1. Fighting The World
2. Blow Your Speakers
3. Carry On
4. Violence And Bloodshed
5. Defender
6. Drums Of Doom
7. Holy War
8. Master Of Revenge
9. Black Wind, Fire And Steel



Będąc na etapie poznawania metalowych horyzontów, nie mogłem nie natknąć się na zespół o nazwie Manowar. Najpierw, jak to zwykle bywa, naczytałem się na zachętę, by z większym zapałem, poznać kapelę i przystąpić do najważniejszego punktu programu - przesłuchania ich muzyki. Lecz gdy jeszcze byłem na etapie czytania, nie mogłem zrozumieć skromności członków zespołu, którą niezbicie udowodnili nazywając się "królami metalu". Co za bezczelność! - pomyślałem. Jednak po tym co się nasłuchałem, myślę - Niech się nazywają jak chcą.

Pierwszy album "wojowników metalu" (no tak już brzmi lepiej), dał się całkiem nieźle słuchać. Uznałem, że to fajna muza do jazdy autem, jednak jak potem miało się okazać - do czegoś więcej. Przy drugiej już nie było tak pozytywnie, a wręcz przeciwnie. Przy następnej też i przy kolejnej również. Nic nie wskazywało na to, abyśmy z Manowar znaleźli wspólny język. Aż do pewnego dnia (dokładnie wieczoru), w którym po raz pierwszy usłyszałem pierwsze dźwięki "Fighting The World". Pewnie myślicie "Po jaką cholerę streszczasz Pan całą dyskografię Manowar?". To ja odpowiem, że lubię po kolei przesłuchać sobie każdy rozdział z działalności zespołu. Zanim w moim odtwarzaczu wylądował ten krążek, w Manowar nie odnalazłem praktycznie nic, co by mi się wryło w pamięć i pozostało tam na dłużej. Później chciałem za wszelką cenę dotrzeć do (podobno) klasycznego "Kings Of Metal", od którego wzięło się przecież to bezsensowne nazewnictwo. Ale skoro od płyty dzieliła mnie tylko jedna "Fighting The World", to może warto by już ją mieć z głowy? No więc wziąłem się za materiał. "Niezła okładka" - pomyślałem.

Wspomniałem o pierwszych dźwiękach, tytułowego utworu. A są to po prostu dźwięki pustej perkusji, jednak zaraz następuję całkiem ciekawy riff. Melodia wokalna ciekawie przeprowadza przez zwrotkę aż mamy w końcu prosty, ale wyśmienity refren. Zdziwiłem się niezmiernie, ale to było dobre! Z niedowierzaniem przesłuchałem jeszcze raz, jeszcze i kolejny, aż w końcu "Fighting The World" wryło mi się w pamięć, tak jak chciałem. Nie to, że na siłę. Po prostu mi się spodobało. Czemu Manowar wcześniej tak mnie nie zaskoczył? Teraz powoli zaczynam pojmować, co tak do nich ciągnie rzesze fanów. No dobra robota jak na początek, jednak co będzie dalej? Może to się wyda dziwne, ale "Blow Your Speakers" przez chwilę mi się skojarzył z Def Leppard. Być może o to właśnie chodzi, gdyż utwór nawiązuję do muzyki komercyjnej, granej w mediach. Fajna odmiana, lecz nie tego szukam. Za to w następnym utworze, chyba wszelkie moje wymagania się sprawiły. "Carry On", bo tak się zwie kolejna pozycja, rozpoczyna się spokojnie grą gitary akustycznej i śpiewem Erica Adamsa. W pewnym momencie balladowy nastrój przeradza się w prawdziwy dynamit. Ten moment, gdy perkusja z całą resztą instrumentów wybucha, to po prostu coś niesamowitego. No i ten refren, czyż nie jest cudowny? Zwracam uwagę, że perka chodzi tutaj dosłownie jak w power-metalu. Podobno sam Manowar nazywa się zespołem power-metalowym, jednak ja się pod tym nie podpisuję. Prawda, może mają kilka killerów gatunkowo podobnych do tego stylu i "Carry On" można uznać za jeden z nich. Uważam go swoim skromnym zdaniem za najlepszy utwór kapeli. Żaden inny nie wrył mnie w ziemię tak mocno jak właśnie "Carry On". To oczywiście tylko moje zdanie.

