01. Intro 02. Nowy rozdział 03. W.W.W.W. 04. Łotr 05. Przyjdź do mnie 06. Magnetyczny sen 07. Zawrót głowy 08. Na dno 09. Do domu 10. Zwyczajnie nie 11. Spokojny
11 lat fani Turbo czekali na nowy album studyjny. Można by powiedzieć, że legenda polskiego metalu wystawiła na próbę cierpliwość fanów. No ale prawda jest taka, że to jeden z tych zespołów który już nic nie musi, a tylko może. Ma na swoim koncie płyty które na swojej półce posiadać powinien każdy szanujący się wielbiciel metalu. Ma także prawdziwe utwory-pomniki przekraczające bariery gatunku - takie które zna po prostu każdy, niezależnie od gustu. Ten zespół niczego nie musi już udowadniać. A jednak powrócił z zestawem nowych kawałków. Czy potrzebnie?
Po śmierci Metal Mind Productions najnowsze dzieło Turbo miało ukazać się własnym sumptem, ale ostatecznie wydawcą zostało Mystic Production. "Blizny" doczekały się dość prostego wydania. O ile front zdobi fenomenalna praca Xaay'a (Nile, Vane, Pestilence), to reszta już wygląda skromnie: ot, digi z fotką, podziękowaniami, płytką wyciąganą drogą kopertową (fuj!) i cienką książeczką z tekstami. Szału nie ma, ale też i widziało się gorsze rzeczy sygnowane dużo większymi szyldami. Zdecydowanie ciekawiej robi się po włożeniu płytki do odtwarzacza. Instrumentalne, miejscami kakofoniczne "Intro" jeszcze nie zdradza obranego kierunku, ale okraszony riffem jak żyleta "Nowy rozdział" sprawia, że na policzkach pojawiają się wypieki. Nie ma zamulania: jest rasowy, podany z odpowiednim pazurem, ale przy tym i niepozbawiony melodyjnych partii heavy metal. Turbo rozpoczyna z młodzieńczą werwą, by dalej na krążku czerpać już ze wszystkich swoich 45 lat doświadczeń.
Jak już wspomniałem na początku: Turbo to kapela mająca zarówno krążki stricte metalowe, jak i takie bardziej hard rockowe. Na "Bliznach" miesza te dwa światy - to płyta która spokojnie mogłaby wyjść pomiędzy "Smakiem ciszy" a "Kawalerią Szatana". Oczywiście to przede wszystkim heavy metal, no ale okraszony mnóstwem melodyjnych partii i nośnymi refrenami, przypominającymi mi o pierwszych dwóch płytach zespołu. W zasadzie każdy kawałek zostaje tutaj w głowie, choć moim osobistym faworytem jest "W.W.W.W." - może i zaczyna się niczym "Immigrant Song", ale po złamaniu rytmu dostajemy fenomenalnie zaśpiewaną (duet Struszczyk/Cugowski!) rozmowę ambicji ze strachem (a może... rozumem?). Dalej mamy też wolniejszy, ale przebojowy "Magnetyczny sen", rozpędzony "Zawrót głowy", rozbudowany "Zwyczajnie nie" czy nieco bardziej hard rockowy "Na dno". Na "Bliznach" nóżka tupie, główka się kiwa, ale jednak widać też pewne drobne potknięcia - są elementy na tym krążku które sprawiają, że nie można nazwać tej płyty idealną.
Spotkałem się z zarzutami, że warstwa testowa nowego krążka Turbo jest "taka sobie". I rzeczywiście jest to element, który miejscami sprawia, że pojawia się delikatne zgrzytanie zębami. Bywa dobrze ("Nowy rozdział"), bywa świetnie, jest też zróżnicowanie: mamy rozmowę na dwa głosy we wspomnianym "W.W.W.W.", mamy historie o miłości, uciekającym czasie, itp. Niestety pojawiają się momenty w których trzeba gonić tempo. Już w "Przyjdź do mnie" Struszczyk musi rozciągać pojedyncze słowa, ale najbardziej rzuca się to w uszy w zwrotkach "Do domu". Nie wiem co się stało w tym kawałku, ale Wojtek Cugowski męczy się straszliwie próbując przypisać do swoich partii jakąkolwiek melodię. Szkoda, bo to jednocześnie numer posiadający chyba najlepszy refren z całego krążka (swoją drogą świetnie sprawdziłby się zamykając płytę). Niezbyt przypadł mi też do gustu opowiadający o wojnie w Ukrainie "Łotr". Muzycznie ciężki i mocny, ale też i niepotrzebnie oczywisty, "łopatologiczny". Ukraiński Vøvk pokazał, że można to zrobić zdecydowanie bardziej subtelnie.
"Blizny" Turbo to ostatecznie bardzo dobry materiał choć niepozbawiony takich małych, irytujących wad. Świetnie brzmiący, ciekawie zaaranżowany, kapitalnie zaśpiewany (to chyba najlepsza praca Struszczyka na wokalu) i jednocześnie kłujący w uszy niektórymi wersami. Oczywiście tych "plusów dodatnich" jest na tyle dużo, że można to wybaczyć. Do "Blizn" dobrze się wraca, a i na żywo materiał ładnie wpasowuje się w starsze hity. Nie chcę wypominać muzykom metryki, ale jednak chciałoby się, aby więcej doświadczonych kapel starzało się z taką klasą jak Turbo.