01. Toque De Muerto
02. Savage Seas (Retribution)
03. Hostage To Heaven
04. Monster Among Us
05. Guilty Of Innocence
06. Innate Affliction
07. Colors Of Death
08. Ostracized
09. Cleanse The Seed
10. Heretic War Chant
11. The Longest Hate



Pamiętam jak w roku 1992 światek muzyczny obiegła wiadomość, że Dave Lombardo opuścił Slayer. Jakiś czas później w słynnym programie "Headbangers Ball" zjawiskowa Vanessa podała informację, że Mr Dave nagrywa płytę z zespołem Grip Inc. Zapamiętałem sobie tą nazwę. Pewnego dnia podczas odwiedzin sklepu muzycznego zauważyłem kasetę (to takie plastikowe coś z taśmą w środku) z czerwono-pomarańczową okładką i logo tego zespołu. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie obciążałem swoją pamięć. Wielkiego napisu "Dave Lombardo - EX-SLAYER" niesposób było przeoczyć. Szkoda, że na CD już tego nie ma, bo wyglądało to uroczo.

Przejdźmy do konkretów. "Power Of The Inner Strength" to płyta zdecydowanie thrash metalowa. Równie zdecydowanie nie jest to kalka zespołu Slayer. Co więc tutaj mamy? Mamy 10 utworów plus intro. Płytę najłatwiej podzielić na 2 części. Pierwsza z nich to czysto thrash metalowe petardy (jak "Hostage To Heaven"), a z drugiej strony dosyć wolne utwory ("Longest Hate"). Na całej płycie niewątpliwą gwiazdą jest Lombardo. Partie perkusji na całym krążku są po prostu mistrzowskie. Pełno tutaj przejść, łamańców, agresji, złości, grania na dwie stopy itp. Momentami można odnieść wrażenie, że Dave wpadł w jakiś szał, czy inną furię. Słówko furiat świetnie mi tutaj pasuje. Oczywiście nie ma mowy o jakimś psychicznym napieprzaniu, o nie. Lombardo bębni tu z klasą, wyczuciem i wielką techniką. Za gitarę odpowiada Waldemar Sorychta, słynny producent z Woodhouse Studio. Jest to kolejny jasny punkt tego krążka. Świetnie szyte riffy, dużo ozdobników, zagrywek, no i solówki pierwsza klasa. Nie mam pytań. Basowy to Jason Viebrooks (epizod w Heathen), taka trochę szara eminencja na tej płycie, ale zaznaczyć trzeba, że swoje robi. Często go słychać i bas nieźle chodzi. Na koniec wokalista Gus Chambers. Ten facet, to chyba nienawidzi całego świata. Wypluwa kolejne słowa tekstu z pełną nienawiścią i jadem w głosie. Raczej nie śpiewa tylko krzyczy. Cedzi, szepcze, a przeważnie to właśnie "drze mordę". Rewelacyjnie pasuje do tej muzyki. Płyta jest skonstruowana tak, że całość opiera się na fundamencie perkusji. To Lombardo tutaj rozgrywa. Ściany tego naszego lokum dla bezdomnego (teledysk do "Ostracized" się kłania) to gitara Sorychty i bas Jasona. Nad tym wszystkim góruje wokal Chambersa.

Jak już wcześniej napisałem, album ten można podzielić na 2 części. Thrashowa jazda bez trzymanki to utwory: "Hostage To Heaven", "Colors Of Death", "Ostracized", "Heretic Warchant". Tutaj jeszcze dopisałbym ciężki i w miarę wolny "Savage Seas (Retribution)". Tak się składa, że to są moje ulubione utwory z tej płyty. Te wolniejsze kawałki mają trochę inną nutkę. Nie do końca wiem jak to opisać, ale umówmy się, że debiut Machine Head będzie sporą podpowiedzią. Z ciekawostek dodam, że uważny słuchacz w utworze "Longest Hate" wyłowi zbitkę polskich słów. To pewnie robota Sorychty, który przecież pochodzi z naszego pięknego kraju. Co do brzmienia, to nie wypada się wypowiadać. Waldemar S. i wszystko jasne. Tutaj nie ma miejsca na fuszerkę.

Płytę "Power Of The Inner Strength" uwielbiam do dzisiaj. A zakochałem się w tej muzie od pierwszego słuchania. Kasetę zajechałem maksymalnie, po prostu "się skończyła". Swego czasu każda samochodowa wycieczka, to było niejednokrotne "słuchanie Gripa". Ot taki stały punkt programu, jak tankowanie (pojazdu oczywiście). Dla mnie osobiście jest to jedna z ważniejszych płyt w moim życiu. Wiele razem przeszliśmy, była ze mną w chwilach trudnych, smutnych i radosnych. Ot taki przyjaciel, który zawsze w potrzebie przynosi dobre słowo. Zresztą do dzisiaj rozumiemy się bez słów. Jest to jedna z niewielu płyt, która ma u mnie absolutne 10/10. Album ten w moim sercu nie stracił ani troszkę i ma tam pewne miejsce. Na zawsze. Płyta pomimo upływu lat nic nie straciła na swojej wartości. Znam ją praktycznie na pamięć i słucham dosyć często. Nie mam jej nic do zarzucenia... a w razie "potrzeby" zawszę mogę jej posłuchać.

Piotr "gumbyy" Legieć / [ 05.02.2008 ]




 -  Nemesis

 -  Solidify





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




krzysiek [ cham@bydlak.pl ] 06-02-2008 | 10:03

biegnę nadrobić zaległości teledysk rozwala i ten pan bembniarz


Herman [ straka@wp.pl ] 06-02-2008 | 15:59

Grip Inc. cud miód :)
ale i tak wole Nemesis


Venom [ bleble@wp.pl ] 06-02-2008 | 23:14

Zajebisty band, zajebista płyta......






Grip Inc.
Power Of The Inner Strength

SPV - 1995 r.




10/10



 -  Nemesis

 -  Solidify



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!