01. Burnt Offerings
02. Last December
03. Diary
04. Brainwashed
05. Burning Oasis
06. Creator Failure
07. The Pierced Spirit
08. Dante's Inferno



Obdarzony zajebiście czerwoną okładką "Burnt Offerings", jest moim zdaniem najmniej przystępnym krążkiem grupy. Nie chodzi tu o to, czy zobaczycie go na półkach sklepowych, ale o jej charakter muzyczny. Tak ponuro, mistycznie nie grali nigdy wcześniej i nigdy później. Może słowo o brzmieniu i produkcji. Głos Barlowa jest bardzo wyeksponowany, wszystkie instrumenty są dobrze słyszalne, pan za pokrętłami spisał się naprawdę nieźle. Wykorzystali także to, co tak lubię - wstawki symfoniczne. Jednak przez cały czas czuć ten złowrogi, duszny klimat prosto z piekła. I nie jest to wcale wada, bo tak właśnie miał ten album brzmieć. Kompozycje są dość długie, łączny czas ok. 52 minut. Znowu otrzymujemy dość dużą porcję metalu. Płytę otwiera tytułowy kawałek, z charakterystycznym stacattem gitarowym, do którego mam trochę pretensji. Brzmienie i styl grania na gitarze Jona, oprócz tego, że bardzo charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne, stały się poniekąd przyczyną pewnej wtórności i podobieństwa poszczególnych kawałków. Może na tej płycie tego jeszcze nie słychać, bo utwory są bardzo złożone, trudne do przełknięcia, a o podziale na zwrotki i refreny możecie czasami zapomnieć.

Tematyką albumu, podobnie jak w 1992 roku jest ciemna strona duszy człowieka. Teksty są o wiele bardziej filozoficzne, rozwinięte i mniej banalne niż to było wcześniej. Muzyka, w przeciwieństwie do następnej płyty, nie ma nic wspólnego z prostotą, a panowie wcale nie unikają komplikacji, nie boją się wprowadzać nowych elementów, dzięki czemu mamy dość duże zróżnicowanie materiału - od tajemniczych i klimatycznych utworów, do ciężkich, trzymających w napięciu killerów. Całość jest dość wyważona, miarowa i niezbyt energetyczna. Mało mamy tu gitarowych galopad, będących wyznacznikiem na dwu poprzednich albumach. Tym razem jest gęściej, soczyściej i co najważniejsze ciężej. Pojawiają się gitary akustyczne, pojawiają się sample. Wszystko w dobrym guście, bardzo wytwornie i elegancko podane.

Najmocniejszym punktem „Burnt Offerings” jest operowanie napięciem. Zmiany tempa, budowanie tajemniczego klimatu od samego początku (bardzo przebojowe jak na ten album „Burnt Offerings”). Jeżeli mam ocenić pracę poszczególnych muzyków, to każdy z nich ma swoje 5 minut na albumie. W „Diary” bardzo dobrą robotę odwala bas, w „Brainwashed” perkusja, w „Burning Oasis” gitary. Płyta zawiera wiele nieoszlifowanych diamentów i istnych białych kruków, które zostały niesłusznie zapomniane. Mówię tu o kawałkach typu „Creator Failure” czy „Burning Oasis”. Na osłodę zostaje szesnastominutowy kolos, ulubieniec publiczności, swoiste podsumowanie wspaniałej muzyki, "Dante's Inferno", który jako jedyny z tego albumu, jest pozycją obowiązkową na koncertach. Po zupełnie nieudanej, jak wspominają sami muzycy, trasie "Burnt Offerings", Iced Earth znalazło się w małym dołku. Tym niemniej pyszny album, który polecam wszystkim lubiącym odkrywać trudną muzykę.

Telperion / [ 23.12.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =






© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!