01. Dark Chest Of Wonders
02. Wish I Had An Angel
03. Nemo
04. Planet Hell
05. Creek Mary's Blood
06. The Siren
07 Dead Gardens
08. Romanticide
09. Ghost Love Score
10. Kuolema Tekee Taiteilijan
11. Higher Than Hope



Przyznam że na nowy krążek spod znaku Nightwish czekałem z wielką niecierpliwością. Próbki trzech utworów zamieszczone na oficjalnej stronie a także dostępny w sieci teledysk do "Nemo" nie pozostawiały wątpliwości że wielkimi krokami zbliża się kolejne wielkie dzieło tego zespołu. Nie próbowałem dotrzeć do wersji promocyjnej, po pierwsze dlatego że wiem że albumy Nightwish można kupować w ciemno, a po drugie w moim odczuciu ostateczna wersja "smakuje" lepiej nie zakłócana wcześniej takimi materiałami (co innego wspomniane wcześniej próbki).

Wracając zatem pewnego pięknego dnia ze sklepu z limitowaną edycją "Once" nie mogłem się wręcz doczekać odsłuchania tej płytki. Wiązałem z nią wielkie nadzieje, wiedziałem że nie może być słaba, ale jak wielka będzie? Nie oczekiwałem że przebije mój ulubiony "Century Child" ale wierzyłem że będę mógł ją postawiać tuż za wielką poprzedniczką. Już dziś, po prawie trzech dniach nie słuchania niemal niczego innego poza nowym krążkiem Finów mogę rzec, że moje nadzieje spełniły się całkowicie, o tym jednak szerzej napiszę pod koniec recenzji.

Niektórzy odrzucili ten zespół już po "Century Child", mówiąc że się sprzedali, że wprowadzili za duże zmiany itp. Trochę to dziwne, bo gdy zmienia się lekko styl to źle a jak nagrywa płyty podobne do poprzednich też źle bo "się nie rozwija". Słyszałem nawet głosy jakoby Nightwish należał do tej drugiej grupy czego już zupełnie pojąć nie potrafię. Dla mnie krążek ten był lepszy nawet od wspaniałych poprzedników, wprowadzone zmiany okazały się wprost wymarzone - mniej operowy głos Tarji, nowy męski wokal występujący częściej niż wcześniej, cięższe gitary i równocześnie więcej elementów orkiestrowych - to były główne elementy które sprawiły, że pokochałem ten album jeszcze bardziej niż te starsze.

Piszę o tym dlatego, gdyż "Once" podąża właśnie ścieżką wytyczoną przez "Century Child". Wszystkie te elementy o których pisałem są tu również obecne, część z nich w jeszcze większym stopniu. A zatem nowa płyta jest jeszcze cięższa, lecz jednocześnie bardziej symfoniczna. Miejscami jest tak ostro że "Slaying The Dreamer" wydaje się przy tym balladą. Niech to jednak nikogo nie zrazi, muzyka nie straciła nic ze swojego piękna, poza tym są tu również spokojne kompozycje i wspomniana orkiestra która stanowi bardzo ważny element. Takie kontrasty wcale nie szkodzą. W istocie, jest to wręcz genialna fuzja metalu z muzyką klasyczną, jeśli ktoś tak jak ja uwielbia oba te gatunki to będzie w siódmym niebie.

Przy orkiestrze warto się dłużej zatrzymać. Pisałem już, że wcześniej nie była aż tak obecna jednak ten rozmach po prostu powala. Wzięli w tym udział prawdziwi profesjonaliści (Londyńska Orkiestra Symfoniczna, warto wspomnieć że brali udział w nagrywaniu soundtracków do "Władcy Pierścieni" i "Harry’ego Pottera") i niesamowicie wzbogacili i tak już wspaniały album, stając się jego integralną częścią. W książeczce "symfoniczna lista płac" zajęła całą stronę! Znalazło się tam nawet kilku Polaków, co akurat specjalnie nie dziwi gdyż w tym co jak co jesteśmy i zawsze byliśmy dobrzy. Warto zwrócić też uwagę na niezwykle udane chórki które również stanowią ważną część całości.

Wypadałoby napisać coś o grze samego zespołu, ale właściwie nad czym się tu rozwodzić? Grają po prostu wspaniale, swoją klasę pokazali już dużo wcześniej i ani trochę jej nie umniejszyli. Jest ostrzej, ale równie dobrze. Emppu trochę bardziej wykazał się w solówkach, które są naprawdę ładne, szkoda że przeważnie niezbyt długie. Tarja nadal śpiewa cudownie, jak już pisałem wole jej "normalny" głos jaki tu dominuje, ale znajdziemy też fragmenty przypominające operowe czasy. Wokalna rola Marco jest zbliżona do tej z poprzedniej płyty, duety z Tarją wychodzą świetnie, czasami śpiewają też jednocześnie.

Płyta rozpoczyna się szeptem Tarji, zaraz potem nadchodzi metalowe szaleństwo. "Dark Chest of Wonders" o którym mowa to jeden z ostrzejszych i lepszych utworów na płycie. Wspaniałe chórki przeplatane ze spokojnym kobiecym wokalem zwalają z nóg. Druga zwrotka rewelacyjnie przechodzi w melodyjny refren. Pauza, zmiany tempa dopełniają dzieło geniuszu, takiego otwieracza nie było od czasu "Stargazers".

"Wish I Had An Angel" już zwalnia, ale niedużo. Bardzo dobry utwór ze sporym udziałem Marco w strefie wokalnej, blednie jednak przy "Nemo" który po prostu zapiera dech w piersiach. Jeden ze spokojniejszych kawałków na płycie, nie pozbawiony jednak ostrzejszych partii. Rewelacyjny refren, piękna solówka, wszystko tu jest na najwyższym poziomie. Równie udany jest teledysk nakręcony do tego utworu.

