01. Holy Wars... The Punishment Due
02. Hangar 18
03. Take No Prisoners
04. Five Magics
05. Poison Was The Cure
06. Lucretia
07. Tornado Of Souls
08. Dawn Patrol
09. Rust In Peace... Polaris



"Rust In Peace" to pierwszy album Megadeth nagrany w "klasycznym" składzie z Nickiem Menzą jako perkusistą i Martym Friedmanem jako gitarzystą, był to także pierwszy album nagrany nie na prochach. Nic więc dziwnego, że gdy został wydany stał się największym wówczas sukcesem zespołu. Dla mnie... jest to jeden z czterech absolutnie fenomenalnych albumów metalowych, jakie ujrzały światło dzienne.

Płytę rozpoczyna bardzo dynamiczny riff "Holy Wars... Punishment Due". Jest to charakterystyczne dla Megadeth połączenie dwóch utworów. Pierwsza część, czyli "Holy Wars" porusza kwestię wojen religijnych, z kolei "Punishment Due" jest inspirowane komiksem Punisher. Drugi utwór, mój ulubiony, to "Hangar 18" zaczynający się riffem Mustaine'a znanym z "Call Of Kthulu" Metallici tyle, że rozwiniętym zagranym znacznie szybciej. Właśnie z tej piosenki pochodzi nieprzetłumaczalne, choć tłumaczone stwierdzenie: "Military intelligence, two words combined that can't make sense". Kawałek "Take No Prisoners" prezentuje bardzo ironiczne spojrzenie na wojnę. Nie trudno doszukać się tu kilku odniesień do drugiej wojny światowej, znalazł się także slogan "war is peace" pochodzący z "1984" George'a Orwella. "Five Magics" to chyba jedyny utwór Megadeth o tematyce fantasy. Z kolei "Poison Was The Cure" to wypowiedź Mustaine'a dotycząca jego uzależnienia od heroiny i innych narkotyków. "Lucretia" to imię kobiety zgwałconej przez cesarza rzymskiego, która potem popełniła samobójstwo. W tym utworze jest to duch nawiedzający w nocy Dave'a. Kolejna piosenka na płycie to "Tornado Of Souls" ze wspaniałą solówką Marty'ego (w innych utworach też są wspaniałe, ale ta jest po prostu czymś fantastycznym). Po siedmiu utworach granych z zawrotną prędkością mamy 1:50 wytchnienia za sprawą "Dawn Patrol". W tym kawałku nie ma gitar - tylko perkusja, bas i ściszony wokal. Zaraz potem krótkim intrem na perkusji rozpoczyna się ostatni utwór - "Rust in Peace... Polaris", czyli kolejny antywojenny utwór.

Świetne pomysły na teksty to jednak nie jedyny atut tego albumu. O jego sile stanowią przede wszystkim ostre jak brzytwa, szybkie i nie nudzące się thrashowe riffy i doskonale wkomponowany w nie wokal. Płyta jest doskonale dopracowana i przemyślana. To nie jest już spontaniczne "nawalanie" w struny i bębny w garażu. Dzięki temu jest dojrzalsza od wcześniejszych albumów Megadeth, ale także pozostaje bardzo żywiołowa. Każdy z utworów ma swój niepowtarzalny styl i klimat. Razem tworzą jednak bardzo spójny materiał.

Nawet najlepsze piosenki wypadają jednak blado, jeżeli na etapie produkcji czegoś się zaniedba. Ucierpiały na tym wszystkie wcześniej nagrane przez Megadeth płyty. W przypadku "Rust In Peace" nie można mieć jednak żadnych zarzutów, biorąc pod uwagę, że nie jest to jeszcze cyfrowe nagranie.

"Rust In Peace" jest płytą obok której nie można przejść obojętnie. Z każdym przesłuchaniem zyskuje tylko w uszach słuchacza. Można do niej wracać tysiące razy a i tak się nie znudzi.

Szczepan / [ 21.12.2005 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




Adek7796 [ Adek0707@wp.pl ] 27-09-2014 | 18:53

Jedna z najlepszych płyt wszech czasów!


megadeth [ cien10001@wp.pl ] 18-10-2017 | 12:28

Zgadzam się z rozmówcą,co do joty;również w kwestii solówki z utworu,Tornado Of Souls(Megadeth słynie z klasa solówek,ale ta przebija wszystkie,jakie w życiu słyszałem,i nie tylko tej akurat kapeli).Uwielbiam ten zespół;mój najlepszy.Ostatnia płytka,Dystopia,to udany powrót do korzeni.




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!