Już prawie rok mija od premiery ostatniej płyty In Flames - "Come Clarity". Po wydaniu "Soundtrack To Your Escape" zapewne niewiele osób wierzyło jeszcze w ten zespół. I chociaż jestem jedną z osób która nie pluje na "nowoczesne" oblicze In Flames, to jednak jak chyba każdy pragnąłem powrotu do czasów "Claymana" czy "Colony". I chociaż mało prawdopodobne było by zespół dokonał prawdziwego powrotu do korzeni, to jednak ja, oraz zapewne wielu innych fanów miało taką nadzieję. Teraz, kiedy siedzę wygodnie w fotelu i po raz kolejny katuję ostatnie dzieło Jespera i spółki, jestem całkowicie spokojny o następną płytę.
Ostatni album był przeładowany elektroniką. Raziło fatalne brzmienie garów i mało melodii znanych z wcześniejszych wydawnictw. Ale skupmy się na "Come Clarity". Płytę otwiera dynamiczny "Take This Life" do którego powstał teledysk. Nawet niezłe otwarcie ale... bywało lepiej. Dalej jest już dużo lepiej. Nieco hardcorowy "Leeches" błyszczy pięknymi solówkami. Trochę niedoceniany "Reflect The Storm" kojarzyć się może z "Coexistance Coexircise". W następnym numerze mamy coś nowego w twórczości In Flames, Anders śpiewa w duecie z niejaką Lisą Milovsky. Muszę powiedzieć że całkiem nieźle to wyszło. Nie ma jednak sensu mówić o wszystkich utworach. Płyta jest bardzo równa i nie słychać tu żadnych "wypełniaczy". Na wyróżnienie zasługuje jednak utwór tytułowy, który jest piękną i chyba najlepszą w twórczości zespołu balladą.
Jak prawie każda płyta ma ona swoich zwolenników i przeciwników. Płytę można nazwać "częściowym" powrotem do korzeni. In Flames wróciło do stylistyki melodic death metalowej. W przeciwieństwie do poprzedniego wydawnictwa tu nie spieprzono produkcji. Album brzmi naprawdę kapitalnie, zwłaszcza gary. "Come Clarity" choć nie jest dziełem tak genialnym jak "Clayman" czy "Colony" to jednak ma w sobie wiele mocy i potrafi naprawdę kopać po dupie. Tych Szwedów jeszcze stać na wiele.
Vader / [ 30.12.2006 ]
! Kup Płytę !
www.mystic.pl
|