Ostatnie lata, a dokładniej okres od 2002 roku to dla fanów metalowych dźwięków, okres bardzo szczególny. Chodzi mi mianowicie oczywiście o dość zauważalny wzrost liczby wydawnictw, których poziom z roku na rok jest coraz wyższy. Rok 2003 był dla wielu jednym z najlepszych okresów w tej dziedzinie muzyki od wielu wielu lat. Kolejny rok, może być w przyszłości okrzyknięty rokiem powrotów thrashowych gigantów: myślę, że każdy kto choć trochę interesuje się tą muzyką wie o co chodzi i wymienianie teraz wszystkich kapel, które się reaktywowały jest bezsensowne. Tak w skrócie przedstawiały się minione lata. Aktualnie mamy początek 2005 roku a już dziś wiemy, iż w tym roku wyjdzie kilkanaście kolejnych, bardzo ciekawych albumów. Wystarczy wspomnieć o kolejnych zapowiedzianych bądź wydanych już albumach Overkill, Testament, Slayer, Heathen, Morgana Lefay, Circle To Circle, Destruction, Sodom, Kreator, Venom, Judas Priest, Distant Thunder... i tak możnaby jeszcze wymieniać kilkanaście znaczących nazw. Dla mnie osobiście, ten rok jest rokiem szczególnym. Powód jest prosty: otóż w tym roku ukazują się nowe wydawnictwa trzech moich ulubionych kapel. Jednym z tych wydawnictw jest nowy album niemieckiej grupy Brainstorm. Mowa tu oczywiście o zapowiedzianym na kwiecień nowym albumie "Liquid Monster". Pisząc jakiś rok temu recenzje wydanego w 2003 roku albumu "Soul Temptation" pozwoliłem sobie trochę ponarzekać na popularność a raczej jej brak, tejże kapeli w Polsce. Cóż... minęły dwa lata od czasu wydania tamtego albumu i niestety sytuacja nie uległa zmianie. Wciąż jest to zespół znany niewielkiej grupie osób. Na szczęście patrząc na trasy koncertowe jakie panowie z Brainstorm odbyli w ciągu tych dwóch lat przekonałem się po raz kolejny, iż Polska to zaścianek jeśli chodzi o ten rodzaj muzyki. Minie naprawdę dużo czasu zanim dołączymy do światowej czołówki: na razie przychodzi nam zadowalać się średniej jakości festiwalami, podczas gdy u naszych sąsiadów rozgrywają się takie imprezy jak znane wszystkim doskonale Wcaken Open Air, Bang Your Head czy inne uznane festiwale muzyki metalowej. Ale wróćmy do albumu bo to właśnie jego dotyczy ta recenzja.
"Liquid Monster" to szósty album w dorobku Niemców, a czwarty z wokalistą Andym B. Franckiem. Trudno uwierzyć, iż kapela, która działa od 89 roku wydała dopiero 6 albumów. Niestety, prawda jest taka, że regularne wydawanie albumów rozpoczęło się dopiero w 1997 roku. Wracając jeszcze na chwilkę do roku 2003, chciałbym przypomnieć, iż wydając album "Soul Temptation" grupa, podzieliła trochę swoich fanów: powstały dwa obozy. Jeden z nich, obóz fanów "szybkiego, czadowego" Brainstorm, drugi to fani tego bardziej epickiego, klimatycznego zespołu. Piąta płyta namieszała w szeregach fanów... jedni "obrazili" się na zespół, drudzy zaś byli zachwyceni drogą jaką obrała kapela. Co do mnie to byłem gdzieś po środku. Nigdy nie potrafiłem podejść w 100% obiektywnie do dokonań tego bliskiego memu sercu zespołu: uwielbiam go zarówno za takie czadowe płyty jak "Unholy" czy "Metus Mortis" jak i za te mniej czadowe dokonania jak "Soul Temptation". No dobrze, ale jak to się ma do nowego albumu? Już wyjaśniam. Otóż, moim zdaniem, po kilkukrotnym przesłuchaniu tego albumu, jestem przekonany, iż otrzymaliśmy naprawdę wyjątkowy album. Wyjątkowy ze względu na to w jak świetny sposób łączy on w sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zespołu. Znajdziemy na nim naprawdę wiele odniesień do chociażby trzech poprzednich albumów Niemców jak i odnajdziemy tu pierwiastki własnego, charakterystycznego stylu oraz drogi jaką powinien podążać zespół w swojej przyszłości. Nie chce aby ta recenzja stała się opisem poszczególnych kawałków. Nie o to chodzi. Mogę jedynie jako dowody przedstawionej wcześniej tezy przywołać parę przykładów. Weźmy pierwszy utwór na płycie: początek, tempo, atmosfera całego kawałka jest żywcem wyjęta z wcześniejszego albumu, a dokładniej z utworu "Highs Without Lows": elektroniczny wstęp, który przechodzi z czasem w miażdżący swoim brzmieniem, gitarami oraz sekcją (nie wspominając już o świetnym wokalu) "heavy metalowy buldożer". Kolejne utwory tylko potwierdzają, iż zespół wciąż pamięta o swojej przeszłości: weźmy takie "Lifeline" czy "Despair to Drown": czuję się jakbym słuchał "Metus Mortis" tylko... z lepszym brzmieniem gitar . "Painside" to z kolei ukłon w stronę poprzedniego albumu a dokładniej utworu "The Leading" (przez wielu fanów uznanego za jeden z najlepszych kawałków zespołu). Osobiście kolejną rzeczą jaka mnie cieszy jest fakt, iż zespół powrócił do tradycji z "Ambiguity" i nagrał kolejną (dopiero drugą w swojej karierze) balladę. Mam tu na myśli utwór "Heavenly". Cukier, lukier, miód, kisiel w majtkach i ciary na plecach podczas słuchania wyśmienitego wokalu to tylko jedne z wielu rzeczy jakie towarzyszą nam podczas słuchania tego kawałka. Poza wyraźnymi nawiązaniami do poprzednich albumów mamy tu jak już wcześniej wspomniałem parę nowych elementów. Po raz pierwszy zespół zdecydował się na nagranie radiowego hiciora. Faktem stało się, iż kapela metalowa potrafi nagrać utwór, który może konkurować na listach przebojów z bardziej znanymi "firmami". Takie są moje odczucia po przesłuchaniu singlowej kompozycji zatytułowanej "All Those Words". Świetne melodie i wokalizy to najmocniejsze punkty tego utworu. Inna sprawa, że z tak zdolnym wokalistą na dobrą sprawę każdy z utworów na nowej ( i nie tylko ) płycie mógłby być swego rodzaju hitem. Nie mogę również pominąć świetnego "Mask Of Life", który to został obdarzony jednym z najlepszych refrenów w historii zespołu: świetny koncertowy hit, który w przyszłości dostarczy wiele radości zarówno fanom jak i zespołowi: jestem o tym przekonany.
