Długo zbierałem się do tego materiału, jeszcze dłużej do niniejszej recenzji. Wszystko przez to, iż "Blooddrunk" przesłuchałem kilka razy i album powędrował na półkę. Wreszcie postanowiłem się przełamać i wrócić, spowodował to w dużej mierze koncert Dzieciaków na Wacken. Przyznać trzeba, że Laiho i spółka naprawdę nieźle skopali wszystkim dupska. Nowe numery co prawda nieco odstawały od klasyków, ale tego raczej należało się spodziewać. Z drugiej strony, tragedii też nie było...
Mam naprawdę duży problem z tą płytą, niby wszystko na "Blooddrunk" jest na swoim miejscu, a jednak ni cholery nie mogę powiedzieć, że nowy materiał Bodom zrobił na mnie duże wrażenie. Na początku numery te zlewały mi się w jedną całość, wyłapywałem tylko co bardziej charakterystyczne motywy i wmawiałem sobie, że problem leży w nieznajomości materiału. Teraz jednak po dość mocnym przewałkowaniu wszystkich numerów niewiele się zmieniło, dalej wygląda to tak, że "Blooddrunk" sobie leci i nie wywołuje praktycznie żadnych emocji. Za każdym razem gdy włączam tą płytę mam wrażenie, że słucham jednego, długiego numeru. Jest to o tyle dziwne, że kawałki są... dość krótkie. Z jednej strony chciałoby się wylać wiadro pomyj na "Blooddrunk", z drugiej towarzyszy nam dziwne uczucie, że ta płyta jednak wcale taka zła nie jest, jest po prostu mało charakterystyczna.
Podobne uczucie miałem przy poprzednim dziecku Finów. "Are You Dead Yet?" wydała mi się zbyt nowoczesna, zbyt toporna. Potem po czasie materiał ten sporo zyskał w moich oczach. "Blooddrunk" ma już zdecydowanie więcej polotu, do tego nowe utwory doprawione są niekiedy naprawdę solidnym doładowaniem z wioseł. Kilka razy naprawdę można otworzyć japę z wrażenia, że Laiho i spółka mogą tak napieprzać. Osobiście wyróżniłbym jednak chyba najwolniejszy numer - "Banned From Heaven". Kawałek ten jest jakby kontynuacją "Angel's Don't Kill" z "Hate Crew Deathroll". W tym numerze czuć ducha starego Children Of Bodom. Podobnie zresztą jak w "Hellhounds On My Trail" czy tytułowym "Blooddrunk". Szkoda, że numerów takich nie ma więcej, płyta z pewnością byłaby dużo ciekawsza.
"Blooddrunk" tak jak wspomniałem, ciężko nazwać słabą płytą, ciężko też rozpływać się nad jej wielkością. Prawda jest taka, że Children Of Bodom przez lata wypracowali sobie pewien poziom, poniżej którego nie schodzą. Niekiedy uda im się napisać porywające i kopiące dupę zarazem numery, innym razem kawałki niezłe, czasami bardzo dobre ale bez nutki geniuszu. Teraz przydarzyło się to "innym razem".
Krzysiek / [ 17.09.2008 ]
|