01. Antechrist
02. Burn In Hell
03. House Of Pain
04. Death & Dying
05. Rege Satanas
06. Darkest Realm
07. A Good Day To Die
08. Assassin
09. Lucifer Rising
10. Blessed Dead
11. Hours Of Darkness
12. Sleep When I'm Dead
13. Maleficarvm
14. Metal Black



Sześć lat.... Tyle czasu musieli czekać fani Venom na nowy album trójcy z Newcastle. Czemu tak długo? Co robiła kapela w tym czasie? Przez rok koncertowała, promując poprzedni, dość średni album - "Resurrection". Zahaczyła m.in. o Wacken Open Air, gdzie została bardzo entuzjastycznie przyjęta przez publikę. Później muzycy postanowili odpocząć od siebie 2 miesiące i zebrać się ponownie, aby rozpocząć prace nad nowym krążkiem. Wtedy stała się rzecz nieprzewidziana. Cronos - miłośnik łażenia po górach, miał wypadek na jednym z walijskich szczytów. Diagnoza była dość nieciekawa - poważny uraz kręgosłupa i koniec kariery muzyka. Lant nie poddał się jednak i postanowił wrócić do gry na basie. Rehabilitacja trwała 2 lata - za długo dla Mantasa, który postanowił opuścić Venom i zająć się karierą solową. Zastąpił go Mike "Mykus" Hickey, pierwszy człowiek spoza Wysp w zespole. W międzyczasie kapela wypuściła na rynek kompilację noszącą tytuł "MMV" i wreszcie wlazła do studia w Newcastle.

Sama praca nad płytą też nie przebiegała bez incydentów. Podczas nagrywania basu zauważono pęknięcia na stropie budynku i konieczna okazała się zmiana studia. Przesunęło to znacznie datę wydania albumu. Wreszcie w marcu tego roku krążek ujrzał światło dzienne. Muzycy już podczas sesji podkreślali, ze będzie to wielki powrót do korzeni, że płyta wprost zionie jadem i brudem. I faktycznie, już sam tytuł brzmi bardzo znajomo... "Metal Black". Nawiązanie do kultowej "dwójeczki" widać także w oprawie graficznej. Z okładki spogląda na nas dobrze znana głowa kozła Baphometa. Jak wygląda muzyka? Co tu dużo mówić - jest po prostu świetna! Już na "Resurrection" widać było, ze Venom przestał bawić się hard rockem, poprzednia płyta była jednak strasznie nierówna i po pewnym czasie po prostu dłużyła się. Teraz jednak o wypełniaczach i nudzie nie może być mowy! Już od pierwszych minut uwagę zwraca świetna gra Anttona. Lant junior dwoi się i troi nad garami. Bardzo wyraźnie słychać stopy. Cronos bardzo poprawił wokal. Nie ma już drażniących wyć znanych choćby z "Cast In Stone". Największe wrażenie zrobił na mnie jednak nowy wioślarz - Mykus, postać wcześniej zupełnie nieznana. Chłopak po prostu, rzecz wcześniej u Venom niespotykana, zasypuje nas świetnymi pokręconymi solówkami.

Cronos i spółka zafundowali nam 14 bardzo różnorodnych kompozycji. Zaczynamy od mocnego uderzenia - "Antechrist". Utwór po prostu zabija - jest bardzo szybki i idealnie nadaje się na pierwszy numer na płytę. Dwójeczka, czyli "Burn In Hell" to moim zdaniem jeden z najlepszych kawałków w całej historii Venom. Utrzymany jest trochę w motorheadowo - bluesowych klimatach. Na uwagę zasługuje prześliczna solówa Mykusa. Bardzo podoba mi się także powolny, majestatyczny i potwornie ciężki "House Of Pain" przypominający trochę najlepsze kawałki z "Resurrection". Z kolei "Death& Dying" jest popisem Anttona. Nie ma tu mowy o jakiejś zabawy w melodie. Utwór jest po prostu jednym wielkim walcem. Cronos nie śpiewa, on wypluwa z siebie pojedyncze wyrazy. "Rege Satanas" jest chyba najmroczniejszym numerem na płycie. Pełno tu jadu. No i ten refren.... Świetny jest także "Darkest Realm". Fajny "bujany" motyw przeplatany jest tu ostrą jazda na dwie stopy. Z kolei na "Lucifer Rising" chłopaki trochę poeksperymentowali. Przesterowany wokal Cronosa jednak nie przeszkadza, a mięsiste riffy i piękna, powolna solówa Mykusa tworzą niepowtarzalny klimat. Po prostu oczekuje się z niepokojem wschodzącego Lucyfera - super! Jedenastka - "Hours Of Darkness" to zdecydowanie najwolniejsza i najbardziej melancholijna kompozycja na płycie. Pełnie umiejętności pokazuje tu nowy wioślarz. Może jego solówki nie są popisem techniki gry na gitarze, ale idealnie wpasowują się w nastrój utworu - mistrzostwo świata! "Maleficarvm" to również wolny numer. Tutaj popis daje z kolei Cronos. Widać, ze w czasie przymusowej przerwy pracował nad wokalem i umie nie tylko się drzeć, ale i czasami pięknie pozawodzić. Na koniec chłopaki serwują nam kolejny kawał mięcha w postaci utworu tytułowego.

"Metal Black" to naprawdę świetna, bardzo różnorodna płyta. Mamy tu trochę czadu, mamy trochę wolnych, mrocznych kawałków. To jest po prostu Venom z początku lat 80-tych. Kompozycje są tylko nieco mniej uproszczone. We wszystkich utworach są solówki, co wcześniej NIGDY się u tej kapeli nie zdarzało. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, iż mamy do czynienia z najlepszym krążkiem Venom od czasu "At War With Satan" i na pewno kandydatem na album roku 2006. Marsz do sklepów!

Venom / [ 18.05.2006 ]


! Kup Płytę !
www.mystic.pl





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Venom
Metal Black

Sanctuary - 2006 r.




9,5/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!