jeszcze ponownie nagraną "Something Wicked Trilogy". Jak wiadomo, są to 3 utwory: "Prophecy", "Birth Of The Wicked" i "The Coming Curse". Pierwsze co słychać, to oczywiście "nowy" wokalista. Ponadto dokonano pewnych zmian w aranżach poszczególnych utworów. Ot te same utwory, ale zagrane troszkę inaczej... a to inne solo, a to jakaś nowa zagrywka. Zdecydowanie brzmi to inaczej. Lepiej czy gorzej? Szczerze mówiąc, nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Każdy musi sam sobie posłuchać i ocenić. Ja na początku nie mogłem się przyzwyczaić do tej nowej wersji. Po kilkunastu przesłuchaniach już mi pasuje. Oczywiście to co zostało nagrane w 1998 roku to oryginał i tego się trzymajmy. Natomiast obecne "przeróbka"... no cóż... zawsze można to potraktować jako ciekawostkę.
Singiel wydawany przed premierą dużej płyty ma w fanach wzbudzić zaciekawienie. Powinien być jak aperitif przed daniem głównym. Ma za zadanie "przygotować" do pełnego materiału. No i wreszcie powinien spowodować szybsze bicie serca w oczekiwaniu na ten album. W moim przypadku "Overture Of The Wicked" sprawił się perfekcyjnie. Wypełnił swoją rolę w 100%. Czego i Wam życzę...
Piotr "gumbyy" Legieć / [ 01.07.2007 ]
|