Dziwna to płyta. Albo inaczej: kontrowersyjna. Oznacza to, ni mniej, ni więcej tyle, że album ma swoich zagorzałych zwolenników i równie nagrzanych przeciwników. Mustaine zresztą często w późniejszym etpaie swojej kariery wzbuzdał takie rekacje. Jednak "Youthanasia" jest na swój sposób pomostem. Między tym co w Megadeth było thrashowe, a tym, co potem urągało do tego miana. Jednego temu albumowi odmówić nie można - to bardzo równa płyta. I obojętnie, czy patrzy się z perpsktywy miłośnika, czy wroga albumu wniosek jest jeden - album wypełniają równe kompozcyje (fan widzi zbiór równie dorbych utworów, wróg - wiadomo co widzi).
Ciężko oceniać takie albumy, trudno jest napisać cos odkrywczego. Zwłaszcza jeżeli muzyka specjalnie odkrywcza nie jest. Mustaine zresztą nie był nigdy specem od wymyślania innowacji i odkrywania nowych planet w muzyce. Trzeba jednak przyznać, że na tym albumie połączył to co w Megadeth najlepsze, z tym, co mogło zwrócić uwagę na Megadeth ludziom, którzy z różnych względów omijali thrash metal szerokim łukiem. Bywają waclowate momenty (jak choćby wstęp do "Train Of Consequences" czy utwór tytułowy), zdarzają się wyśmienite melodie ("A Tout Le Monde", "Blood Of Heroes"), no i momenty z prawdziwym dynamitem ("Victory"). Marty Friedman wraz z Mustainem bardzo dobrze się uzupełniają, tworząc bardzo nośne, charakterystyczne riffy. Album jest też świetnie wyprodukowany. Dobrze słyszalny bas, ciężka perkusja i mięsiste gitary. Za to trzeba producentów pochwalić. Zwłaszcza za ten bas. Niesamowicie głęboki i dudniący, niby nie wysuwający się na pierwszy plan, ale stanowiący jeden z wyróżników "Youthanasii".
"Youthanasia"... to płyta, która intryguje, intrygować chyba będzie, a na pewne będzie wywoływać długie dyskusje. Już sam tytuł jest niecodzienny. Niby zwyczajna gra słów, za to jakich... Makabryczny split eutanazji z młodością, wraz z dosyć wymowną okładką dają do myślenia. To w tym alubmie mi się pdooba (oprócz samej muzyki oczywiście), to, iż stanowi całość (choć nie jest to concept album), którą można odczytać na wiele sposobów. Całość skłaniającą do myślenia. Mustaine zawsze miał ciągoty do pisania tzw. "zaangażowanych" tekstów. Wystarczy wspomniec choćby "Peace Sells...", na tym albumie nie jest inaczej. Dave rozmyśla nad tym co będzie po ("A Tout Le Monde"), rozprawia się z przeszłością ("Victory"), czy zastanawia się nad tytułową "Youthanasią"...
Dziwna to płyta. Przez tylu opluwana, przez ilu pod niebiosa wynoszona. Na pewno jest różnorodna. I mniej surowa od "Rust In Peace", co oczywiście spowodowało, że posądzono Mustaine'a o pójście ścieżką komercji (inna sprawa, że ngdy Dave nie krył roli jaką pieniądze dlań odgrywają). Mi to jednak nie przeszkadza. "Youthanasia" to w moim odczuciu najlepsza płyta Megaśmierci. Bardziej przebojowa, z lepszym brzmieniem niż "Rust In Peace", tą też cenię, ale porównania są chyba bezcelowe. Bowiem "Rust In Peace" to bardzo thrashowa płyta, a na "Youthanasii" thrash przechodzi jakby okres zamrożenia, pozwalając brzmieć wyśmienitemu metalowi. Kropka.
IronEd / [ 20.12.2005 ]
|