Tym sposobem mamy za sobą 1/3 płyty. Szybko poszło prawda? Jednak 1/3 kolejnej części to krótkie przerywniki. Mam tutaj na myśli takie fusy typu "Drums Of Doom" czy "Masters Of Revenge", które pozwolę sobie już wycisnąć. W filiżance zostaną mi jeszcze cztery utwory do bicia. Przyznam, że przy pierwszym z nich - "Violence And Bloodshed", zdarzyło mi się zerknąć przez okno w poszukiwaniu karetki. Wstęp mnie bardzo zmylił, ale sam utwór jako taki już nie rusza z miejsca. Na uwagę zasługuje może popis wokalny Adamsa w refrenie i wymiotka na gitarze niejakiego Rossa The Bossa. Czymś zupełnie przeciwnym, obok czego nie idzie przejść obojętnie jest "Defender". Nie byłem nigdy fanem takiej poezji śpiewanej, a już na pewno nie przez Manowar, lecz muszę bardzo pochwalić tenże utwór. Czemu go nazwałem "poezją śpiewaną"? A no dla tego, że przez większość ścieżki przewija się lektor. Trzeba przyznać, że wyrecytowane słowa na tle przybitej gitary w refrenie, robią niemałe wrażenie i dają znakomity klimat. Mamy zatem kolejny punkt zaczepienia na krążku. Później następują wcześniej wspomniane fusy herbaciane, z których "Drums Of Doom" tworzy wstęp, natomiast "Masters Of Revenge" koniec dla raczej nie wyróżniającego się "Holy War". Wiem, że ten drugi przerywnik, to tylko przerywnik, ale jak dla mnie bardzo klimatyczny. Zwłaszcza ta mroczna gra gitary w tle dla kilku słów Adamsa. Wspominany wycinek stanowi też intro dla bardzo dobrego "Black Wind, Fire And Steel". Kawałek ten zamyka album i jest moim ostatnim punktem zaczepienia. Bardzo udane zamknięcie płyty, w dobrym stylu, jednak mogło się obejść bez tego rzępolenia na końcu. Ogromne wrażenie też robi przeciąganie nuty na słowie "Steel" przez Erica. Frontman Manowar pokazuje (między innymi) tu, że śmiało może się ubiegać o miano "króla wokalistów".

No cóż, muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony. Po tym co usłyszałem, Manowar w końcu pokazał mi swoją stronę, którą może trafić do odbiorcy takiego jak mnie. Wiem, że to wszystko brzmi z moich ust, jakby premiera miała miejsce kilka dni temu, jednak dla mnie "Fighting The World" to wciąż świeża rzecz. Teraz wiem, że oprócz okładki, cała zawartość również skrywała, do chwili przesłuchania, bardzo ciekawą tajemnicę. Mogę śmiało powiedzieć, że płyta ta na nowo przywróciła mi wiarę w ten zespół. Gdy mnie najdzie ochota na "wojowników metalu" wpuszczam do odtwarzacza "Battle Hymns", "Kings Of Metal", czy też właśnie "Fighting The World". Na prawdę szkoda tylko, że "Walka ze Światem" tak krótko trwa, a na dodatek ¼ jego części stanowią krótkie wstawki. No cóż, chyba już lepiej, żeby płyta była krótka i nagrana w złotej jakości, aniżeli miała trwać 80 minut na zasadzie nieznośnego piłowania.

O.K. Manowar! Udało Wam się mnie przekonać co do swojej muzyki, ale "Królowie Metalu" to chyba wciąż zbyt odważne określenie. Ale płyta fajna!

Blackout / [ 28.05.2011 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




Harder [ kamilbradford@gmail.com ] 30-11-2012 | 23:50

Wszystko co najlepsze w dotychczasowym dorobku Manowara na jednym krazku, bardzo dobrze zdefiniowany Hard & Heavy
a'la 80's.






Manowar
Fighting The World

Atco - 1987 r.




8/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!