01. The Termination Proclamation
02. Your Poison Throne
03. Moonrise (Through Mirrors Of Death)
04. And the Maiden Spoke
05. Emptiness Unobstructed
06. The Blue Marble And The New Soul
07. Without Morals
08. The Day You Built The Wall
09. She Comes In Colors
10. The Obsidian Conspiracy



Pięć długich lat kazali czekać panowie z Nevermore na swój kolejny krążek. W tym czasie wydarzyło się bardzo wiele. Długa trasa promująca "This Godless Endeavor", kłopoty personalne zespołu, choroby muzyków, odejście Smytha, w końcu solowe albumy Dane'a i Loomisa, pierwsza koncertówka i DVD, sukcesy Jeffa i jego kariera jako gitarzysty. Wszystko to spowodowało tak długą przerwę w twórczości grupy, najdłuższą wypada dopowiedzieć. To co muzycy zaproponowali na nowym wydawnictwie ma swoje podłoże w dotychczasowym dorobku grupy, stanowi niejako naturalną kolej rzeczy, która wynika z rozwijania i udoskonalania pomysłów z ostatnich wydawnictw. Słuchając "The Obsidian Conspiracy" nietrudno dostrzec, że na kształt i brzmienie tego krążka bardzo duży wpływ miały także solowe dokonania obu liderów Nevermore. Gdyby kazano mi w jednym zdaniu opisać zawartość "The Obsidian Conspiracy" to określiłbym ją następująco: jest to mieszanka dźwięków zbliżonych do tych, jakie wypełniały "Zero Order Phase", "Praises To The War Machine", "This Godless Endeavor" plus śladowe elementy charakterystyczne dla "Enemies Of Reality" i wyraźne nawiązania (w dwóch - trzech kompozycjach) do "Dead Heart in a Dead World" (niżej strojone gitary, wokale). Naturalnym wydawała się kwestia pójścia w kierunku wytyczonym przez poprzednie dokonania Nevermore i solowe krążki liderów, tym niemniej nie do końca panowie obrali tę ścieżkę. Duet Loomis - Dane, wsparty wydatnie producentem Wichersem trochę poeksperymentował. W efekcie uzyskano muzykę bardziej przystępną, otwartą, ukierunkowaną na szersze grono odbiorców, ale na tyle wciąż frapującą i ambitną, że raczej nie zniechęci ona najgorliwszych wielbicieli formacji, którzy co najwyżej będą kręcić nosem przy dwóch, trzech kawałkach. Widać wyraźnie rękę Wichersa i jego pracę nad aranżacjami. Dominuje tu prostota. Niby wciąż grają ci sami ludzie, ale wszystko wydaje się być nieco inne. Niejednokrotnie słuchacz złapie się na pytaniu: czy to aby wciąż to jest Nevermore? Perka Vana - dalej szalona, aczkolwiek jakaś taka organiczna, momentami brzmi jakby była cofnięta, schowana. Gitary nie prują jak nas do tej pory Jeff przyzwyczaił, riffy wydają się jakby bardziej ułożone, choć nie mniej drapieżne niż dawniej bywało i wciąż dynamiczne, sola nadal wysokich lotów i rozpoznawalne, jednak zasadniczo krótsze, więcej w nich emocji, w końcu śpiew - też po części odmieniony, choć nie jakiś tam nieznany.

Z całą pewnością jest to bogaty dźwiękowo album, na którym prym wiodą znakomite wokale Dane'a, które częściowo przybrały nowego wymiaru, oblicza. Naprawdę wiele ich, ale takie były wstępne założenia. Rzeczywiście Jeff tym razem pozostawił więcej przestrzeni Warrelowi. Sporo tu czystych partii, tak bliskich śpiewu Dane'a z "Dead Heart In A Dead World", sporo nakładek, nie brak też zadziornych wokali, którymi zaskoczył frontman na poprzedniej płycie Nevermore. Różnica jest taka, że tym razem to one są na pierwszym planie. Drugim bohaterem "The Obsidian Conspiracy" jest bez wątpienia Loomis, który pokazał, że wciąż rozwija się jako gitarzysta, że stale poszukuje nowych rozwiązań. Tych ostatnich nie brakuje na omawianym albumie. Znakiem firmowym Jeffa są już nie tylko doskonałe riffy, czy świdrujące sola, ale też świetnie zintegrowane z ogólnym charakterem kompozycji tła, ozdobniki czy też cieplejsze pasaże gitarowe, bardzo plastycznie i z dużym wyczuciem kreślone. To one dodają dodatkowego smaku i barwy poszczególnym utworom. Ale gitara Loomisa wciąż poraża, czego dowodem choćby nagranie tytułowe. O tym, jaki gra zespół w głównej mierze świadczą charakterystyczne partie perkusji Vana.

Gdy idzie o stylistykę, nadal mamy sporo thrashowania, dużo heavy, nie brak elementów progresywnych, czyli składowe wciąż te same, tyle że podane trochę inaczej niż do tej pory. Słuchając zawartości płyty nie odnosi się wrażenia, że niektóre utwory jakby mniej pasują do całości, choć z pewnością swym charakterem wyróżnia się (i wybija zarazem) nagranie tytułowe. Na zupełnie przeciwnym biegunie mamy za to "And The Maiden Spoke" czy "The Day You Built The Wall". To one stanowią o nowej jakości ekipy z Seattle. Także ballada "The Blue Marble and the New Soul" jest czymś zupełnie nowym w dorobku Nevermore, bardziej pasowałaby do solowego dzieła Dane'a. Spora różnorodność, wielobarwność i duża dawka melodii z pewnością sytuuje "The Obsidian Conspiracy" dość blisko "Dead Heart In A Dead World".