"Planet Hell" to kolejny killer. Tajemniczy, trwający niemal minutę wstęp przepełniony orkiestrą i chórkami przechodzi w ciężkie brzmienia i mamy kolejny duet Tarja - Marco, zdecydowanie najlepszy nie tylko na tej płycie. Mniej więcej w połowie ni z tego ni z owego mamy wspaniały, energiczny refren, to trzeba usłyszeć.

Na "Once" znalazły się dwie długie kompozycje. Pierwsza z nich, zatytułowana "Creek Mary’s Blood" jest bardzo oryginalna, bierze w niej udział Indianin John Two-Hawks. Jego monolog pod koniec piosenki naprawdę robi wrażenie i podkreśla i tak już wspaniały klimat tego utrzymanego w balladowym nastroju utworu.

Jak to mówią, nie ma róży bez kolców; tyczy się to również tej płytki. Może "kolce" to przesada, bo 2 kawałki o których mowa mimo że odstają moim zdaniem od reszty, to są mimo wszystko dobre. Mają to nieszczęście że znalazły się wśród tak wielkich dzieł. "The Siren" i "Dead Gardens" nie trafiają do mnie tak jak reszta, czegoś im brakuje. Jeszcze raz powtarzam, są w porządku, ale jednak mogło być lepiej. "Romanticide" z powrotem podnosi poziom, który już nie spadnie. Utwór ten przywodzi nieco na myśl "Slaying the Dreamer", na szczególne uznanie zasługuje refren.

Naprawdę nie sądziłem że Nightwish nagra jeszcze doskonalszy kawałek od "Beauty of the Beast", ale na szczęście srogo się pomyliłem. "Ghost Love Score" trwa równe 10 minut i jest po prostu lepszy. A to równocześnie znaczy że jest to jedna z lepszych piosenek jakie w życiu słyszałem (o ile nie najlepsza). Nie, nie przesadzam, dla tego kawałka warto kupić tą płytę. Spokojne zwrotki, rewelacyjny chórek w refrenie, niesamowite zmiany tempa, fenomenalna orkiestra, długo by wymieniać - to wszystko tworzy niepowtarzalną całość. Przez te 10 minut nie sposób się nudzić choćby przez chwile. Przez ostatnie półtorej minuty mamy już tylko refren w kółko. Nie za długo? Absolutnie! Mógłby trwać nawet 2 razy tyle. Trochę szkoda, że "Ghost Love Score" nie znalazł się na końcu płyty, ale nie czepiajmy się szczegółów.

Było ostro, było spokojnie, teraz czas na całkowite wygaśnięcie instrumentów zespołu; w zaśpiewanym po fińsku "Kuolema Tekee Taiteilijan" tło dla Tarji stanowi jedynie orkiestra. Wyszło znakomicie. Utwór ten ładnie przechodzi do ostatniego już na krążku "Higher Than Hope", który również zaczyna się delikatnie. Później jednak przyspiesza i zawiera ostry, podniosły refren. Kolejna udana kompozycja, nic dodać nic ująć. No, może to, że głównego udziału w jej napisaniu nie miał Tuomas (jak w przypadku całej reszty) lecz Marco.

Miałem szerzej zająć się porównaniem "Once" do poprzednich płytek zespołu. Cóż, różni się dość znacznie od pierwszych trzech jednak moim zdaniem jest po prostu lepszy. Zaś "Century Child" to jeden ze wspanialszych albumów jakie słyszałem i mimo wszystko stawiam go ciut wyżej od nowego krążka. Głównie dlatego że wszystkie kawałki były tam co najmniej bardzo dobre, tu znajdziemy 2 które na to "bardzo" nie zasługują. Należy jednak zauważyć, że "Century Child" mam prawie od 2 lat, a "Once" od kilku dni, więc takie porównanie nie jest zbyt sprawiedliwe; być może z czasem zmienię zdanie.

Poza tym, co nam przyjdzie z porównań, trzeba się cieszyć nowym albumem a nie analizować go pod kątem poprzednich dokonań zespołu. Albumem, który jest po prostu wyśmienity i jestem niemal pewny że będzie to dla mnie płyta roku, gdyż mimo że konkurencja szykuje się naprawdę silna, to nie sądzę żeby ktoś przebił dzieło Nightwish, będzie to arcytrudne zadanie.

Ramza / [ 16.08.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




Michal [ celticfan1990@interia.pl ] 28-03-2009 | 17:23

Wspaniała płyta ja daję 10/10 Najlepsze kawałki: Ghost Love Score, Nemo, Wish I Had An Angel. Szkoda, że nie nagrają już płyty z Tarją.


Marta [ bierna_hehe@buziaczek.pl ] 24-04-2009 | 14:08

To jest nie prawda żeby zespół Nightwish się rozpadł. To są tylko i wyłącznie plotki. Dostałam wiadomość od samej Anet Olzon i powiedziałam że są problemy w zespole i starają się je rozwiązać i że nie dojdzie do rozpadnięcia zespołu


Marta [ bierna_hehe@buziaczek.pl ] 24-04-2009 | 14:09

To jest nie prawda żeby zespół Nightwish się rozpadł. To są tylko i wyłącznie plotki. Dostałam wiadomość od samej Anet Olzon i powiedziałam że są problemy w zespole i starają się je rozwiązać i że nie dojdzie do rozpadnięcia zespołu






Nightwish
Once

Nuclear Blast - 2004 r.




9,5/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!