1. The Last Piece Of My Heart
2. Dope
3. Ukrainian Prostitute
4. Stay Tonight
5. Rock 'n' Roll Nation
6. Spell On Me
7. Rock'N'Roll Nation (Alternative Mix)
8. Jingle Balls (Christmas Special)



Pamiętacie film "Seksmisja"? Dwóch gości (genialny Stuhr i świetny Olgierd Łukaszewicz) zostało zahibernowanych i po kilku dekadach budzą się w zupełnie innym świecie? Dlaczego o tym piszę? Bo takie mam skojarzenie słuchając wrocławskiego zespołu Nasty Crue. Cóż - nie da się ukryć, że chłopaki najwyraźniej "urwali się" z lat osiemdziesiątych i próbują nas "zarazić" klasycznym glam/hard rockiem.

Od początku do końca wiadomo o co chodzi - wystarczy spojrzeć na zdjęcie zespołu, zerknąć na okładkę debiutanckiego "Rock 'n' Roll Nation", czy wreszcie posłuchać muzyki. Tutaj wszystko jest tak jak należy, czyli hard rockowe patenty, wysokie wokale i rockowy kicz. I o to właśnie chodzi, taka jest konwencja tego grania.

Nasty Crue (nie mylić z Motley...) to czterech gości, którzy poczuli, że imprezy i głośne koncerty to ich świat i poddali się temu w 100%. Muzycznie jest całkiem przyzwoicie, umiejętności nie brakuje, hard rock według NC ma tzw. "ręce i nogi". Poszczególne utwory są poukładane według odpowiednich schematów. Zadziorne riffy, wysokie rejestry jeśli chodzi o wokale i obowiązkowe chórki. Do tego dokładamy świetne sola i melodyjne refreny. Kto zna Poison, Motley Crue, czy Steel Panther, ten wie co jest grane.

Dosyć krótka jest ta płyta, bo w zasadzie mamy tutaj sześć "podstawowych" numerów, przeróbka kompozycji tytułowej i hmm... całkiem udany żarcik zatytułowany "Jingle Balls" (tak, w drugim wyrazie nie ma błędu... hehe). Kawałki są dosyć pokombinowane i materiał zupełnie nie nudzi. Momentami potrafił mnie nawet zaskoczyć - dosyć rozpędzony "Dope", czy mocno imprezowy "Spell On Me". Fajnie też buja tytułowy "Rock 'n' Roll Nation". Ogólnie cały materiał trzyma równy, dobry poziom.

Chłopaki z Nasty Crue świetnie odrobili lekcje i spokojnie bronią się ze swoim dosyć niecodziennym przekazem. Na pewno nie muszą się wstydzić swojej muzyki, a o "robieniu wiochy" nie ma co nawet wspominać. To jest kolorowy hard rock, tutaj "żyje się szybko, kocha mocno i umiera młodo", no i oczywiście nie można zapomnieć o "sex, drugs & rock'n'roll", prawda? Wszystko w obecności przyjemnego kiczu i puszczania oka do słuchacza, a że chłopaki urwali się z "innej planety", że grają niepopularną muzykę? Ja zawsze twierdzę, że nie ważne jest to co robisz, tylko jak to robisz. Jeśli coś robisz dobrze, to jest to dobre. I tego się trzymajmy. W przypadku Nasty Crue też.

Rock'n'Roll Nation:



Piotr "gumbyy" Legieć / [ 18.04.2015 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Nasty Crue
Rock 'n' Roll Nation

Demon Doll Records - 2014 r.




7/10




© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2023 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!