01. South Of Heaven
02. Silent Scream
03. Live Undead
04. Behind The Crooked Cross
05. Mandatory Suicide
06. Ghosts Of War
07. Read Between The Lies
08. Cleanse The Soul
09. Dissident Aggressor
10. Spill The Blood



Ależ ta kapela się rozwija. Soczyste gitary z okiełznanymi, ale cały czas zadziornymi (co do tego nie ma chyba wątpliwości) solówkami i szybkimi oczywiście partiami, w których brak jednak prostych, pochodzących bezpośrednio od punka motywów jak to miało miejsce wcześniej. Do tego wokal na tym nagraniu jest spokojniejszy, jakby bardziej stonowany i stanowczy (lepszy nośnik dla ważnych treści?). To wszystko sprawia, że to płyta mocno refleksyjna w moim odczuciu i z pewnością dojrzalsza niż poprzedniczka. Jednak przede wszystkim to album bardzo perkusyjny, z potężnymi bębnami, ostrym werblem i wyrazistymi stopami. Slayer zyskał nowy wymiar już w samej warstwie brzmieniowej garów a mamy jeszcze Dave'a - ten człowiek to bohater tego longplaya, to nie bębnienie, to gra w pełnym tego słowa znaczeniu, finezja i rozkosz.

Te dwa słowa doskonale określają również tytułowy kawałek, dodałbym kolejne dwa: majestat i piękno. Genialne wejście na gitarach, za chwilę wchodzi czempion i zostajemy przez perkusję nieźle poturbowani. Przez cały numer jest niezwykle klimatycznie, na końcu gitary wybrzmiewają i wpadamy w zadumę, z której wyrywa nas szybki "Silent Scream": riffy latające po całej głowie, na dodatek wykonujące jakieś karkołomne ewolucje - tak postrzegam ten kawałek. "Live Undead" - poza tym, że zwraca moją uwagę niesamowity motyw pod solówką, to z tym utworem mam tak, że za każdym razem niecierpliwie czekam na te przybicia na końcu. "Behind The Crooked Cross" - kopie jak prąd, to pierwszorzędny, świetnie rozkręcający się, rytmiczny kawałek. "Mandatory Suicide" - mamy tutaj nietypowy jak na tę kapelę zabieg w postaci melorecytacji. To mój ulubiony numer, w którym Slayer dotyka rdzenia, czułego nerwu, żywego mięsa - ten utwór jest jak operacja na otwartym sercu. Potem jest energetyczny "Ghosts Of War" - ze zwolnieniem i bębnami w 3:12, które piorą na kwaśne jabłko. Kolejny to "Read Between The Lies", gdzie zwrotka robi wrażenie nieszablonowej jak na Slayera - ten rytm i śpiew Toma, poza tym to w ogólnym rozrachunku przeciętny numer tej formacji jak dla mnie, ale przeciętny ma swoiste znaczenie w przypadku Slayera. Tak samo "Cleanse The Soul" - trzyma poziom, jest żywioł owszem, jednak czuję jakiś niedosyt. Płytę zamykają: bardzo udany cover Judas Priest - "Dissident Aggressor" i "Spill The Blood", którego początek to również niespotykany jak dotąd patent u Kerry'ego i Jeff'a, takiego spokoju nie było, ale w tym właśnie tkwi jego siła. Poza tym to dobrze - musimy wylizać rany.

Mat / [ 02.07.2011 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




WP_OZZ [ 666 ] 02-07-2011 | 23:01

Dobrze Mat dobrze, jest rehabilitacja po twojej recenzji Reign In Blood. Ja bym dał "klasyka" bo to najlepsza płyta Slayera, ale tym razem ci odpuszczę. I nie mów za często: "ja to, ja tamto, ja lubię, ja nie lubię". Za dużo tego ja.


Джох [ 44 ] 24-04-2012 | 16:46

WP_OZZ. Nie zaczynaj zdania od "I", bo kaleczysz język polski.... specjalisto.... Uczepił się gościa a sam analfabeta. :))))
Ile dał punktów tyle dał. Jego recenzja i jego prawo.


Ziomaletto [ ziomaletto@gmail.com ] 10-12-2014 | 08:43

IMO najlepsza płyta Slayera, zdecydowanie więcej tu melodyjności. Recka poprawna.


EddieVanHalen [ mich-ban@o2.pl ] 09-03-2015 | 15:48

Jest to moja ulubiona płyta Slayera,trochę niżej cenię Seasons In The Abyss a nie rozumiem fenomenu Reign..W Reign jest praktycznie nawalanka a mnie to nie do końca przekonuje,natomiast tutaj czuć już dojrzałość,melodyjne,wolniejsze i cięższe rify plus wspaniałe bębny które zostały wstawione na pierwszy plan brzmią rewelacyjnie,no i produkcja w końcu jest taka jak powinna czyli potężna i soczysta.South i Season dwie najlepsze płyty Slayera!!(dla mnie oczywiście)


Andi69 [ tkmmk@o2.pl ] 18-01-2016 | 20:03

Nie słucham już thrashu a i mało metalu ale South of Heaven ma w sobie ducha Black Sabbath. Podobna motoryka, tempo, brzmienie, melodyka, atmosfera, klimat... To takie Sabbath Bloody Sabbath Slayera. Reszta płyt Slayera to po prustu metal, świetny ale zwykły metal. South of Heaven ma klasę.


Pumpciuś [ tkmmk@o2.pl ] 12-02-2019 | 13:34

Niby Reign in Blood uważana jest za najlepszą ale Reign nie ma tej dusznej atmosfery która jest na South of Heaven które ma z kolei najlepszą perkusję w całym metalu bo Lombardo cały czas tu gra !!! a nie tylko napierdziela w gary.


Stefan [ Stefan@o2.pl ] 20-06-2020 | 18:19

Ta płyta to wzór jak powinien brzmieć heavy metal, szeroko rozumiany oczywiście. Ideał kompozycyjny, wykonawczy, produkcyjny. Kiedyś cover Judasów trochę mi nie pasował, ale po latach został zaakceptowany. Wszystko w tej muzie gra, można słuchać na okrągło. Zero monotonii, cały czas poezja ciężkiego grania. Wzór do naśladowania. Czy mam jakieś marzenie co do tej płyty ? No mam. Żeby kiedyś na koncercie jakiś polski metalowy band zagrał w miarę wiernie całą płytę w wersji polskojęzycznej. Nagrał to i za zgodą Slayera wydał na CD. Pytanie tylko czy jest taki band ?






Slayer
South Of Heaven

Def Jam - 1988 r.




9/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!