01. The First Crusade
02. Zaraza
03. Broken Promises
04. Cross On Our Shields
05. Czarne chmury
06. Theese Eyes Of Hate
07. No!
08. Eternal Rest
09. Sword And Faith
10. Farwell Of The Damned
11. Epilog



Recenzja płyty w dniu jej premiery? W sumie dlaczego nie! A bardziej poważnie - to pokazuje, że są zespoły, które po prostu "umią w promocję". Nie od dawna wiadomo, iż w przypadku takich wydarzeń zawsze warto narobić wiatru i trochę zamieszania wokół tego. Chainsaw, to już doświadczona załoga, więc takie rzeczy są dla nich oczywiste. No ale nie miejsce i czas chwalić chłopaków za promocyjną smykałkę, bo i tak muza najważniejsza. Ta marna przy największej promocji się nie obroni przecież... hehe... no dobra, od teraz już na poważnie!

Cóż można powiedzieć o formacji Chainsaw? Istnieją od 1997 roku i "The Last Crusade" to ich szósta płyta studyjna. Po drodze była jeszcze odskocznia z "Acoustic Strings Quartet" na którym nie było premierowego materiału. Co można jeszcze dodać? Hmm... jest pewna stałość w tym zespole. Po pierwsze primo - wokalista Maxx jest w kapeli od zarania dziejów. Po drugie Primo - gitarzysta Rygiel i perkusista Seba mają już status "nastolatków", więc spokojnie możemy mówić o solidnej podstawie. Po trzecie Primo - ta trójka brała udział w nagraniach każdej kolejnej płyty.

No dobra, a cóż przynosi nam nowy album? Jak zwykle trochę nowości, ale to u Chainsaw już tradycja. Każda kolejna płyta na swój sposób zaskakuje i teraz nie jest inaczej. Poprzedni album "War Of Words" pełen był elektroniki i sampli. To była spora nowość jeśli chodzi o Pilarzy. Teraz zrezygnowano (dla mnie jak najbardziej słusznie) z tych dodatków i postawiono na bardziej klasyczne dźwięki. Mamy typowo heavy metalowe riffy, świetną prace perkusji i wokal Maxxa, który nad wszystkim panuje.

Spore ukłony dla gitarzystów, którzy wspięli się - i mówię to bez cienia zawahania - na swoje wyżyny. W zasadzie każdy kolejny numer to świetna gitarowa jazda. Od pędzących riffów, poprzez ciekawe zagrywki i harmonie, poprzez zwolnienia, do kapitalnych solówek. Gitarowo ta płyta jest świetna. W kolejnych numerach sporo się dzieje i co chwile jakieś smaczki wyskakują. Słuchając "The Last Crusade" do przegryzienia tego tematu potrzeba kilku-kilkunastu odsłuchów. A gitary to nie wszystko. Seba napiera na bębnach z wielkim wyczuciem. Kiedy potrzeba umiejętnie dokręca śrubę na dwóch stopach, czy też zagęszczając numer swoimi przejściami. Basowy też w tyle nie zostaje i ma swoje chwile, gdzie bas elegancko wyłazi do przodu.

Osobna sprawa to wokale Maxxa. No cóż tu mogę powiedzieć... znam chłopaków od pierwszej płyty i przez te lata obserwuję jak ten zespól się rozwija i konsekwentnie robi swoje. I tutaj z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż Maciej nagrał najlepsze wokale w swojej karierze. Mnogość użytych środków wyrazu, świetnie pokombinowane linie i szeroki wachlarz ekspresji. Od zwykłego śpiewu, poprzez górki i doliny, aż po takie bardziej zaangażowane (chór!), a kończąc na black metalowym growlu. Tak, tak... nikt tutaj się nie przesłyszał - mamy growle Drodzy Państwo.

No właśnie, to chyba dobry moment, żeby kilka słów poświęcić na coś nowego w twórczości Pilarzy. Jak wspominałem wcześniej - na każdej kolejnej płycie chłopaki mnie zaskakują. Z tego powodu lubię też czekać na ich kolejne wydawnictwa, bo nigdy nie wiadomo "ki diabeł". Tym razem totalnie mnie zastrzelili black metalowymi odjazdami. Posłuchajcie proszę utworu "Czarne chmury" - co się tam odpierdziela to głowa mała. Po dosyć spokojnej i klasycznej większej części tego kawałka w chłopaków wstępuje sam Diabeł. Muzyka nagle zaczyna się robić coraz bardziej nieprzyjemna i narasta złowieszczy klimat. Seba ciśnie blasty (!), a Maxx jedzie ciemnym growlem. Co ciekawe ten fragment numeru został zrobiony po jednej z prób, ot tak dla hecy... okazało się, że to jest strzał w "10". Dla mnie to najlepszy fragment tej płyty.

Zresztą pod koniec "The Last Crusade" dzieją się same wyborne sprawy. Potężny "Sword And Faith" z chórem w kapitalnie zwolnionych refrenach i w kontrze ustawione do tego growle, wraz z kapitalną sekwencją instrumentalną. Panowie gitarzyści pofolgowali tu sobie, a ja uwielbiam takie momenty. A na deser mamy rozpędzony "Farwell Of The Damned" z doskonałym fragmentem instrumentalnym na koniec. Po drodze ten numer ociera się o black, by po chwili przejść do bardzo grzecznego hard rocka. Ta końcówka płyty jest fenomenalna. Ale wcześniej wcale nie jest gorzej. Fakt, mamy bardziej klasyczne granie, no ale kto nie będzie zaskoczony numerem otwierającym ten album? "Zaraza" - tak Pilarze jeszcze nie grali. Oprócz tych wymienionych numerów, są jeszcze typowo Czejnsołowe wałki. Czasem chłopaki pocisną bardziej walcowato, w innym miejscu bardziej frywolnie, a są chwile gdzie mocno pachnie płytą "A Sin Act".

"The Last Crusade" to bardzo udany materiał. Sporo w tej muzyce się dzieje, a dodatkowo jest to koncept album. Bardzo dobra muza, poparta świetną produkcją i pewną taką dojrzałością. Od razu słychać, że to nie jest zespól, który na kolanie napisał kilka numerów i gdzieś w salce prób je zarejestrował. Tu jest ful profeska, to jest zawodowe granie i to jest... Panie i Panowie... Chainsaw. Zespół, który od lat robi swoje i ma z tego sporo frajdy. Ja zresztą też. A nowa płyta mnie urzekła i na pewno będę do niej wracał.



Piotr "gumbyy" Legieć / [ 27.10.2017 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Chainsaw
The Last Crusade

Chainsaw - 2017 r.




8,5/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!