Czas na krótkie podsumowanie. Pisząc ponad rok temu recenzje poprzedniej płyty Brainstorm nie byłem bardzo obiektywny: mimo szczerych starań. Pisząc tę recenzje starałem się jak tylko mogłem nie popełniać tych samych błędów. Faktem jest, iż pisząc o nowym albumie ulubionego zespołu nigdy nie będzie się w całości obiektywnym, jednak dziś starałem się ograniczyć swój subiektywizm. Na koniec parę uwag odnośnie całości. Pierwsza sprawa to klawisze, które stały się "kością niezgody" wśród fanów. Otóż mam dobrą wiadomość dla wszystkich fanów "starego Brainstorm". Zespół na nowym albumie ograniczył w bardzo dużym stopniu użycie klawiszy i powrócił do tego co miało miejsce na "Ambiguity". Klawisze można na dobra sprawę usłyszeć w 3 może 4 utworach i to jedynie na początku lub środku utworu: po czasie znikają one kompletnie, a raczej uginają się pod ciężarem bębnów i gitar. Kolejnym plusem są solówki: dawno nie było tak, iż można je usłyszeć praktycznie w każdym utworze: faktem pozostaje to, iż są to głównie wolniejsze, melodyjne dźwięki, jednak nie brak tu także naprawdę ciekawych solówek takich jak chociażby w utworze "Inside The Monster". Pozostając przy plusach. Już po raz kolejny brawa należą się za produkcję i brzmienie, które w połączeniu z muzyka, odpowiednim sprzętem i głośnością daje naprawę niesamowity efekt. Tyle, jeśli chodzi o stronę techniczną . Wracając do muzyki nie sposób pominąć świetnego jak zwykle wokalu: lider Brainstorm po raz kolejny udowodnił, że należy do czołówki światowych wokalistów metalowych (swoją drogą jestem przekonany, że w tym roku zrobi to jeszcze raz wydając kolejny album ze swoim zespołem Symphorce). Brawa należą się również sekcji, która szczególnie w szybkich kawałkach pozostawia głębokie rany w uszach słuchaczy. Nie sposób również pominąć duetu gitarzystów, którzy odwalili kawał dobrej roboty głównie jeśli chodzi o riffy: niech za przykład posłuży chociażby niesamowicie ciężki a jednocześnie melodyjny riff w "Invisible Enemy" czy "rozpędzone tornada" w "Lifeline" czy "Despair To Drown". Żeby nie było, iż album ten nie posiada słabych punktów: osobiście nie mogę się do końca przekonać do zamykającego album utworu "Burns My Soul". Owszem kawałek zawiera naprawdę dobra linie melodyjną, jednak wypada dość słabo w porównaniu z resztą. Takim kawałkiem jest również "Painside". Mimo, iż jest to potencjalny hit to klawisze, które z czasem jednak znikają, psują trochę końcowy efekt. Poza tym na dzień dzisiejszy mam z tym utworem podobny problem co z "Burns My Soul"- wypada średnio przy reszcie utworów.
Na zakończenie dodam tylko tyle, że osoby, które znają już twórczość opisywanego zespołu nie potrzebują specjalnych namowów do tego, aby posłuchać tego krążka, jednak Ci, którzy jeszcze nie znają twórczości Niemców, powinni jak najszybciej nadrobić zaległości. O ile poprzednia płyta, nie była dość reprezentatywną płytą zespołu, to zaryzykuje stwierdzenie, iż nowy album jest właśnie taka płytą. Dlaczego? Chociażby dlatego, iż łączy ona w sobie najlepsze elementy wcześniejszych albumów: różnorodność "Ambiguity", czad "Metus Mortis" i melodie "Soul Temptation". "Liquid Monster" to kolejny bardzo dobry album, który mimo tego, iż nie jest łatwo przyswajalny i potrzebuje czasu aby go docenić (wynik "fuzji" elementów z poprzednich albumów), tylko potwierdził pozycję Brainstorm w pierwszej lidzie zespołów heavy/power metalowych. Mam nadzieje, że dowody przyjdą wkrótce same w postaci opinii różnorodnych pism, wyników sprzedaży oraz światowych tras koncertowych. Trzymając kciuki wracam do słuchania tego naprawdę bardzo dobrego albumu.
Piotrek / [ 12.05.2005 ]
|