Po "Winterheart's Guild" nie miałem wobec tego zespołu wielkich oczekiwań. Owszem, to bardzo dobra płyta, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu że Sonata z albumu na album gra coraz gorzej. I tak, z geniuszu "Eclitica" został już tylko po prostu bardzo solidny materiał. Czyli niby nie ma co wybrzydzać, ale jednak pozostaje pewien niedosyt. Miałem jednak cichą nadzieję, że zespół nagra jeszcze wielką płytę, znakomity singiel dodatkowo ją podsycił. Dziś zapytany czy udało się to w przypadku "Reckoning Night", moja odpowiedź może być tylko jedna: tak.
Podobnie jak w przypadku poprzedniego krążka, materiał ten nie wchodzi w całości po kilku przesłuchaniach, trzeba mu dać czas, powoli odkrywać jego piękno. Tyle, że w tym przypadku do odkrycia jest znacznie więcej. W moim przynajmniej przypadku zabrało kilka dni żeby na przykład w z pozoru nudnym, niemal dziewięcio minutowym "White Pearl, Black Oceans
" dostrzec prawdziwy geniusz. Słyszałem kilka podobnych opinii więc coś w tym jest. To ważne, że album z czasem zyskuje, a nie traci.
"Reckoning Night" stylistycznie podobny jest do poprzednika, jednak jest tu ten ogień, ta energia, których tamtemu brakowało, a które napędzały "Eclipticae". To taka hybryda, połączenie najlepszych elementów całej dotychczasowej twórczości (bo i echa "Silence" tu rozbrzmiewają) w jedną znakomitą całość. Nie znaczy to od razu że płyta ta jest lepsza od debiutu, jest jednak na pewno bardziej przemyślana, dojrzała. I przy okazji niemal równie dobra ;) .
Utwory są zatem zróżnicowane, od szybkich i agresywnych (oczywiście jak na ten zespół), takich jak "Misplaced" czy "Wildfire"; poprzez rozbudowane, podniosłe "White Pearl, Black Oceans
", "Don't Say A Word"; po balladowe, jak "Shamandalie", "The Boy Who Wanted To Be A Real Puppet". Trochę szkoda, że wśród tych ostatnich nie znajdziemy kawałka utrzymanego w całości w wolnych tempach, jak np. "Tallulah", ale nie ma co narzekać, bo te w pełni wystarczają.
Płyta praktycznie nie ma słabych punktów, wszystkie kawałki są co najmniej bardzo dobre i nie pozwalają się ani chwilę nudzić. No, może jeden nie do końca zasługuje na te pochwały. Mam na myśli "Wildfire". To również udany utwór, jednak przynajmniej mnie kilka momentów w nim denerwuje i trochę psuje to odbiór. Apropos, w otwieraczu też jest jeden taki zgrzyt i tym razem nie tylko mnie nie pasuje. Chodzi o tą pauzę w okolicy dziesiątej sekundy, moim zdaniem pasuje tam jak dziura w moście, wygląda to wręcz na jakiś błąd i w jednym sklepie były nawet zwroty z tego powodu. Ale i tak "Misplaced" uważam za jeden z lepszych utworów na płycie.
A jakie za najlepsze, ktoś spyta? Przede wszystkim "Don't Say A Word", znajdziemy tu wersję bardziej rozbudowaną i po prostu lepszą niż na singlu. Dodatkowo, w połączeniu z ponad trzyminutowym, instrumentalnym utworem tytułowym robi piorunujące wrażenie. Szczególnie mostek i sam refren. Obok "The Power of One" z płyty Silence", najlepszy moim zdaniem utwór Sonaty. Wspominany wcześniej "White Pearl, Black Oceans
" niewiele mu ustępuje, klimatem ta kompozycja mogłaby obdzielić kilka płyt.
I tak, jak 5 lat temu młody, nieznany zespół zmiótł całą konkurencję, tak i teraz Sonata Arctica jest najlepszym przykładem na to, jak powinno się grać melodyjny metal. Oprócz Nightwish, Masterplan czy Within Temptation nie widzę na tym polu zespołu który mógłby dziś zagrozić młodym, utalentowanym muzykom z Finlandii. Jeśli lubisz ten gatunek, to "Reckoning Night" jest pozycją obowiązkową.
Ramza / [ 02.01.2005 ]
|