01. Passion
02. The Last Supper
03. Desert Rose
04. Grave In The No Man's Land
05. Hell To Pay
06. Soul Saviour
07. Crucified
08. Divided Cross
09. The Night Before
10. Black Widows
11. Hundred Days
12. Always And Eternally



Ile to już Grabarz "walczy" na metalowej scenie? 15 lat? Mało... 20 lat? Mało... Aż dziw bierze, że ponad dwie dekady Chris i spółka dzielnie trwają pod swoją banderą, trzymając się jednocześnie utartej ścieżki. Ścieżki prostego, ostrego, acz nie pozbawionego melodii i odpowiedniego kopa germańskiego heavy metalu. Aż dziw bierze, że grając taką muzykę dorobili się tabunu fanów na całym świecie. Aż dziw bierze, że dalej trwają przy swoim... nic tylko schylić nisko czoło i oddać cześć Mistrzom. Jest ku temu wyśmienita okazja, muzycy bowiem zapraszają do siebie na wieczerzę... ostatnią? Gdzie tam.

Po bardziej orkiestrowym, chóralnym "Rheingold" muzycy chyba poczuli w kościach, że należy na nowym krążku trochę połoić. HP Katzenburg dostał wolne, a pozostała część Grabarza wzięła się ostro do roboty. Różnicę słychać już po pierwszym odsłuchu "The Last Supper". Wiecznie młody Chris w świetnej formie, Manni'emu też jakby wróciła ochota do pogrania solidnych riffów. Jens wreszcie mógł się wygrać, jego bas jest odpowiednio słyszalny i bez problemu przebija się przez ścianę gitar. Siłą rzeczy od razu przypominają się dawne czasy. No właśnie... słuchając "The Last Supper" dochodzę do wniosku, że panowie "przelecieli" wszystkie poprzednie krążki i postanowili przyrządzić nam potrawę w myśl przepisu, "wszystkiego po trochu". Nie będę Was zanudzał co z czego, bo odkrywanie tego to całkiem fajna sprawa, której każdy sam powinien doświadczyć. Powiem tylko, że nie raz usłyszymy riff przywodzący na myśl coś starszego, by potem w refrenie przypomnieć sobie czasy "Knights Of The Cross". Świetna wycieczka w czasie.

Teraz trochę o tekstach. Nauczony doświadczeniem oczekiwałem płyty koncepcyjnej, jednak już długo przed premierą muzycy ostudzili zapędy fanów. Tym razem będzie "luźniej". No ale temat "gęstszy" bowiem... religia, wiara, chrześcijaństwo. Czyżby pierwsza płyta Grave Digger dla miłośników... black metalu??? Nic z tych rzeczy, wyznawcy Księcia Ciemności spluną pewnie z pogardą. No bo gdzie tam, jak już śpiewać o Kościele to przydałoby się go spalić, jak już o Chrześcijanach to tylko biczowanych, zabijanych, palonych i tym podobne dyrdymały. Niestety, tutaj tego nie ma, wszak panowie z Grave Digger dorośli są i z piaskownicy dawno wyrośli. Tekstów Wam nie zdradzę, bo raz, że nie ma ich na moim promosie, a dwa, że liryki Grabarza to zawsze ciekawa lektura i tej przyjemności odbierać Wam nie zamierzam.

Czy warto coś jeszcze dodawać? Miłośnicy klasycznego metalowego łojenia łykną nowego Grabarza bez popity. Nowi fani, którzy dopiero zamierzają się z kapelą zapoznać spokojnie mogą chwytać za "The Last Supper", na tej płycie mamy wszystko co w tym zespole najlepsze. Nie chcę przez to powiedzieć, że to najlepsza płyta zespołu. Co to, to nie, wszak Grave Digger ma na swoim koncie kilka klasyków. "The Last Supper" to po prostu kolejny świetny krążek w dyskografii zespołu. Muzycy odeszli od orkiestracji, od chórów, które mimo tego, że bardzo dobre, jakby troszkę nie pasowały do wizerunku zespołu. Jako jednorazowa niespodzianka "Rheingold" był świetny, jednak kontynuacja tej drogi, nie wyszłaby Grabarzowi na dobre. Chris i spółka mają głowę na karku, wiedzą jak się robi, by było fajnie. "The Last Supper" jest tego idealnym przykładem. Zatem pozostając w temacie płyty, wychodzi na to, że Grave Digger... zmartwychwstał.

Krzysiek / [ 06.02.2005 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Grave Digger
The Last Supper

Nuclear Blast - 2005r.




8,5/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!