Muzyka zespołu Grimlord zawarta na płycie "Dolce Vita Sath-An As" nie zachwyciła mnie. Dałem sobie sporo czasu, żeby ten materiał mnie przekonał do siebie, jednak nic z tego nie wyszło. Cóż... czasami po prostu tak bywa. A więc w czym jest mój problem? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, bo to bardziej złożona sprawa. Zacznę, że nie do końca załapałem o co w tym graniu chodzi. Nie czuję tutaj jakiegoś przekazu, idei, czy zamysłu. Krótko mówiąc nie do końca rozumiem "co poeta miał na myśli". Zadania nie ułatwia fakt, że "Dolce Vita Sath-An As" jest płytą bardzo niejednorodną. Mamy tutaj 9 utworów i w tym aż 6 instrumentalnych. Muzycznie jest mieszkanka wybuchowa. Od klasycznego heavy metalu poprzez elementy black/death do klimatów rodem z płyt Therion, czy Tiamat. Niezły bigos, prawda? Utwory są nieźle pokombinowane (niestety często należy dodać przedrostek "prze"), rozbudowane i złożone. Sporo różnych przeszkadzajek, dziwnych dźwięków i klawiszowych wtrętów. Momentami odnoszę wrażenie, że niektóre z tych patentów są wciśnięta niejako na siłę, na zasadzie żeby coś było. Oczywiście nie oznacza to, że ta płyta to jakiś gniot totalny i zupełnie nie ma sensu sięgać po to granie. Słyszę na niej sporo "dobrych rzeczy" i praktycznie w każdym kawałku są jakieś pozytywne fragmenty. Niestety szkoda, że to właśnie są tylko fragmenty. Prawda jest też taka, że na utwór instrumentalny to trzeba mieć naprawdę dobry pomysł. Samo granie "dla grania" może łatwo znudzić. A na tej płycie mamy aż 6 takich utworów. Nie jest to prosta sprawa przykuć uwagę słuchacza przez tyle minut samymi instrumentami. Pod koniec tej płyty odczuwam już lekkie zmęczenie tym materiałem i lekko odpływam z myślami.
Na "Dolce Vita Sath-An As" kuleje również temat brzmienia. Nie ma co tutaj dużo się rozwodzić. Miks instrumentów delikatnie mówiąc nie jest najlepszy, całość jest podporządkowany gitarze Bartha. Brakuje współgrania wszystkich składników tego krążka. Dodatkowo słychać różnicę w głośności (!!!) pomiędzy niektórymi utworami, co jest dla mnie bardzo zaskakujące. Nie chce mi się wierzyć, że tutaj swoje palce maczał Tom z ZED Studio, a tak wynika z opisu tej płyty. Ostatnim minusikiem niech będzie nośnik podesłany do recenzji: zwykły CD-R w papierowej okładce - to nie wygląda najlepiej.
Na tej płycie słychać, że muzycy mają spore umiejętności i możliwości. Jednak jakoś to nie przekłada się na muzykę przez nich tworzoną. Oczywiście ktoś inny będzie miał na ten temat odmienne zdanie. Do mnie to granie nie trafiło pomimo wielu prób. Fakt, że niezbyt lubię takie "eksperymentowanie" i cudowanie. Zdecydowanie wolę bardziej klasycznie granie w wykonaniu Grimlord. Takim dobrym przykładem jest utwór "Oh! My King" i jego instrumentalna część. Takie muzykowanie kupuję bez dwóch zdań. Szkoda, że tak dobre momenty są w mniejszości na tej płycie.
Na koniec pozwolę sobie na odrobinę przemyśleń i wniosków. Odnoszę wrażenie, ze muzycy Grimlord szukają swojego miejsca i swojej muzy. Próbują wszystkiego i eksplorują różne pola muzycznej twórczości. Niewątpliwie należy się za to pochwała, wszak do odważnych świat należy. Z drugiej strony wygląda to trochę jakby chłopaki nie do końca wiedzieli czego chcą. W efekcie wyszła płyta lekko chaotyczna, niejednorodna i mimo wszystko trochę niedopracowana. Wydaje mi się, że muzycy muszą się wreszcie jakoś określić i wybrać jakąś drogę. No chyba, że to właśnie tak ma wyglądać. W takim przypadku, to ja jednak mam nie do końca po drodze z tym zespołem. Na dzisiaj zupełnie nie mam pojęcia dokąd zespół Grimlord zmierza (o ile gdzieś rzeczywiście zmierza) i jakie są dalsze plany muzyków. Niewątpliwie temat do jakichś przemyśleń na pewno jest.
Piotr "gumbyy" Legieć / [ 12.02.2010 ]
|