01. All For You
02. Dr. Psycho
03. Demon Dance
04. The One
05. Bled
06. Both Of Me
07. Rage Absolute
08. Holding On
09. Nightmare Factory
10. Sound Of Horror



Dla wielu fanów metalu bieżący rok 2004 będzie jednym z lepszych w historii tej muzyki. Ostatnimi czasy legendy thrash metalu po reaktywacjach zasypują nas bardzo dobrymi produkcjami takimi jak: "Psycho Psycho" (Nasty Savage), "Tempo Of The Damned" (Exodus), czy "The Art. Of Dying" (Death Angel). 24 maja miała miejsce premiera nowego krążka Annihilatora - kanadyjskiego opus magnum (sformułowanie używane często przez redaktorów Metal Hammera - ;)) thrashu zatytułowana "All For You". Pomimo tego że prezentowana przeze mnie pozycja znacznie odstaje od w/w tytułów to i tak znajdzie się w mojej pierwszej piątce tegorocznych albumów. Nie ukrywam że ten krążek trafi do bardziej otwartych fanów, bowiem znalazło się tutaj kilka wpadek które trudne byłyby do zaakceptowania dla konserwatysty. Gdy po raz pierwszy podchodziłem do "All For You" znając Annihilator z genialnych nowszych dokonań z lat wcześniejszych miałem nadzieję że po raz kolejny zostanę powalony na kolana tak jak po lekturze "Criteria For A Black Widow" (1999) i "Carnival Diablos" (2001). I zostałem zaskoczony, tyle że nie stylem muzycznym (bo tutaj za wielu innowacji nie da się dopatrzyć - o tym później), lecz tym jak Jeff Waters - lider kapeli potrafi operować emocjami pisząc muzykę. Jak zapewne wiecie nowym wokalistą grupy został niejaki Dave Padden, którego uprzednie dokonania z innymi zespołami nie są mi znane, jednak to co prezentuje sobą u boku Jeffa zasługuje na uznanie. Jego różnorodne operowanie wokalem jest kluczem do zrozumienia tego co chciał nam przekazać autor materiału.

Album otwiera tytułowy "All For You.", zaczyna się basowym wstępem, następnie wchodzi rytmiczna perkusja, ciężkie riffy, łagodny wokal Paddena, lecz w momencie gdy zaczyna śpiewać "You take your orders from the queen of insanity but the contract said it was you and me" następuje natężenie strun głosowych, słyszymy teraz wrogość oraz agresje do wszystkich tych którzy mieli za nic zaufanie autora tekstu oraz narazili go na kłopoty. Utwór znaczy tyle co "Poświęciłem swoją rodzinę, swoje dzieci, swoją duszę a wy mnie wydymaliście - nigdy więcej pogróżek i zabaw w kotka i myszkę!". Po wykrzyczeniu tego wszystkiego następuje chwila refleksji ponowne uspokojenie wokalu, lżejsze melodyjne heavy metalowe takty. Muzycznie utwór jest raczej przeciętny i jednostajny, razi trochę brak solówki, nie ma za wielu ciekawych gitar. (Po lekturze "otwieracza" trochę się zdziwiłem - "że to niby ma być Annihilator?", całe szczęście że jestem cierpliwy i się już na początku nie uprzedziłem).

Zaczyna się następny utwór "Dr. Psycho" wolniutko, cicho, pogrywa gitarka, wokalista wciela się w jakiegoś kolesia który przyszedł na prosty zabieg - operację plastyczną. Z głosu można wyczytać że owy pacjent jest lekko przestraszony - zadaje sobie pytanie: "But what if the doctor was evil and very, very mean?" Następuje basowe przejście, rytmiczny werbel i gitara, krótko mówiąc zaczyna się to czym jest Niszczyciel - szybkie mięsiste riffy, podwójna stopa, psychopatyczny wokal Dave'a "Just call me doctor, just call me pain" - właśnie to jest istotą wokalu na tej płycie - wcielenie się w dwie postacie, lub przekazywanie różnych emocji - gniewu, spokoju, obojętności. Doktor psychol jest numerem genialnym, po średniczaku jakim jest tytułowy "opener" nastąpił u mnie po prostu szok. Mimo że nie ma tutaj jako takiej solówki - jedynie charakterystyczne dla Jeffa szybkie gitarowe "upiększacze". Jedynym elementem w tym utworze który może człowieka na początku doprowadzić do szału to komputerowo przesterowany w kilku miejscach wokal, lecz można się przyzwyczaić do tych złych trzech sekund.

