Turbo - Lublin



Turbo
"Wiecznie młodzi w metalu"
Klub Muzyczny CSK, Lublin - 15.02.2025 r.


"Wiecznie młodzi w metalu" to hasło trasy zespołu Turbo, której początek miał miejsce 10 stycznia 2025 roku w Jarocinie. Na drugim przystanku w Koszalinie wsiadł nasz redakcyjny kolega Tomek (relacja do poczytania w serwisie), a na dziewiątym wsiedliśmy, my - dziewczyna i chłopak z Lubelszczyzny. W planach redakcja MetalSide ma do ogarnięcia recenzję najnowszego albumu "Blizny" (na który wszyscy fani Turbo bardzo czekali). A być może uda zrobić się też jakiś wywiadzik

Tak dla przypomnienia... 45-letnie Turbo niezaprzeczalnie miało ogromny wpływ na tworzenie metalowej sceny w Polsce. Najstarsi członkowie zespołu to legendy polskiej rockowo-metalowej sceny. Począwszy od byłego wokalisty Grzegorza Kupczyka i założyciela, lidera oraz gitarzysty Wojciecha Hoffamnna, który w lutym skończył okrągłe 70 lat. Kolejny ze składu to basista Bogusz Rutkiewicz, który w styczniu również obchodził swoje okrągłe 60 urodziny. To wszystkiego najlepszego, gdyż nie wypominając Panom wieku, na scenie są dalej wiecznie młodzi. To jeszcze nie wszystko. Po wielu zmianach i reaktywacjach zespołu w 2007 roku dołączył Tomasz Struszczyk obecny wokalista, a w 2011 wrócił perkusista Mario "Bobiś" Bobkowski. Skład zamyka najmłodszy wiekiem oraz stażem, obecny gitarzysta Przemysław Niezgódzki. Turbo mimo tak silnego składu muzycznego na tej trasie koncertowej na scenę dodatkowo zapraszało wielu artystów. W Lublinie nie mogło być inaczej. Poza wspomnianym wyżej Grzegorzem Kupczykiem, na scenie cyklicznie pojawiał się młodszy brat Tomasza Struszczyka - Bartosz Struszczyk, jako dodatkowy wokal. I to nie wszystko bo kolejną atrakcją wieczoru był Hubert Więcek z Banisher (znany wcześniej chociażby z Decapitated lub Redemptor) oraz Krzysztof Śniadecki, wschodząca gwiazda z death-metalowego Godslut.

I tak jak zawsze wszystko ma swój początek. Na koncercie, to oczekiwanie na otwarcie "bram". Ale zanim to wszystko się zaczęło musieliśmy chwilę odczekać w kolejce, gdyż w podziemnym korytarzu Klubu CSK w Lublinie zaczęło robić się tłoczno. Razem z dobrymi znajomymi zatopieni w tłumie, fajnie było poczuć się jak dawniej. Nie patrząc w lustro ze schowanym peselem poczułam znowu wiatr we włosach... radość w sercu i młodzieńczy dreszcz... Staliśmy przed wejściem gdzie zza ścian dobiegały ostatnie szlify. Nie zabrakło też tzw. poślizgu. Fani Turbo z minuty na minutę coraz liczniej, prawie bez odstępu okupowali wejście. Rozpiętość wiekowa była tym razem szeroka od seniora po juniora. Mój rocznik czyli 40 plus tworzył chyba największą grupę. Moje serce uradowało się jeszcze bardziej gdy widziałam młodych metalowców ubranych w stylowe, klasyczne uniformy, "zespołowe" t-shirty, i katany jeansowe z mnóstwem naszywek i kapselków. Oczywiście z długimi, rozpuszczonymi włosami. Fajnie, że jeszcze są młodzi reprezentanci subkultury metalowej, którzy nadal kultywują tradycję. Tradycja jest międzypokoleniowym przekazem a przecież każda tradycja jest bardzo ważna! W końcu przekroczyliśmy bramy poszukując dobrej miejscówki. Miejsca przy barierkach przed sceną były już zajęte w kilku rzędach, a sala szybko wypełniała się głodnymi muzyki słuchaczami. Tłum coraz bardziej się niecierpliwił. Nawet przez moment ktoś skandował "Turbo, Turbo". Ktoś inny wdał się w rozmowę międzypokoleniową z "sąsiadami" poruszając wspomnienia. A w międzyczasie atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Na scenie kręcił się ktoś z technicznej ekipy "dopinając ostatnie guziki".

