01. Demonic Refusal
02. The Burning Times
03. Together As One
04. Jun-Jun
05. John Doe
06. Murky Waters
07. Hatred's Rise
08. Distorted Lives
09. New Eyes Of Old
10. Ten Thousand Thrones
11. Nostrovia



Po trasie promującej świetny skądinąd "Low" Testament... rozpadł się... Greg Christian zajął się projektem o nazwie Falnge, James Murphy poświecił się karierze solowej, natomiast Eric, Chuck i Cris Kontos (jedynie krótki epizod w ekipie z Kalifornii) utworzyli kapelę o nazwie Dog Faced Gods (nawiazanie do jednego z kawałków z "Low"). Grupa ta jednak bardzo szybko rozpadła się ze względu na nieporozumienia między chłopakami. Niedługo potem gruchnęła wiadomość o... reaktywacji Testament! Ze starego zestawu pozostał jedynie Billy i Peterson. Ponadto, po wielu latach powrócił do składu Derrick Ramirez pamiętający jeszcze czasy Legacy. Drugim wiosłem zajął się Glen Alvelais, znany z "Return To Apocalipic City", a za garami siadł nie byle kto, bo Gene Hoglan, jedynie jako muzyk sesyjny. W takim oto składzie Testament zawitał do Driftwood Studios, aby nagrać nowy materiał. Za pokrętłami czuwał Daniel Bergstrand. Płyta ujrzała światło dzienne 1 czerwca 1997 roku i otrzymała bardzo sugestywny tytuł - "Demonic".

Bardzo podoba mi się okładka tego krążka. Głowa nabita gwoździami - cóż, trzeba przyznać, że robi spore wrażenie. Muzyka zaprezentowana przez Erica i spółkę przeszła kolejna metamorfozę. Już na "Low" chłopaki ukazali swoje fascynacje death metalem, tutaj poszli o krok dalej... "Demonic" była zdecydowanie najbrutalniejszą jak do tej pory płytą Testament. Chuck praktycznie przez cały czas używa growlingu, ponadto ten materiał jest po prostu masakrycznie ciężki, wbijający w podłoże. Aż trudno uwierzyć, że to ten sam band, który nagrał "The Ritual". Jednak mimo tej mocy krążkowi czegoś brakuje... Nie wiem dokładnie o co mi chodzi, ale po prostu kompozycje nie trafiają do mnie tak, jak na innych albumach Kalifornijczyków. Owszem mamy tu urywające łeb killery, ale większość numerów jest dobra... i nic poza tym... po prostu. Na pewno brakuje mi tu świetnych solówek.

Na krążku znajdziemy 11 kompozycji plus bonus w postaci coveru Judas Priest - "Rapid Fire". Zaczynamy od odliczania... 10... 9... 8... 7.... jak można się domyśleć zacinamy się na szósteczce... Nagle włazi walcowaty riff "Demonic Refusual". To bardzo dobry kawałek, jeden z większych plusów tej płyty... Najlepsza na albumie jest jednak moim zdaniem dwójka - "The Burning Times". Kapitalne riffy, wszechogarniająca brutalność i smaczki - świetna klimatyczna wstawka około trzeciej minuty - super! Bardzo podoba mi się także miejscami rozpędzony, miejscami niepokojący "Jun-Jun". Warto zwrócić uwagę na nieco wolniejszy, klimatyczny "Hatred's Rise". Solówki właśnie do tego kawałka lubię na tym albumie najbardziej.

"Demonic" to dobra, a miejscami nawet bardzo dobra płyta. Album z pewnością ma momenty, ale jako całość nie urywa głowy. Brakuje mi tu tej iskry znanej z większości krążków chłopaków. Niemniej bardzo przyjemnie słucha się tego materiału i można go śmiało polecić każdemu...

Venom / [ 24.03.2009 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Testament
Demonic

Burnt Offerings - 1997 r.




7,5/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!