01. For the Love of Pain 02. Infanticide A.I. 03. Shadow People 04. Meant to Be 05. High Noon 06. Witch Hunt 07. Nature of the Beast 08. Room 117 09. Havana Syndrome 10. Para Bellum
Tytuł najnowszej płyty Testament pochodzi z łacińskiej sentencji "Si vis pacem, para bellum", co oznacza "Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny". Jak to skwitował Redaktor Naczelny: trzeba być zawsze gotowym na wszystko. Ale czy jesteśmy gotowi na to, co przygotował Testament?
Płytę otwiera potężny "For The Love of Pain". Rany boskie, co my tutaj mamy! A może raczej - czego tutaj nie ma? Thrash, death i black metal wymieszane w jednym kawałku! Chuck Billy drze się w growlu, a towarzyszy mu blackowy skrzek Erica Petersona. Na szczęście wszystko to podane jest z odpowiednim testamentowym sznytem, bo inaczej zastanawiałbym się czy do odtwarzacza włożyłem właściwy krążek. To najbardziej brutalny utwór tej kapeli od jakichś dziesięciu lat! Drugi w kolejności jest "Infanticide A.I.". Tutaj także tempa trzymane są w wysokich rejestrach, ale to już bardziej tradycyjny kawałek dla tej kapeli. Szkoda tylko, że refren brzmi jak z generatora przeciętnych utworów thrashowych. Przypomina mi to trochę ostatnie dwa, mniej ciekawe albumy grupy. Muzycznie jest w porządku, ale w lirykach pojawia mi się pewien zgrzyt. Skoro ta sztuczna inteligencja jest taka zabójcza, to czemu Testament używa jej do produkcji swoich teledysków? Coś się tu kupy nie trzyma!
Zagrany w średnim tempie "Shadow People" przypomina cmentarny klimat płyty "The Ritual". Brzmi jednak znacznie ciężej i jest przesiąknięty mrokiem, tak jak poprzednie kompozycje. Jednak to brzmienie jakoś nie do końca mi pasuje. Wydaje się jakby zbyt sterylne i nowoczesne do takiego grania. Ciekawi mnie jak zabrzmiałby ten utwór gdyby dodać tu nieco więcej "gruzu". Marzy mi się dźwięk w stylu starego doom metalu, coś jak Paradise Lost czy My Dying Bride. Z komentarzy w Internecie dowiedziałem się, że utwór "Meant To Be"... budzi kontrowersje. Ballada Testament jest kontrowersyjna? Ciekawe od kiedy? To przecież ten właśnie zespół skomponował takie diamenty jak "Return To Serenity" czy "The Legacy", grane na koncertach do dzisiaj. "Meant To Be" aż na takim poziomie może nie jest, ale znajduje się całkiem blisko. Czysto muzycznie to jeden z ciekawszych utworów na płycie. Siedem minut, a ja nie nudzę się ani przez chwilę. Jeśli ma się takiego wokalistę jak Chuck Billy i takich gitarzystów jak Skolnick i Peterson to przecież aż grzech łupać tylko tępy death metal. Wciągający, wielowymiarowy kawałek ze smyczkami w tle.
"High Noon" uważam za najsłabszy moment tego wydawnictwa. Nie dość, że brzmi jak jakiś stoner metal, to jeszcze po raz kolejny słyszę growlujący wokal. I to prowadzi mnie do pewnej refleksji. Jaki to ma sens? Przecież nie po to kupuję płytę Testament, żeby słuchać Ciasteczkowego Potwora z "Ulicy Sezamkowej"! Mając takiego wokalistę jak Chuck Billy to wręcz marnotrawstwo i działanie na szkodę własnej firmy! Owszem, Testament od dawna flirtuje z death metalem. W przeszłości chłopcy poszli nawet na całość i nagrali w takim stylu całą płytę. Tylko co po niej zostało? "Demonic" uważany jest dziś za jedną z najsłabszych płyt w dyskografii Testamentu. Podobnego zdania są chyba także sami muzycy, skoro na koncertach od 20 lat nie grają żadnego kawałka z tego wydawnictwa. Za to "Room 117" to prawdziwy Testament. Szybki, zwarty i melodyjny. Wreszcie pojawiają się smaczki wokalne, które tak cenię w tym zespole. Linia wokalna maluje wielki uśmiech na mojej twarzy i przypomina mi czemu kiedyś tak polubiłem ten zespół. Utwór przyjemnie sunie naprzód, ale jego tematyka jest poważna. Liryki pochodzą od przyjaciela zespołu, Dela Jamesa, który wspomina czas spędzony w szpitalnej sali, kiedy towarzyszył swojej matce w chwili śmierci.
"Syndrom hawański" to zespół tajemniczych objawów neurologicznych - takich jak bóle głowy, szumy uszne, zaburzenia pamięci, równowagi oraz koncentracji. Po raz pierwszy zaobserwowano to zjawisko u amerykańskich dyplomatów przebywających w Hawanie w 2016 roku. Choć do dziś zaobserwowano ponad 200 przypadków syndromu hawańskiego, wciąż nie wiadomo, co jest jego przyczyną. Co więcej, wiele przypadków tego zjawiska nadal pozostaje utajnionych przez CIA. Czy członkowie Testament zdołali dotrzeć do jakichś nowych faktów w tej sprawie? Nie dowiesz się dopóki nie posłuchasz tego kawałka. A naprawdę warto, bo to kolejny utwór pełen wokalnych smaczków świetnie splecionych z gitarami. "What the hell is going ooooon? Tell me what more can I dooooo" - zastanawia się dotknięty syndromem Chuck Billy. A chwilę później pięknie zgrywa się z gitarowym riffem Erica Petersona, kiedy w swoim stylu wyśpiewuje "A sonic devastation... hollowed out my mind...". To jest właśnie to co najbardziej lubię w muzyce tego zespołu. Płytę zamyka utwór tytułowy. W zwrotce ponownie robi się mrocznie i brutalnie, ale w refrenie - znów melodyjnie. Akustyczne outro przypomina jak to dobrze mieć w zespole takich gitarzystów jak Alex Skolnick i Eric Peterson.
I taki jest ten album. Z jednej strony oferuje coś dobrego dla każdego. Jest tu i thrash, i death, i black metal. Ale z drugiej strony - można mieć wrażenie, że brakuje mu trochę spójności i zespół sam nie wie co chce grać. Dla mnie osobiście to najlepszy album Testament od czasów "Dark Roots of Earth". Jak jest naprawdę? Nie dowiesz się, dopóki sam nie sięgniesz po "Para Bellum". Ale pamiętaj - przygotuj się do wojny!