1. Crystal Ann
2. Alison Hell
3. W.T.Y.D. (Welcome To Your Death)
4. Wicked Mystic
5. Burns Like A Buzzsaw Blade
6. Word Salad
7. Schizos (Are Never Alone) Parts I & II
8. Ligeia
9. Human Insecticide



Co ja mam napisać? Ten album jest po prostu znakomity, a jedyną rzeczą, którą można mu zarzucić po wielu latach od premiery jest niestety dosyć przestarzałe brzmienie. Z drugiej strony czego się można spodziewać po debiutanckim albumie podziemnego kanadyjskiego zespołu? Moim zdaniem pierwszy album Annihilatora o klasę przewyższa debiut choćby Megadeth i to nie tylko pod względem brzmienia, ale przede wszystkim pod względem samej muzyki.

"Alice In Hell" to pierwsza płyta Annihilatora, z którą się zetknąłem i najlepsze dzieło w ich dorobku. Całość zaczyna się akustycznym intro "Crystal Ann" i, jak informuje okładka, jest to "Poezja pozbawiona słów, delikatnie pobudzająca, która zabiera słuchacza daleko poza zwykłe nuty, tam gdzie ulotne piękno Kryształowej Anny wydaje się być rzeczywistością, a nie tylko zwykłym utworem". Ta kompozycja jest jednak tylko uwerturą do tego, co następuje po niej - utwór "Alison Hell" jest przez wielu uważany za jeden z najlepszych utworów w historii muzyki metalowej i nie jest to ocena na wyrost. Główny riff po prostu mnie zabił, gdy go po raz pierwszy usłyszałem. Cały utwór jest tak bogaty, że jego riffami można by obdzielić kilka kawałków innego zespołu. Stawiam go w jednym rzędzie z takim dziełem jak "Hangar 18" Megadeth, a nawet "Master Of Puppets" Metalliki. Slayerowy "Reign In Blood" pozostaje w cieniu... Inne utwory nie schodzą poniżej bardzo wysokiego poziomu. Posłuchajcie sobie "W.T.Y.D.", "Wicked Mystic", czy nawiedzonego "Human Insecticide", zagranego z pasją godną Slayera.

Album jest dla mnie definicją thrashu - zawiera wszystko to, o co w tej muzyce chodzi. Świetny agresywny wokal Randy'ego Rampage'a, rewelacyjna gra Watersa na gitarze i Ray Hartmann na bębnach... Tak, to najlepszy skład w historii tej kapeli. Nigdy później nie udało już im się osiągnąć takiego spontanu, choć jeszcze wielokrotnie będą się zbliżać do wysokiego poziomu, wyznaczonego przez niedościgły geniusz debiutanckiego albumu. Album jest znakomity, więc co do oceny nie mam wątpliwości.

P.S. W 1998 roku Roadrunner wydał reedycję "Alice In Hell", zawierającą trzy dodatkowe utwory: "Powerdrain" (który w zmienionej wersji i pod tytułem "Sonic Homicide" pojawił się dziesięć lat później na płycie "Criteria For A Black Widow") oraz wersje demo utworów "Ligeia" i "Schizos (Are Never Alone) Parts I&II".

Alison Hell:



Jarek Z. / [ 07.05.2017 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




Krzysiek [ dgghhhh ] 07-05-2017 | 10:43

jedno co się ciśnie to klasyka


Chopinka [ marta_misiak1988@wp.pl ] 07-05-2017 | 14:32

Jeden z lepszych albumów thrash metalowych. Kanadyjczycy wymiatają - dosłownie.






Annihilator
Alice In Hell

Roadrunner Records -1989 r.




10/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!