Nagle odpalone z głośników "Intro" z najnowszego albumu "Blizny" i na scenę weszli muzycy z "Nowy rozdziałem" - to pierwszy ich singiel z nowego albumu. Utwór dynamiczny, ciężki a zarazem gitarowo - wokalnie melodyjny z łatwo wpadającym w ucho referentem. I co najważniejsze - po Polsku! Drugi utwór "Wszystko wszędzie woła więcej" również zrobił przedsmak nowej płyty. Jeszcze bardziej melodyjny. Oczywiście muzycy na scenie czuli się jak ryby w wodzie. Najbardziej charyzmatycznym był wokalista Tomasz Struszczyk. Od początku był bardzo energiczny, integrujący się z kolegami oraz z widzami. A Wojtek Hoffmann jak zwykle wspaniale wymiatał na gitarze, od czasu do czasu machając swoimi długimi, srebrnymi już włosami. Perkusista choć w tyle, również dawał z siebie wszystko, co było widać po jego zadowoleniu na twarzy i częstych uśmiechach. Najbardziej stateczny był gitarzysta Przemysław Niezgódzki, który wyglądał niczym gitarzysta reprezentujący nurt shoegazer. Także basista o bardzo pogodnej twarzy, który miał swoje ważniejsze chwile był tym spokojnym muzykiem na scenie, ale chętnie nawiązywał wzrokowy kantak z publicznością.

Nie zabrakło utworu "Pismo" ze starszego albumu "Tożsamość". I chociaż utwór wokalnie pierwotnie należał to Grzegorza Kupczyka tym razem był w wykonaniu Tomasza Struszczyka. I kolejna nowość "Na dno". Publiczność bardzo żywiołowo reagowała na muzykę. Śpiewali łatwo wpadający w ucho refreny. Ktoś machał głową. Ktoś pokazywał znane wszystkim "koncertowe" gesty, do których odniósł się Tomasz Struszczyk. Stwierdzając, że na koncertach Turbo często ludzie pokazują ten gest ("diabelskie rogi"-przyp. autora). Ktoś krzyknął "Satan!" i wówczas Tomasz Struszczyk zareagował opowiadając historię gdy był jeszcze w zespole Pathology. Wspomniał jak na słowa kolegi przy powitaniu - "Ave Satan" - odpowiedział "Ave Marija". Myślę, że nie warto wszystkiego wsadzać do jednego wora. Muzyka metalowa to nie satanizm. O tym chyba chciał przypomnieć nam Tomasz Struszczyk, który był kontaktowy i otwarty na publiczność. Żartował, przybijał piątki , "żółwiki" i nieustannie zachęcał do wspólnej zabawy. Scena należała do niego, ciągle przemieszczał się po niej a gdy rozkręcił się na maksa, jak ptak wznosił się wysoko na kolumny kontynuując śpiew.

I przyszedł czas na retrospekcję z utworem "Już nie z tobą" z albumu "Smak Ciszy". Emocje sięgnęły zenitu gdy na scenę energiczne wkroczył Grzegorz Kupczyk. Przywitał się z publicznością, wspominając o pierwszym fanklubie Turbo założonym w latach 80. właśnie w Lublinie. I dał czadu. Na scenie był bardzo żywiołowy. Mikrofon i statyw były niczym jego narzędzia pracy. Używał ich bardzo dynamicznie. Chwilami zdawało się, że scena jest dla niego za mała. Na scenie trwały tylko pozytywne emocje, które ożywiały się z minuty na minutę między muzykami. Grzegorz Kupczyk, który już wiele lat nie śpiewa Turbo z muzykami na scenie tworzył wspólną rodzinną więź, która udziela się nam fanom, a potwierdzeniem były pozytywne gesty i spojrzenia. Kolejno poleciały równie stare utwory "Cały czas uczą nas" i "Wariacki taniec", ale już z Tomaszem na wokalu. Rolę chórków w utworach pełnił basista Bogusz oraz kolejny gość - Bartosz Struszczyk, którego wcześniej zapowiedział starszy brat. Bartosz zrobił równie dobre wrażenie wokalne w bardzo rockowym tonie. Nie zabrakło jego solowych występów oraz wspólnych partii kiedy pełnił rolę wokalu wspierającego. Koncert rozbrzmiewał a emocje nie opadały, momentami na scenie było aż trzech wokalistów - Grzegorz, Tomasz i Bartosz. Utwór "Wariacki taniec", totalnie zaczarował publiczność. Wówczas na środku sali zrobił się niewielki młynek, który porwał ludzi do pogowania niczym w wariackim tańcu. Moc utworu i emocje dawały znać o sobie.

