01. I Disappear



W 2000 roku do kin na całym świecie trafił sequel "Mission Impossible". O ile wyreżyserowana przez Briana de Palmę pierwsza część spotkała się z niezłym przyjęciem zarówno od strony krytyków jak i samych widzów, tak napakowana akcją kontynuacja mocno kinomanów podzieliła, w konsekwencji zawieszając serię na 6 długich lat. Na ścieżce dźwiękowej do filmu, oprócz m. in. Foo Fighters, Roba Zombiego czy Chrisa Cornella, znaleźć mogliśmy pewnego rodzynka: specjalnie na potrzeby filmu Metallica stworzyła numer "I Disappear", do którego szybko powstał, imponujący zresztą, teledysk, nawiązujący do X muzy. Sam kawałek znalazł się też na wydawnictwie promującym soundtrack i to właśnie ten SP chciałbym dziś przedstawić.

Obecnie znaleźć można kilka wersji singla różniących się nieco zawartością i stopniem "rzadkości" - ja w swojej kolekcji posiadam płytkę z jedną ścieżką, ale można też zakupić CD posiadające numer tytułowy również jako "instrumental". Krążek zapakowany jest w cienkie, plastikowe pudełko i okraszony dość przeciętną okładką: ot, niewyraźne płomienie i rozmazana sylwetka gołębia na dole. Białe "latające szczury" to motyw nieustannie przewijający się przez filmy Johna Woo. Zdjęcie zdobiące sam soundtrack, które zobaczyć możemy we wkładce, prezentuje się o niebo lepiej. Oprócz miniaturki pełnego albumu i jeszcze większej ilości płomieni oraz ptactwa, w środku nie znajdziemy niczego więcej: zabrakło nawet tekstu utworu, co jest o tyle dziwne że wkładkę można rozłożyć ale od wewnątrz jest ona całkowicie niezadrukowana. Zabrakło czasu czy chęci aby czymś całą tą pustą przestrzeń zapełnić?

Sam numer przypomina nieco to, co usłyszeć można na "Load/ReLoad", więc jeśli spodziewacie się thrash metalu, to niestety mocno się zawiedziecie. "I Disappear" to numer bardzo prosty, łatwy w odbiorze, komercyjny można wręcz rzec. Nie za ciężki, aby można go było puszczać w radio i posiadający (niezłą zresztą) solówkę, żeby jednocześnie fani nie zarzucali zbytnie sprzedanie się. Przede wszystkim jednak szybko wpadający w ucho za sprawą zarówno głównego riffu, jak i melodyjnego, spokojnego refrenu. Całość opatrzona niezbyt ambitnym tekstem, w którym każda zwrotka składa się ledwo z dwóch wersów powtarzanych w kółko, ale wiecie co? To działa. Lubię sobie od czasu do czasu "I Disappear" puścić (a i zanucić pod nosem się zdarza), gdyż czasami czegoś tak niezobowiązującego po prostu trzeba posłuchać. To niezły "hicior" i trochę szkoda, że grupa nie poszła w tą stronę, ponieważ pozostałe kawałki napisane w tym czasie ("-Human" i "No Leaf Clover") były, w mojej opinii, naprawdę niezłe. Czy pełny album utrzymany w takim stylu okazałby się lepszy niż "St. Anger"? Śmiem twierdzić, że tak.

"I Disappear" to ciekawa rzecz dla fanów kalifornijskiego czwórki: numer, którego nie znajdziemy na żadnym albumie grupy, ostatni kawałek nagrany z Jasonem Newstedem w składzie i jednocześnie przyczyna legendarnego procesu z Napsterem (jeden z pierwszych programów P2P). Singiel wydaje się zrobiony niechlujnie a i osoba odpowiedzialna za edycję ścieżki nieco zaspała (przez pierwsze sekundy słyszymy coś, co wydaje się fragmentem innej piosenki, po czym następuje brutalne "cięcie") - ale z uwagi na wartość historyczną warto mieć go w swojej kolekcji. Osobiście polecam jednak szukać wersji zawierającej także instrumentalne "I Disappear", w końcu zawsze to te parę minut muzyki więcej. Szkoda że na żadnym z wydań nie zdecydowano się zamieścić demówki, która wyciekła przed premierą i została nielegalnie udostępniona w sieci: tam mieliśmy mocny refren po pierwszych dwóch zwrotkach, który dopiero pod koniec zaczynał przypominać to, co dostaliśmy na oficjalnym wydawnictwie (choć linia wokalu została troszkę zmieniona). Lepsze to może nie jest, ale interesujące - jak najbardziej.

I Disappear:



Tomasz Michalski / [ 06.04.2018 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Metallica
I Disappear

Hollywood Records - 2000 r.




-/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!