01. Before The Devil Knows You're Dead
02. Riding The Eagle
03. Six Times Dead (16.6)
04. Black Rain
05. Under The Radar
06. 5.0 / Torn
07. Soar
08. Killbound
09. No Smoke Without Fire
10. Night After Night
11. Smith & Wesson
12. The Exorcist
13. Hands Of Time



Z zespołem Primal Fear jakoś nigdy specjalnie się nie zaprzyjaźniłem. Oczywiście każdą kolejną płytę poznałem w swoim czasie, ale na dłuższą metę nic trwałego z tego nie było. Najwyraźniej jest nam razem "nie po drodze". Miła odmianą w naszych zaledwie poprawnych stosunkach jest płyta "Seven Seals" z 2007 roku. Tutaj utwory takie jak "Evil Spell", "Diabolus", czy "All For One" otworzyły szerzej drogę do mojego serca. Niestety kolejny krążek ("New Religion") przyniósł chłodny front atmosferyczny i wszystko wróciło do normy.

"16.6 (Before The Devil Knows You're Dead)" specjalnie naszych stosunków nie odmieni, ale jest spora szansa, że do tej płyty będę często wracał. Regularne wydanie tego CD to 12 kompozycji plus intro. Primal Fear na tej płycie specjalnie nie sili się na oryginalność i gra swoje. Nie ma mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu, czy niespodziewanych odjazdach. W zasadzie każdy utwór to Primal 100% Fear. Nieskomplikowany riffy, melodyjne sola i refrenowe zaśpiewy, które po 2-3 przesłuchaniach w większości pozostają w głowie. Tutaj od lat nic się nie zmienia i pewno na lata tak zostanie. Jest kilka utworów, które przebijają się ponad przeciętność i od razu mogę wymienić "Riding The Eagle", który otwiera album. To typowy koncertowy opener, jest tutaj bardzo prajmalfirowo, troszkę pompatycznie i zdecydowanie do przodu. Ciekawy jest też lekko pokombinowany "5.0/Torn" w którym sporo się dzieje. Rozpędzony "Night After Night" z wolniejszymi zwrotkami również przykuł moją uwagę. Mogę jeszcze dopisać "Smith & Wesson", "Killbound" i "The Exorcist" - niby zwykłe kawałki, ale coś w nich siedzi. Mamy również 2 ballady ("No Smoke Without Fire" i "Hands Of Time"), które raczej niewiele wnoszą do tego albumu. Zresztą ja niezbyt przepadam za smęceniem na płytach. Chyba na palcach jednej ręki (no może dwóch) mógłbym policzyć tego typu kawałki, które mnie nie nudzą. Na koniec zostawiłem sobie mojego "michałka" z tego albumu. Oczywiście jest to "Black Rain" - orientalna nuta, trochę zawodzenia i już mam "miękkie kolana". Nic na to nie poradzę, ale takie granie cholernie łatwo do mnie trafia. Tak mam, że takie dźwięki chwytają mnie za serce i trwa to już od lat.

Dosyć mocno zaskoczony jestem wokalną stroną tego albumu. Ralf Scheepers śpiewa w sposób bardzo oszczędny, praktycznie nie uświadczymy charakterystycznych screamingów. Górnych rejestrów też jakby mniej, niż poprzednio. Mamy za to dużo zwykłego, spokojnego śpiewu bez specjalnych odjazdów. Instrumentalnie tradycyjnie na dobrym poziomie. Całkiem zgrabne solówki (to nie dziwi) i trochę monotonnie w bębnach. "16.6..." to nie jest płyta wybitna, knotem też jej nie nazwę. Przeciętniak? To też mi nie bardzo pasuje, o jednak kilka niezłych utworów tutaj znalazłem. Hmm... tak mi się przypomniało, jak w szkole niektórzy nauczyciele mówili o mnie: "zdolny, ale się nie przykłada". W sumie dosyć dobrze to pasuje do tej płyty i tego zespołu. A co dalej pomiędzy mną i Primal Fear? Do zbliżenia raczej nie doszło, więc pozostaniemy w tej naszej męskiej, szorstkiej przyjaźni.

Piotr "gumbyy" Legieć / [ 03.04.2010 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Primal Fear
Primal Fear - 16.6 (Before the Devil Knows You're Dead)

Frontiers Records - 2009 r.




8,5/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!