Nie byłoby koncertu Turbo bez sztandarowych utworów, w tym ballad, więc musiały rozbrzmieć dźwięki "Jaki był ten dzień". Ten utwór kojarzony z Grzegorzem Kupczykiem tym razem był wykonany wspólnie z Tomaszem Struszczykiem, który dodatkowo grał na gitarze akustycznej. Publiczność nie odpuszczała i razem z wokalistami śpiewała niezapomniane słowa. Jaki był ten dzień... kolejny niezapomniany koncert. Na marginesie dodam, że jak wspominał Wojciech Hoffmann z Boguszem Rutkiewiczem - Turbo szykuje albumy "Dorosłe Dzieci" i "Smak Ciszy" po re-recordingu (między innymi z nowym brzmieniem, lekko zmienionymi solówkami i z obecnym wokalistą). I podobno mają być to albumy petardy. Dalej poleciało "Wszystko będzie O.K.", "Bramy galaktyk" i "Wybieraj sam" już w obecnym składzie. A Grzegorz Kupczyk chętnie powracał na scenę i dołączył także do utworu "Otwarte drzwi do miasta". Po tym utworze znowu ustąpił miejsca braciom Struszczyk w nowych utworach "Zwyczajnie nie" (którego debiut był dosłownie trzy dni przed koncertem) oraz "Do domu". Tomasz Struszczyk zapowiadając ten kawałek wspomniał, że w studio nagrywał do niego wokale Wojciech Cugowski. Jednak tym razem głównym wokalistą był Bartek Struszczyk. Następnie w przerwie między utworami Wojciech Hoffman entuzjastycznie zapowiedział kolejnego gościa, tym razem gitarzystę Huberta Więcka, który zagrał w kultowych utworach "Ostatni Wojownik" i "Kawaleria Szatana cz. I". Swoją bardzo dynamiczną grą tchnął jeszcze więcej energii w te kawałki, wręcz tharsh-death-metalowego sznytu. Hubert Więcek to już doświadczony "szarpidrut". Był bardzo ekspresyjny ze swoją gitarą. A tłum szalał!

Ostatnim gościem był osiemnastoletni wirtuoz gitarowy - Krzysztof Śniadecki, którego również wprowadził Wojtek Hoffman. Podkreślił, że Krzysiek choć mógłby być jego wnukiem to jest już gitarowym geniuszem z bardzo długimi palcami. I, że opracował kilka skomplikowanych gitarowych partii do utworu "Przyjdź do mnie" z albumu "Blizny". Z zadowoleniem mówił, że muzycy Turbo musieli się tego nauczyć i podszkolić warsztat. Publiczność okrzykami i gorącymi brawami przywitała młodego muzyka. Jeszcze tylko Tomasz Struszczyk zapowiedział utwór wspominając o ważnych słowach zawartych w tekście. I utwór rozbrzmiał. "Młody" Śniadecki wymiatał nie tylko na gitarze ale także swoimi długimi piórami biegając po scenie jakby się na niej urodził. I znowu powrót do przeszłości gdy usłyszeliśmy utwór "Szalony Ikar" śpiewany przez Tomasza Struszczyka, który wczuwając się w rolę, wspiął się kolejny raz wysoko na głośniki. Skąd niczym legendarny Ikar wyśpiewywał balladę o Ikarze. Z tego samego albumu Turbo zagrali "Mówili kiedyś" zamieniając się rolami, Tomasz Struszczyk zasiadł za perkusją, a perkusista Bobiś energicznie chwycił za mikrofon i pełny euforii wczuł się w misję wokalisty. Może to nie był pełen profesjonalizm, ale pozytyw muzyków, choreografia i wielka energia perkusisty jaką rozsiewał na scenie sprawiły, że to było bez znaczenia. Poza tym pozostali muzycy zrobili swoje i utwór okazał się bardzo fajnym eksperymentem.

Zbliżało się powoli do końca, kolejna ballada, historyczna, której słowa bez względu na wiek są zawsze aktualne. Koncert byłyby nie zaliczony bez "dorosłych dzieci", które w większości wypełniały salę. I w tym utworze nie mogło zabraknąć Grzegorza Kupczyka. Razem z Tomaszem Struszczykiem i "gośćmi" jakimi była oczywiście publiczność rozbrzmiał nieśmiertelny utwór. Wszyscy go znali i wszyscy śpiewali, on zawsze budził ogromne emocje. A usłyszeć na żywo ten epicki utwór i jeszcze z pierwotnym wokalistą to niezapomniane przeżycie. Po tym utworze muzycy zaczęli zbierać się ze sceny. A fani pobudzeni jak w transie skandowali "Turbo, Turbo!". Pierwszy zareagował Tomasz Struszczyk stwierdzeniem, że skoro zespół schodzi ze sceny tak jak dzieci idą na wagary, czyli każdy w inną stronę, więc tak naprawdę nie chcą schodzić, więc zagrają jeszcze jeden kawałek. Był nim "Smak ciszy", którego nie mogło zabraknąć podczas trasy dotyczącej również jubileuszu tego albumu. Wszyscy śpiewali razem z Grzegorzem i Tomaszem po czym muzyka zamilkła, muzycy ukłonili się i jeszcze pamiątkowa fotka z publiką w tle i zniknęli za kulisami.

Przed odejściem Tomasz Struszczyk dodał, że będzie czas na pamiątkowe zdjęcia i autografy. Wystarczyło trochę cierpliwości a każdy z muzyków był dostępny dla wszystkich fanów. Do każdego muzyka ustawiała się kolejka i każdy mógł na spokojnie podejść, otrzymać autograf, zrobić zdjęcia czy zamienić kilka słów. Muzycy okazali pełen szacunek dla swoich fanów. I kilka słów już ode mnie... Bądźcie i twórzcie jak Ikar, który symbolizuje młodzieńczą odwagę, entuzjazm, a także wizjonerstwo, bo my dorosłe dzieci wciąż potrzebujemy prawdy...













Autor: Sawa

Data dodania: 28.02.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!