Po pięciu latach statek kosmiczny Planet Hell wyruszył na swoją trzecią misję. Inspiracją do tej misji był traktat filozoficzny "Summa Technologiae" Stanisława Lema. Załoga Planet Hell ma już ponad dziesięcioletnie doświadczenie w przestrzeni kosmicznej. I każdy z załogantów lata lub latał na innych pojazdach kosmicznych, jak Dysphoria, Demonfeuer, Embrional, The No-Mads czy Witchfuck.
Muzyka Planet Hell to trudna materia do zgłębienia gdyż nie dość, że naładowana jest potężnym i bardzo technicznym deathmetalowym ładunkiem to wzbogaconym o wysokooktanowe progresywne paliwo. Z jazzującymi partiami basu (które nagrał sesyjnie basista jazzowy Jędrzej Łaciak z Interplay Jazz Duo, grający kiedyś w The No-Mads). Oraz ze zmiennymi, "karkołomnymi" perkusyjnymi rytmami (od wolniejszych przebiegów po garach po szybkie i rozbudowane przejścia czy rytmy). Na czele z demonicznym i drapieżnym, growlujacym wrzaskiem głównego nawigatora - Astrogatora.
A efektem jest kosmiczny death metal o skomplikowanej strukturze aranżacyjnej, często nacechowany nieziemską, kakofoniczną melodyką i mrocznym oraz zimnym charakterem. Jednak Planet Hell to nie tylko death metalowe kompozycje, gdyż zespół wplata wiele różnorodności. Począwszy od progresywno thrash metalowych riffów w stylu Voivod, czy cięższych i jeszcze bardziej skomplikowanych aranżacyjnie tematów bliskich dokonaniom Atheist. Poprzez progresywno black metalowe momenty lub klimatyczne, bardzo przestrzenne gitarowe solówki kojarzące się z Death, a skończywszy na typowo jazzujących zagrywkach (bez zfuzowanych gitar), a nawet syntezatorowych dźwiękach i samplach w stylu kosmicznego dark ambient. Utwory w większości przytłaczają swoją ciężkością, miażdżą i rozrywają na strzępy. Chociaż niewinny (aczkolwiek mroczny) wstęp do albumu nie zapowiadał aż takiej zagłady. Stopniowo budował napięcie. A potem to już silniki odpaliły! Planet Hell zastosowało ciekawy patent. Agresywne i ekstremalnie muzyczne momenty zostały przeplatane krótkimi melodycznymi warstwami lub klimatycznymi motywami o całkiem przeciwstawnej ciężkości. A każdy utwór przyniósł ze sobą różnorodność aranżacyjną, nierzadko zaskakującą i nieprzewidywalną.
Niestety na płycie CD nie było coveru "Kombinat" Republiki, o którym wspomina Metal Archives na profilu zespołu. A szkoda, bo byłem bardzo ciekaw ich wykonania.