01. Lux Triumphans
02. Dawn Of Victory
03. Triumph For My Magic Steel
04. The Village Of Dwarves
05. Dargor - Shadowlord Of The Black Mountain
06. The Bloody Rage Of The Titans
07. Holy Thunderforce
08. Trolls In The Dark
09. The Last Winged Unicorn
10. The Mighty Ride Of The Firelord



Rhapsody wydając w zeszłym roku drugą część Symfonii odbiegło trochę od swych klasycznych, wytyczonych wcześniejszymi nagraniami, ram i stylu. Nie uznaje tego oczywiście za wadę, jednakże muzyka Włochów straciła trochę na sile, a zyskała bardziej epickiego i symfonicznego brzmienia. Wspominam o tym, gdyż właśnie recenzowany przeze mnie trzeci z kolei, studyjny album Rhapsody to apogeum w dorobku grupy. Tak równego krążka nie udało się już Włochom nigdy nagrać. Na "Dawn Of Victory" każdy znajdzie coś dla siebie, począwszy o swoistego młócenia, poprzez piękne melodie, ciekawe riffy, skończywszy na instrumentalnych utworach. Nie mogę powstrzymać się pisząc cokolwiek o płytach Rhapsody, by nie wspomnieć o bajecznej oprawie graficznej. Okładka, książeczka, sama płyta - wszystko niezmiernie cieszy oko, całość utrzymana w epickim klimacie, po prostu niepowtarzalny styl!

Płyta ujrzała światło dzienne w 2000 roku. Skład grupy uległ małej zmianie, mianowicie miejsce za perkusją Daniella Carbonea zajął Alex Holzwarth. Zmiana ta przyniosła duże zmiany, rzecz jasna, na lepsze. Na samym wstępie chciałbym jednak podkreślić warstwę tekstową, która jest po prostu genialna. Prawie każdy tekst to epicka poezja, a refreny powalają na kolana, na trwale pozostając w głowach przez wiele kolejnych tygodni.

Nie ma co jednak owijać w bawełnę, czas przyjrzeć się dziesięciu kompozycjom jakie znalazły się na tym krążku. Płytę otwiera, jak zwykle zresztą, patetyczne intro, a nazywa się "Lux Triumphans". Ustępuje trochę swoim poprzedniczkom z dwóch pierwszych płyt. Następuje przejście i już dźwięk sączący się z głośników porywa nas w wspaniałą podróż w niezbadane krainy pełne niespodzianek. Tytułowy "Dawn Of Victory" to typowy, szybki, skoczny i melodyjny utwór, do których Rhapsody zdążyło nas już przyzwyczaić. "Gloria!, Gloria Perpetua!", genialny refren i na pewno mocna pozycja na tym krążku. Nie ma co zwalniać zbytnio z tempa i czas zatopić się dalej w wirze magii i mocy, a tym z pewnością charakteryzuje się "Triumph For My Magic Steel". Dynamizm i gracja, zadziorność kompozycji i wysublimowany refren. Kolejna świetna pozycja, jedna z lepszych na tej płycie. "The Village Of Dwarves". No i mam mały dylemat, bo jest to na pewno bardzo innowacyjny utwór instrumentalny, który z całą pewnością wam polecam. Z subiektywnego punktu widzenia krasnoludzka wioska w ogóle mi nie podchodzi, to nie dla mnie takie zmagania i pomysły Staropoliego. Po krótkim czasie na złapanie oddechu ruszamy w kolejną gonitwę za muzyką Włochów. "Dragor, Shadowlord Of The Black Mountain" to chyba najbardziej agresywny kawałek nagrany przez Rapsody jak do tej pory. Diabelsko szybki, charakteryzujący go mocny riff i solidne perkusyjne młócenie, wszystko okraszone dynamicznym śpiewem Fabio Lione. Apogeum! Polecam po stokroć tę pozycje. "The Bloody Rage Of The Titans" - jak pisałem już we wcześniejszych recenzjach płyt Rhapsody, Włosi nie są tytanami sentymentalnych pieśni i "wyciskaczy łez" to oni nie nagrywają. Ballada, w stylu zespołu, jednak nic specjalnego, nie podoba mi się w zupełności. Takie zawodzące dźwięki, rozlazłe... no nie i już! "Holy Thunderforce" - to utwór chyba znany każdemu, powstał do niego teledysk - sam teledysk jest nie za ciekawy, zresztą, jak każdy w wykonaniu Rhapsody. Szybka kompozycja z mocnym, uderzającym riffem. Idealnie skomponowana piosenka, wszystko brzmi mile dla uszu i nasyca wszelkie gusta. Kolejne zwolnienie i czas na drugi instrumentalny utwór autorstwa Luca Turilliego "Trolls In The Dark". Ciekawy pomysł, dobra realizacja. Zostały nam jeszcze ostatnie dwa przystanki przed końcem podróży w głąb Algalordu, jednak są to same smaczki i perełki tego albumu. "The Last Winged Unciorn", charakterystyczny utwór dla tego albumu. Szybki, skoczny, niezwykle melodyjny, ze świetnym, pozostającym długo w pamięci refrenem, normalnie jednym słowem - cudeńko. Najlepszy, moim zdaniem, utwór z tego krążka i jeden z lepszych w historii Rhapsody. Zamykającą kompozycją jest prawie 10 minutowy utwór "The Mighy Ride Of Firelord". Bardzo rozbudowana, z dużą ilością zmian tempa i rytmów piosenka. Dopracowana do najmniejszego szczegółu, majstersztyk! Z pewnością godny następca "Symphony Of Enchanted Lands".

Ostatnie dźwięki żegnają nas i cała przygoda dobiega końca... Krótko reasumując to wszystko. "Dawn Of Victory" to najrówniejszy album w dorobku Włochów z Rhapsody, zabójczo szybki i mocny, ale i piękny. Elementy instrumentalne przeplatane z normalnymi utworami, wielka różnorodność. No i oczywiście niepowtarzalny klimat utworów Rhapsody. Polecam!!!

Świstak / [ 16.02.2007 ]


! Kup Płytę !
www.metalmaniak.pl





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Rhapsody
Dawn Of Victory

Limb Music - 2006 r.




9,5/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!