Właśnie spoglądam na moje półki z albumami i zastanawiam się, który z nich okazał się największym niewypałem. Po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, ze pierwsze miejsce okupuje zdecydowanie "St Anger" Metallicy. Zaraz za nim plasuje się "Against" Sepultury. Krążek ten nabyłem dawno temu, w 1999 bądź 2000 roku. Cóż, nie miałem jeszcze wtedy Internetu, a moja znajomość tego, co kupuje była bliska zeru. Wiedziałem jedynie ze Sepultura pochodzi z Brazylii i słyszałem u kogoś "Chaos A.D." i na tej podstawie wyrzuciłem swoje ciężko oszczędzone pieniądze w błoto...
16 grudnia 1996 roku to przełomowa data w historii kapeli z Belo Horizonte. Tego dnia, po świetnym koncercie w hali Bixton w Londynie doszło do kłótni między członkami zespołu. Poszło o managera - Glorię Cavalera, z którą większość zespołu nie chciała przedłużyć kontraktu. Gloria była jednocześnie żoną wokalisty i gitarzysty rytmicznego, założyciela kapeli - Maxa, więc finał sporu mógł być tylko jeden. Wieloletni frontman Sepultury i człowiek, dzięki któremu Brazylijczycy wypłynęli na szerokie wody odszedł z zespołu i założył własny projekt o nazwie Soulfly. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, ze Sepultura rozpadnie się. Ku wielkiemu zaskoczeniu fanów, Andreas Kisser ogłosił jednak, ze zawieszenie działalności formacji nie wchodzi w grę, a następcą starszego z braci Cavalera został czarnoskóry Derrick Green, pierwszy człowiek spoza Brazylii w kapeli. Po wydaniu kilku składanek, m.in. "Roots Of Sepultura", ekipa z Belo Horizonte weszła do studia, aby nagrać nowy materiał. Wreszcie w 1998 światło dzienne ujrzał krążek zatytułowany "Against".
Wielu fanów skreśliła tą płytę już na samym starcie, nie akceptując nowego krzykacza. Dobrze zrobili, bo oszczędzili przynajmniej trochę grosza. Grupa poszła dalej ścieżką obraną na "Roots". Jest tu dużo nowoczesnego grania, przeplatanego wstawkami rodem z amazońskiej puszczy. O ile jednak na poprzednim albumie można było znaleźć wiele pozytywów w postaci "Roots Bloody Roots", czy "Attitude", o tyle tutaj takich momentów nie ma. Wyjątkami mogą być jedynie kompozycje instrumentalne. Reszta to totalny syf i gówno. Nie chodzi już o to, ze nie pasuje mi wokal Greena, bo facet dysponuje naprawdę wielką skalą głosu i ma duże możliwości. Nie chodzi tez o to, ze brakuje mi tu drugiej gitary, bo nowy frontman po ten instrument sięga bardzo rzadko, co odczuwają głównie fani na koncertach. Nie chodzi też o to, że Kisser prawie w ogóle nie gra solówek. Po prostu nie znoszę nu-metalu, hardcore'a i innych tego typu klimatów. Tej płycie nie pomogli nawet goście pokroju Jasona Newsteda, który udziela się na "Hatred Aside".
Na krążku znajdziemy 15 numerów. Dużo prawda? Spośród nich tak naprawdę podoba mi się... jeden. To "Katamachi" - bardzo fajny instrumental. Świetne powolne riffy i indiańskie smaczki w postaci bębnów i fletów nadają temu utworowi niepowtarzalny klimat. Reszta jest niesłuchalna. Przebrniecie przez cały album stanowi nie lada sztukę i sprawia mi fizyczny ból.
Siódme dziecko Sepultury - "Against" to totalny chłam i dno. Porównywanie tej płyty z "Arise", "Schizophrenią" czy "Beneath The Remains" nie ma najmniejszego sensu. Brazylijczycy zaserwowali nam tu nu-metalowa papkę skierowana do fanów Korna, Limp Biskit i innych tego typu kapel. Niestety kolejne albumy czwórki z Belo Horizonte są utrzymane w podobnych klimatach. Z wielkim bólem serca, totalnie zmęczony ta muzyka stawiam temu krążkowi jedynie marne 2/10.
Venom / [ 27.04.2007 ]
|