01. Victim Of States Power
02. Black Demon
03. Preacher
04. Soldiers Of Hell
05. Diabolic Force
06. Adrian S.O.S.
07. Genghis Khan
08. Prisoner Of Our Time
09. Walpurgis Night
10. Satan



Niemieccy wyjadacze z Running Wild znani są chyba każdemu fanowi heavy metalu. Trudno nie znać tego zespołu, wszak piraci to jedna z najbardziej charakterystycznych kapel, nie sposób pomylić ten zespół z innymi. Początki grupy to rok 1976, ale ich pierwszy album "Gates To Purgatory" ukazał się dopiero w 1984 roku. Wcześniej zespół miał na koncie wiele demówek i pojedynczych utworów, oficjalnie zadebiutował na składaku "Death Metal" z takimi tuzami jak Helloween, Dark Avenger i Hellhammer.

Wtedy to wypracował swój własny, niepowtarzalny styl, ostre heavymetalowe numery, zapadające w pamięć riffy, ale słynął też z prawdziwych metalowych hymnów. Płytę otwiera ostry i szybki "Victim Of States Power", kolejne trzy numery utrzymane są w klimacie pierwszego kawałka, ostre gitary, tempo albo bardzo szybkie albo po prostu szybkie, trochę przybrudzony wokal Rolfa Kasparka, w ogóle brzmienie troszkę jakby brudne, ale wyostrzone. Numer pięć - "Prisoner Of Our Time", na ten utwór szczególnie warto zwrócić uwagę, jest to bowiem metalowy hymn nad hymny, przy tym numerze wysiadają nawet hymny Judas Priest. Średnio szybkie tempo w zwrotkach, powolny, chóralny refren, który na długie lata wbija się w pamięć - "We are prisoners of our time, but we are still alive...", można to śpiewać bez końca i nigdy się nie znudzi. Do dziś jest to żelazny punk każdego koncertu Running Wild, zespół po prostu w tym momencie zaczarowuje publiczność. Kto miał okazję widzieć ich koncert, ten wie.

Kolejne numery tylko potwierdzają wielką klasę tej płyty i tego zespołu. Nie sposób uwolnić się od takich killerów jak "Black Demon", "Soldiers Of Hell", czy jeden z moich ulubionych "Walpurgis Night". Warto wspomnieć o znakomitych solówkach gitarowych, dobrym zgraniu sekcji rytmicznej no i o wokalu Rolfa. Ten jest prawdziwie mistrzowski. Wielu porównywało go do Cronosa z Venom, ale sam Rolf uważał (i słusznie) że powinno być odwrotnie, gdyż wypracował swój styl, kiedy Venom właściwie nie istniał. Ale wcześniej zadebiutował, i szersze grono odbiorców znało Venom zanim poznało Running Wild.

Co by nie mówić, płyta jest naprawdę znakomita, jedna z najlepszych w dorobku Niemców, i naprawdę godna polecenia. Pozycja obowiązkowa dla fanów klasycznego heavy z lat 80., fanów Celtic Frost, wczesnego Kata i Venom właśnie.

Ralf / [ 21.08.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




kuflandia [ pszyda@interia.pl ] 08-03-2008 | 15:52

PLYTA poprostu piekna nazywm ja klasyka metalu






Running Wild
Gates To Purgatory

Noise - 1984r.




8,5/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!