Niniejsza płyta jawi się jako dzieło wielu kontrastów oraz zaskakujących momentów i zwrotów. Omawiany album ma swój niewątpliwy urok i unikalny charakter, głównie dzięki zgrabnym zabiegom aranżacyjnym Wichersa i Loomisa oraz dzięki bardzo interesującemu zestawieniu dwóch przeciwstawnych sobie biegunów: melodyjnych refrenów oraz zadziornych zwrotek. Ten drugi aspekt niemal od zawsze towarzyszył twórczości grupy, jednak na "The Obsidian Conspiracy" po raz drugi w karierze kapeli został tak bardzo wyeksponowany. Do tego doszło jeszcze wykorzystanie pomysłów z solowych płyt liderów plus położenie sporego nacisku na... budowanie klimatu. Tak, z paru utworów bije wręcz nostalgia, smutek, a z innych wylewa się mroczny klimat. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że chłopaki nagrali krążek bardziej stonowany, a zarazem niezwykle dojrzały, inny, wyluzowany i na pewno łatwiejszy w odbiorze. Pewnie taka spokojna płyta była potrzebna samym muzykom, którzy nie muszą już nikomu niczego udowadniać. Większy nacisk położony jest tym razem na kompozycje, a nie na gitary, jak to dawniej bywało. Poszczególne kawałki uproszczono dość niebezpiecznie zbliżając się do sztywnego schematu "zwrotka-refren". Czy to źle? Wielbiciele technicznego grania z pewnością pokręcą nosami, zwolennicy dobrych melodii będą zadowoleni.

Słowo o kompozycjach. Przeważają utrzymane w średnim tempie, klasyczne numery Nevermore, oparte na zadziornych riffach, mocnych zwrotkach i melodyjnych refrenach. Tak przedstawiają się "The Termination Proclamation", "Your Poison Throne", "Moonrise (Through Mirrors Of Death)" czy "She Comes In Colors". Nie zabrakło miejsca dla ciekawej ballady ("The Blue Marble And The New Soul"), spore zaskoczenie stanowią przebojowy, niemal rockowy "Emptiness Unobstructed" a także mroczne, klimatyczne "And The Maiden Spoke" i "The Day You Built The Wall". Największą siłę rażenia przynosi nagranie tytułowe, najlepsze na płycie, naprawdę killerskie.

Podsumowując - mam pewien problem z omawianym krążkiem, nie potrafię go jednoznacznie ocenić, czuję spore zmieszanie, znacznie większe niż to, który towarzyszyło przy zgłębianiu tajników poprzedniej płyty zespołu. Mamy w jakiejś - niemałej - mierze zmienione, nowe oblicze Nevermore, wciąż intrygujące, wciąż wciągające, owszem bardziej melodyjne, ale też nie pozbawione finezji i technicznych smaczków, choć tych ostatnich wyraźnie mniej. W końcu mamy nową jakość Nevermore, którą najprościej można określić tak: zespół uczynił pierwszy wyraźny krok w stronę odejścia od typowo nevermorowego stylu. Do tego grupa pokazała - drugi raz w swej karierze - bardziej przebojowe, przy tym mniej odhumanizowane oblicze. Chłopakom z Nevermore udało się tutaj wykreować naprawdę interesującą, niepokojącą atmosferę. To ona jest największym atutem albumu.

(niniejsza recenzja została "wykrojona" z rozdziału "Obsydianowa zmowa" z książki "Nevermore - wrogowie rzeczywistości" autorstwa Tomasza Woźniaka)



Tomek/Nevermore / [ 07.06.2010 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




Atrej [ e@mail.pl ] 07-06-2010 | 22:39

Jak na razie płyta roku!


Glodowski [ smerfnaczelnik@wp.pl ] 13-07-2010 | 22:05

Syf roku. Najgorsza plyta w dorobku Nevermore pozbawiona w wiekszosci tego co w Nevermore najlepsze. Wykastrowana i bezplciowa. Obrzydliwa.


Rogoś [ rogos1@gmail.com ] 24-08-2010 | 15:48

Bardzo dobra płyta, nie odstająca poziomem od poprzednich, jedynie w trochę innym stylu. Nie ma tej mocy i progresywności, ale za to klimatem powala na kolana. Dobrze, że zespół próbuje różnych rozwiązań, powielanie tego samego nie ma sensu.


wpozz [ 666 ] 01-09-2010 | 13:22

Po co piszecie recenzje bez punktacji? Trzeba mieć własne zdanie i kręgosłup. Już to pisalem w przypadku The Final Frontier-Ironów.
Dalem płycie szansę słuchałem ją często i później wracałem do niej po przerwie. Konkluzja jest taka - płycie dużo brakuje do poprzedniczki, która jest wzorcem. Nevermore zrezygnował ze swojego największego atutu: szybkich rifów, zaskakujących zmian tempa i powermetalowego czadu. Jest słabo, szkoda bo czekałem na tą płytę z niecierpliwoscią. Powiem za wokalistą: I want chaos !!!


Kriz667 [ pietro24@interia.eu ] 28-03-2013 | 22:51

jak dla mnie najsłabszy album Nevermore co nie znaczy że jest nie do posłuchania. NIby wszystko jest ok ale album nie żre jak powinien... Nie mniej życze każdemu zespołowi takiej chwili słabości jak The Obsidian Conspiracy


Eye of the Beholder [ a ] 13-07-2014 | 23:36

Zdecydowanie najgorsza płyta w dorobku Nevermore. Uproszczone kawałki i wykastrowane brzmienie. Takie coś to mogą nagrywać jacyś power metalowi kastraci z Niemiec, ale nie Nevermore!






Nevermore
The Obsidian Conspiracy

Century Media - 2010 r.




-/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!