Kolejny genialny numer na płycie to "Demon Dance". Taniec z demonem czyli wyznania kolesia który jest bardzo ciężko chory na główkę w którego bardzo dobrze wczuwa się Padden. Śpiewa basowym głosem, agresywnie, znowu przester i zgrzyt zębów. Trzy ładne solóweczki , solidne szybkie riffowanie, szybie bębny - słowem rasowy thrashowy wymiatacz. Adrenalina znacznie podskoczyła; wyskakuje na wyświetlaczu wieży "track 4" - "The One". Pierwsze dźwięki - myślę sobie CO TO DO CIĘŻKIEJ CHOLERY MA BYĆ?!. Nowe wcielenie Modern Talking? A może angielski przekład tekstu jakiejś polskiej kapeli disco polowej? Jak się słyszy takiego gniota jakim jest owa ballada poświęcona ukochanej po rewelacyjnym "Demon Dance" ma się ochotę wywalić płytę przez okno. Gitara akustyczna - trzy chwyty, jakieś pianinko, leje się łzawy pop-rockowy wokal, na końcu utworu klawiszowa aranżacja (!!!) no i tekst który sprawił że taczałem się po podłodze ze śmiechu - "you kiss and you touch so perfectly I need to hold you close to me" - to jest tekst zespołu thrash metalowego? Wolne żarty. No nic płyta kręci się dalej, laserek odczytuje "Bled" - kamień z serca i ulga, mocny agresywny powermetalowy utwór, na początku rytm pod headbanging, solóweczka, następnie zmiany tempa, melodie pod Harrisa & Co. Jeff poprzez swojego gardłowego kieruje słowa tekstu do swojej byłej żony: "Stop your screaming, get out of my way your lips are moving they got nothing to say" - "cały czas coś pieprzysz ale nie mówisz nic sensownego" Może wielu z Was wyda się to odrobinę śmieszne, ale jak lider jest wkurzony to pisze na prawdę niezłe numery. W utworze "Both Of Me" autor jakby zmaga się ze swoimi dwiema osobowościami. Całość kompozycji sprawia wrażenie ucieczki od czegoś- od czego? Tego nie wiem, być może od demonów przeszłości, od koszmarów i wrogów. Wszystkie wydarzenia o których mówi tekst są kreślone przez instrumenty na przykład ucieczka biegiem, czy samochodem. Świetnie się słucha tego numeru z tekstem przed oczami. Pod względem instrumentalnym - typowy Annihilator, z charakterystyczną melodyjką podobną do niektórych z "Waking The Fury". "Rage Absloute" to numer który mógłby bez problemu znaleźć się na "Criteria For A Black Widow". Szybka dynamiczna speed/thrashowa kompozycja, może nic nadzwyczajnego jednak ma swoją moc i kopie w cztery litery. Wraz z początkiem następnego kawałka kolejny raz się załamałem. Panie i panowie kolejna łzawa balladka o tytule "Holding On". Jeffie Waters jeśli chcesz pan napisać do ukochanej to napisz pan list a nie każesz fanom wysłuchiwać miłosnych kogucich jęków. Mogę się założyć że gdyby któryś z tych utworów zaśpiewał Enriqe to byłyby to hiciory dekady. Do końca płyty zostały dwa utwory: "The Nightmare Factory", oraz "The Sound Of Horror". Pierwszy z nich to średni heavy metalowy utwór z melodyjką pod horror z lat 80tych, zły nie jest ale Annihilatora stać na więcej. Drugi to nudny instrumental - typowy zapychacz, równie dobrze mogłoby go na płycie nie być.

Cóż mógłbym napisać tytułem podsumowania. Choć "All For You" jest albumem szalenie nierównym jest to pozycja dobra. Z początku niektórym wokal Dave'a Paddena może wydać się odrobinę niespójny - raz spokojny, raz rozwrzeszczany a niekiedy nawet growlujący, ale myślę ze o to właśnie chodziło. Moim zdaniem nowy wokalista sprawdził się śpiewając spokojnie i agresywnie (choć oczywiście do Randiego Rampage czy Joe Comeau wiele mu brakuje). Nie jest to płyta na jedno przesłuchanie, jeśli nie wchodzi od razu trzeba jej dać trochę czasu, trzeba się oswoić i przyzwyczaić do niektórych momentów które znalazły się na krążku zupełnie niepotrzebnie (takie jak np. przesterowany wokal). Mamy dwa genialne utwory, trzy bardzo dobre, dwa średnie, słaby instrumental, ballady natomiast pomijam - poniżej krytyki. Nie mogę sobie niestety pozwolić na wystawienie oceny wyższej niż 7/10, choć gdyby nie skoki w stronę wyznań miłosnych rodem z telenoweli brazylijskiej byłoby wyżej.

Slayer / [ 28.12.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




JayKay [ jaykay@o2.pl ] 31-08-2012 | 09:37

Zgodzę się z większością tekstu tu napisanego, balladki poniżej wszelkiej krytyki, jednakże nie mogę zgodzić się na uznanie słabym początkowego "All for you". To mocny miażdżący numer ze zmianami nastroju i wokalu. Padden jest genialny i zarówno na tym krążku jak i kolejnych to udowodnił. Jak dla mnie jest jednym z ciekawszych obecnie wokalistów. Nie od parady Waters ciągle go trzyma choć wiemy jak bardzo lubi zmieniać skład.

Jeszcze jedna uwaga - dwa kończące płytę kawałki mają absolutnie niesamowity klimat, należy je traktować jako jedną całość i po Rage są najlepszą częścią tej bardzo dobrej płyty. Radzę dać im jeszcze jedną szansę poczuć klimat i zmienić zdanie :)

Jasne, że Annihilator wydawał lepsze płyty i stać ich na więcej ale gdyby nie wydali "All for you" ominęło by mnie mnóstwo, mnóstwo przyjemności.






Annihilator
All For You

AFM - 2004 r.




7/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!