01. Mysteria
02. The Piper Never Dies
03. We Don't Need A Hero
04. Down To The Devil
05. King Of Fools
06. Forever
07. Under The Moon
08. Lavatory Love Machine
09. Rise Of The Morning Glory
10. Lucifer In Love
11. Navigator
12. The Spirit Will Remain
13. Children Of Steel
14. Mysteria (feat. Mille Petrozza)



Nie ukrywam, lubię Edguy, lubię melodyjny metal i przyznam szczerze czekałem na ten krążek z wielką niecierpliwością. Czy otrzymałem to czego chciałem? Tak, zdecydowanie tak, może dostałem nawet więcej niż oczekiwałem? Ale po kolei. Edguy czyli w dużej mierze mózg tego zespołu - Tobias Sammet dalej rozwija swoje niemałe już umiejętności, otrzymujemy dzięki temu coraz to nowe płyty wypełnione rasowymi, metalowymi "hiciorami". W oklepanym jak tyłek Pameli niemieckim power metalu łatwą rzeczą to nie jest. Edguy trzyma formę, z płyty na płytę robi dobrą robotę. Z małego zespoliku zrobiła się nam gwiazda europejskiej sceny metalowej i czy chcecie czy nie, to niezbity fakt. "Hellfire Club" wyjaśnia tylko dlaczego kilka największych metalowych wytwórni biło się o to by Edguy mieć u siebie. Myślę, że to jeden z najbardziej utalentowanych młodych zespołów i dobrze się stało, że trafił pod skrzydła Nuclear Blast. Lepsza promocja i dystrybucja pozwoli odkrywać nowe lądy. Z takim albumem śmiało można je podbijać...

"Ladies and Gentlemen, welcome to the freak show!" i... pierwsze zaskoczenie. To Edguy? Nieee, to nie może być Edguy. Oooo jest Sammet, to jednak Edguy! Cięte, mocne riffy, Tobi piłujący gębę, bardzo ładnie pracujące oba wiosła. Dobra melodia i nośny refren - podstawa chciałoby się rzecz ale początek kawałka wskazuje to co było słyszalne już na singlu. Edguy gra ciężej, mocniej, agresywniej nie tracąc nic ze swojej przebojowości i chwytliwości. To mi się w tym krążku podoba najbardziej. Dostaliśmy taki Edguy jaki wszyscy znamy, a jednak Edguy dopełniony czymś więcej i bynajmniej nie jest to zapowiadana przez Sammeta orkiestra, choć ta też czasami sobie pogrywa (całkiem nieźle zresztą). Taki zabieg na płycie sprawdza się świetnie ale na koncertach kawałki z "Hellfire Club" dopiero będą miały swoja siłę.

Właśnie, jakie są same numery? Wspomniana już "Mysteria" kopie tyłek na samym początku. Potem kolos w postaci "The Piper Never Dies", który w porównaniu z "The Pharaoh" prezentuje się zdecydowanie lepiej. "We Don't Need A Hero" tradycyjny "edguyowy" szybki, nośny numer. Uwagę zwraca świetne solo oraz wspomniana już wcześniej orkiestra. Bardzo podoba mi się wykorzystanie tego elementu na płycie. Nie ma bezmyślnych symfonicznych podkładów byle gdzie a tylko tam gdzie naprawdę fajnie brzmią i pasują. Nie jest tego dużo przez co naprawdę nie przeszkadza, można nawet powiedzieć, że wzbogaca poszczególne numery. "Down To The Devil" oraz znany z singla "King Of Fools" to po prostu kolejne bardzo udane typowe dla Edguy numery. Szczególnie ten pierwszy bardzo mi się podoba. Kawałek posiadający świetną linię melodyczną, świetny refren, świetne solo. Tak słodzić można bez końca. Jak jest dalej? Mamy balladę, potem znowu jazdę bez trzymanki w postaci "Under The Moon" z bardzo ładną środkową częścią, kiedy muzycy zwalniają, a gitarzyści serwują nam proste ale cieszące ucho riffy. "Lavatory Love Machine" to dla jednych żart dla innych przebojowy, wesołkowaty hicior, których zresztą Edguy kilka już popełniło. Tym razem mamy naprawdę rasowy hit w pełnym tego słowa znaczeniu. Tekst oczywiście wpasowany w klimat numeru. Kolejnym kawałkiem, w którym humor muzyków nie opuszcza jest intro do "Navigator" zatytułowane "Lucifer In Love" gdzie mamy pełne ekspresji okrzyki spotykane przy pewnym miłym zajęciu. W "The Spirit Will Remain" orkiestra wreszcie dostaje swoje "pięć minut" i wykorzystuje je genialne. Piękne dźwięki przywodzące na myśl ścieżkę dźwiękową z genialnego "Braveheart" robią wrażenie. Tylko Sammet i orkiestra kończą ten jakże udany album.

To jednak jeszcze nie koniec. Limitowana edycja zawiera bowiem jeszcze dwa dodatkowe numery. Nową wersję "Children Of Steel" oraz "Mysteria" z gościnnym udziałem... Mille Petrozzy z Kreator. Nie dość, że "Mysteria" to naprawdę mocny numer to razem z uwielbianym przez wielu wokalem Mille zabija. Warto tego posłuchać!

Na sam koniec słów kilka o produkcji bo ta naprawdę jest świetna. Brzmienie jak to na Nuclear Blast przystało na najwyższym światowym poziomie. Zresztą co ja tu będę się rozpisywał. Wystarczy napisać: Mikko Karmila i Mika Jussila. Wszystko jasne prawda? Ja nie mam już nic do dodania. Jeżeli chodzi o melodyjny metal Edguy wysoko postawiło poprzeczkę innym. Czyżby już w marcu znalazł się król takiego grania? Czekamy na innych, jedno jest pewne. "Hellfire Club" przebić będzie ciężko.

Krzysiek / [ 20.06.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =






© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!