CD I:

01. The Man Who Would Not Die
02. Blackmailer
03. Smile Back At Death
04. Alive
05. Identity
06. Kill & Destroy
07. Ghost In The Machine
08. Ten Seconds
09. Futureal
10. The Launch
11. Lord Of The Flies
12. Leap Of Faith

CD II:
01. Edge Of Darkness
02. Crack In The System
03. Voices From The Past
04. Stare At The Sun
05. Born As A Stranger
06. Man On The Edge
07. While You Were Gone
08. Samurai
09. Robot



Ok, ok, ok... od razu uprzedzam, że w temacie Blaze Bayley to mam lekki odchył od normy. Ostatnie płyta "The Man Who Would Not Die" to dla mnie cudo. No tak mam i koniec. To chyba najczęściej słuchana przeze mnie płyta w kilku ostatnich latach. "Blood And Belief", "Silicon Messiah" i "Tenth Dimension" uwielbiam równie bezgranicznie. Oczywiście nie zapominam o koncertówce "As Live As It Gets". Mało? To dodam jeszcze, że maidenowy "The X-Factor" to jeden z moich ulubionych w dyskografii Żelaznej Dziewicy. Starczy? No myślę, ze tak...

Na ostatniej trasie koncertowej zespołu Blaze Bayley oczywiście nie mogło mnie zabraknąć. Koncert wspominam bardzo dobrze, ale innej opcji przecież nie było. Na wspominanie tamtego wydarzenia mam teraz więcej okazji, gdyż zespół postanowił zarejestrować koncert w szwajcarskim klubie Z7. Nie ukrywam, że dla mnie to po prostu strzał w przysłowiową dziesiątkę. Na tą podwójną płytę koncertową troszkę się naczekałem, bo tym tematem zajął się poczciwy grubasek z białą brodą (ten w czerwonym kubraczku). Koniec końców wyczekiwane CD w odtwarzaczu może już się kręcić i oczywiście robi to raz za razem. Od zawsze miałem lekki odpał na punkcie wydawnictw koncertowych i w zasadzie płyty "Live & Alive" kupuję bez mrugnięcia okiem. Dodatkowo lubię sobie posłuchać ulubionych wykonawców w wersjach bootlegowych. Tak to u mnie wygląda i chyba bierze się z ogólnego "uzależnienia" od koncertów. Zresztą specjalnie w to nie wnikam...

Dobra, dobra... czas najwyższy skupić się nad "The Night That Will Not Die". Koncert zarejestrowano 13 listopada 2008 roku podczas występu w Z7. Znajduje się na nim 21 utworów i z tego co pamiętam setlista była taka sama na całej trasie. Z ostatniej płyty mamy aż 8 utworów, no ale jak promocja, to promocja. Zresztą mnie to specjalnie nie przeszkadzało. Ponadto z wcześniejszych albumów otrzymujemy " Kill & Destroy", "Alive", "Identity", Ghost In The Machine", "The Launch", "Ten Seconds", "Leap Of Faith", "Stare At The Sun" i "Born As A Stranger". Prawda, że całkiem reprezentatywny i bardzo przyjemny wybór? Oczywiście koncert Blaze musi zawierać coś z repertuaru Iron Maiden. Tym razem wybór padł na: "Lord Of The Flies", "Futureal", "Man On The Edge" i "Edge Of Darkness" (a przed nim intro: kultowy dialog z filmu "Apocalypse Now" o zapachu napalmu o poranku). Szkoda, że zabrakło mojego ulubionego "Virus", ale z drugiej strony mamy go przecież na poprzedniej koncertówce. Warto posłuchać tych maidenowych kawałków. Tutaj słychać jak w oryginale brakuje gitar i ile te utwory zyskałyby, gdyby produkcja była odrobinę bardziej gitarowa (np. w "Futureal").

Moimi michałkami z tego koncertu są "Smile Back At Death", "Robot", "Samurai", no i wspaniale zadedykowany "While Were You Gone". Cieszy mnie, że niewiele pokombinowano z dźwiękiem w postprodukcji i dzięki temu zdecydowanie czuć klimat tego koncertu. Osobiście nie bardzo lubię te "odhumanizowane" koncertówki, coś jak na ostatnim Gamma Ray. Fakt, że przy pierwszym słuchaniu jakoś tak nie byłem przekonany do tego soundu, jednak wraz z drugim - wszystko już było ok. Teraz to nie wyobrażam sobie innej wersji. "The Night That Will Not Die" słucham bardzo często, powracają obrazy z wrocławskiego klubu Alibi, człowiek przeżywa to wszystko jeszcze raz.. "Niestety" to wydawnictwo koncertowe pogłębiło mojego hopla na punkcie tego zespołu i powoli zaczynam nerwowo rozglądać się za wersją DVD, która w Polsce jest dosyć słabo osiągalna. Nie wątpię, że któregoś dnia zakupię i tą wersję tego koncertu. Będzie sobie spokojnie stała na półce, oczywiście obok "Alive In Poland". A dla uspokojenia nerwów (w oczekiwaniu na nową płytę ("Promise And Terror"), która już niebawem w sklepach, po raz kolejny chyba posłucham... o nie, nie będę tego pisał.

Jeśli kogoś zupełnie nie rusza ten zespół, albo wciąż spogląda na Mr Bayleya poprzez pryzmat Iron Maiden, to ma dobrą okazję spróbować zmierzyć się z tym tematem. Mamy tutaj dobrze uchwycone ostatnie oblicze tej kapeli, ponadto kilka dobrych, starszych utworów. Może ktoś się przekona? Myślę, że warto sobie i Blaze dać szansę. Chłopina ostatnimi laty miał okrutnie pod górkę, a pomimo tego twardo brnie do przodu. I za to szacunek się należy.

Piotr "gumbyy" Legieć / [ 03.04.2010 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




krzysiek [ xxccvcvv ] 06-04-2010 | 19:43

maidenowy "The X-Factor" to prawdziwie genialna płyta podobnie jak ostania jego płyta


Edi [ edi_from_rojca@o2.pl ] 22-06-2010 | 00:48

Dla mnie "X Factor" też jest numerem jeden w dyskografii Maiden


Pablo [ pabloissonline@op.pl ] 14-01-2011 | 21:16

Zgadzam się z kolegami!






Blaze Bayley
The Night That Will Not Die

Blaze Bayley Recordings - 2009 r.




-/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!