1. Deliver Us from Evil
2. Damnation
3. Secrets of the American Gods
4. Violent Shadows
5. Life Beyond the Spheres
6. Architects of Doom
7. Let It Be No More
8. Blood of the Elves
9. Destiny



Ostatnie płyty Blind Guardian nie trafiły w Wasze gusta? Jesteście "zmęczeni" tymi wszystkimi orkiestracjami i innymi ozdobnikami w ich muzyce? Po prostu tęsknicie za "starym-dobrym" graniem? Doskonale zatem trafiliście!

Na albumie "The God Machine" muzycy w sposób zdecydowany odkleili się od tej całej "symfonii". Krótko mówiąc: mamy powrót do cięższego grania i pachnie tutaj latami wcześniejszymi. Zresztą wokalista Hansi Kürsch zapowiadał przed premierą, że na płytę trafią "najszybsze i najcięższe utwory od wielu lat". Wiadomo, że zawsze trzeba brać poprawkę na przedpremierowe zapowiedzi, ale w tym przypadku akurat słów na wiatr nie rzucono.

Już na dzień dobry dostajemy niezłym konkretem po buzi. Co prawda "Deliver Us from Evil" rozkręca się chwilkę, ale później jedzie już z odpowiednią prędkością. Cieszy Hansi ze świetnymi liniami wokalnymi (to jest atut na całej płycie), a reszta muzyków trzyma dobre tempo. Stylowe zwolnienie w środeczku i pędzimy dalej. I tak, jest lekkie zaskoczenie, bo Blindzi grają heavy metalowo, bez większych ozdobników. Miłe złego początki? Otóż nie, bo kolejnym numerem zespół odpala totalna petardę!

"Damnation" - zaczyna się intrygującą gitarą i delikatnymi wokalami. A po chwili... no cudowności proszę państwa. Muzycy zatęsknili najwyraźniej za latami 90-tymi i cisną sentymentalnie, aż miło. Te wokale, te melodyjki, te riffy, te refreny. Palce lizać. Nie spodziewałem się, że Blind Guardian jeszcze kiedykolwiek sprawi mi tyle radości jakimś numerem. A to nie jedyny taki moment na tej płycie, bo równie gładko wchodzi "Architects of Doom", który powala swoimi refrenami. A jeśli chodzi o konkretny strzał, to tutaj "Blood of the Elves" mówi "dzień dobry!". Numer pędzi jakby jutra miało nie być i mocno pachnie wczesnymi płytami zespołu. Lubię to!

Muszę przyznać, że na "The God Machine" nie znajduje słabszych momentów. Nie ma na tym krążku jakiejś zapchajdziury wciśniętej po to żeby była. Nawet jak muzycy zwalniają tempo, to przyjemnie się tego słucha. Odpalcie taki "Destiny" - ile tam intrygującego grania, muzycy bawiący się formą i lepiący z tego kapitalny numer. Nie zawsze trzeba gnać bez tchu, żeby zaciekawić słuchacza. I Blind Guardian akurat z tym nie ma problemu. Równie interesujący jest "Life Beyond the Spheres" - dosyć wolny, z ciekawym klimatem. Nie ma w nim typowego riffowania i melodyjności. Bardziej liczy się opowieść i taki lekko niespokojny temat. Sporo smaczków poukrywanych gdzieś w tle i muszę przyznać, że to wszystko robi świetną robotę. Mógłbym tutaj rozpływać się nad każdym kolejnym numerem, ale sobie to podaruję. Posłuchajcie sami i odkrywajcie to nowe/stare Blind Guardian.

Jak widać na najnowszej płycie Niemcy odpuścili sobie całe to symfoniczne granie. Jak dla mnie super, bo zdecydowanie wolę ten zespół ubrany w heavy metalowe ciuszki. Wiadomo, dodatki są spoko i fajnie dopełniają całości, ale w przypadku tego zespołu ostatnio sprawy jakby wymknęły się spod kontroli. Mam nadzieję, że na płycie "Twilight Orchestra: Legacy of the Dark Lands" chłopaki się w pełni zrealizowali w tym temacie. Dla mnie "The God Machine" to kawał dobrego, patrzącego z sentymentem w przeszłość, Blind Guardian. Cieszy mnie mocno, że muzycy skorygowali ciutkę swój kurs i dali mi album, który słucham z wielką przyjemnością i niejednokrotnie będę do niego wracał.

Blood Of The Elves:



Piotr "gumbyy" Legieć / [ 15.10.2022 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =






© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!