01. Angels Holocaust
02. Stormrider
03. The Path I Choose
04. Before The Vision
05. Mystical End
06. Desert Rain
07. Pure Evil
08. Reaching The End
09. Travel In Stygian



Rok po debiucie w postaci płyty „Iced Earth”, w 1992 roku, ukazuje się drugie wydawnictwo szyldowane nazwą Iced Earth, pod dźwięcznym tytułem "Night Of The Stormrider". Zmienił się skład zespołu, a co najważniejsze wokalista. Wspominałem kiedyś o tym, że Gene Adam nie jest idealnym wokalistą dla dynamicznego, energicznego zespołu. Zawirowania składowe stały się zresztą domeną Amerykanów, od tej pory każda płyta będzie właściwie nagrywana z innymi muzykami. Opatrzona ładną okładką "Night Of The Stormrider” w porównaniu do swej surowej poprzedniczki, jest płytą o wiele dojrzalszą. Zostało wprowadzone wiele nowych elementów: duża dawka melodii, chórki wokalne, łatwo wpadające w ucho refreny, ciekawe sample, podkreślające klimat.

Już po usłyszeniu kilku taktów otwierającego "Angels Holocaust" wiedziałem, że album mi się spodoba. Muzyka jest po prostu dobra i ciekawa. To od razu słychać. Niespotykana dawka brutalności i szybkości, praca gitar i sekcji wręcz doskonała, thrashowe zacięcie i te słowa: "Fight on, grab on, stormrider, stormrider..." w najlepszym, tytułowym „Stormrider”. Walec i miód dla uszu jednocześnie. Zapomniałem dodać, że brzmienie i produkcja są bardzo dobre; mroczne i ponure (idealnie pasujące do koncepcji płyty), ale zarazem bardzo czytelne. Już wiem, że jest bardzo dobrze. A to dopiero początek, zespól się jeszcze nie rozkręcił, jeszcze nie pokazał swoich wszystkich atutów, a już wiem, że jest genialnie. Dużym plusem tej płyty (jak nie największym) jest to, że wcale się nie nudzi. Kawałki są ciągle żywe, nawet po tych 10 latach. A to wszystko za sprawą nietuzinkowych konstrukcji i zagrywek, czasami wręcz progresywnych. Mnogość muzycznych połamańców i skomplikowanych partii. Najlepszym tego przykładem są kawałki "The Path I Choose" oraz oraz mój ukochany "Pure Evil". John wiedział co robi, dobierając taki skład. Technicznie nikomu nic nie można zarzucić. Najbardziej uwagę przykuwają gitary. Solówki, soczyste riffy, które na długo zostają w głowie. Pokażcie mi taki zespół, który w 1992 łączy ze sobą energię thrashowego zabójcy, melodyjność i sprawność amerykańskiego power metalu oraz iście progresywne zagrywki i to wszystko w bardzo ciekawym wykonaniu, które nie pozwala słuchaczowi oderwać się od tej produkcji nawet na chwilę...

Zatrzymajmy się na chwilę przy lirykach. Jest to album koncepcyjny, opowiadający o ciemnej stronie ludzkiej duszy... ale, nie będę zdradzał rąbka tajemnicy. Dla każdego fana ciężkiego i dobrego grania, płyta jest wręcz pozycją obowiązkową na półce. Na samym końcu mamy długi, smakowity, soczysty kawałek - "Travel In Stygian", który razem z innymi utworami, tworzy dziś klasykę gatunku. Często spotykamy się z opiniami, że to „The Dark Saga” lub „Something Wicked...” jest najlepszą płytą Iced Earth. Ja do tego elitarnego grona, ze spokojnym sercem stawiając najwyższą notę, dorzucam „Night Of The Stormrider”, jako porcję wspaniałej muzyki, jako czystą power metalową ucztę.

Telperion / [ 23.12.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Iced Earth
Night Of The Stormrider

Century Media - 1992r.




9/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!