Gdy włączyłem nowy krążek Gamma Ray, sąsiedzi musieli przeżyć niezły szok, ponieważ gdy minęło intro, odkręciłem wzmacniacz na maxa, kumpel, który mieszka dwa piętra niżej przybiegł z wrzaskiem i zaczął walić w drzwi, gdybym go nie wpuścił pewnie biedak wywalił by mi drzwi. Ten maniak katuje co dziennie większość krążków tego bandu, a nowej płyty jeszcze nie słyszał. Takiej jazdy dawno już nie przeżyłem, ostre, szybkie, mocne gitary, Dan Zimmerman wali w perkusję jak opętany, niesamowity Kai Hansen za mikrofonem - po prostu pierwsza liga heavy metalu. Kolejne utwory mijały, a ja razem z kumplem siedzieliśmy z otwartymi gębami, jak zamurowani. Kończy się trzeci "The Heart Of The Unicorn" i słyszymy pukanie do drzwi (wtedy w naszych głowach pojawiło się pytanie - czy to sąsiad, który po trzech kawałkach nie wytrzymuje psychicznie, czy też kolejny spragniony metalu na najwyższym poziomie metalowiec). A jakże - to mój brat, który z przyjemnością oznajmił, że nie tylko my słuchamy Gamma Ray, ale słucha "No World Order" cały blok (moje głośniki jednak dużo potrafią ha ha ha). Siadamy i wracamy do kolejnych kawałków, zaczyna się "Heaven Or Hell" i szczeny nam opadły - toż to jeden z lepszych utworów w długiej już historii wspaniałych Niemców. Kumpel zdołał z siebie wydusić "przecież to dopiero 1/3 albumu". Chłopcy byli twardzi i słuchali dalej, przeleciał numer tytułowy, potem "Damn The Machine" i drobne zwolnienie tempa (chyba muzycy układając kolejność utworów przewidzieli, że kolejny bardzo szybki utwór mógłby doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu słuchającego). "Solid" jak sam tytuł wskazuje, kolejny killer, muzycy nie żałują sobie, jadą do przodu niemiłosiernie. "Fire Below" to już nieco wolniejszy kawałek, na uwagę zasługuje bardzo dobry refren. Następny utwór to już rasowy Gamma Ray jakiego wszyscy znamy i kochamy. Dominują szybkie tempa, świetny refren, sola jak zawsze światowej klasy - czego zatem chcieć więcej. Przedostatni "Eagle" również trzyma wysoki poziom. Kończy ten niesamowity album ballada "Lake Of Tear", przy której trochę odetchnęliśmy. Album się skończył, a kumpel zdołał z siebie tylko wydusić "puść płytkę jeszcze raz" - co bez wahania zrobiłem. Ja od siebie tylko dodam, że dla mnie "No World Order" to jeden z głównych kandydatów do płyty roku 2001. Grzech tej płyty nie mieć.
Krzysiek / [ 22.11.2001 ]
|