01. Seeds Of Sorrow
02. Reasons
03. Around
04. Can You Hear The Sound
05. Snowbound
06. Journey Black
07. Evening's Fall
08. Coldness Of My Mind
09. Take Me Away
10. Here We Are



Nie wiem czemu ale czekałem z recenzją tej płyty aż do samego Wacken Open Air. Miałem okazję posłuchać premierowych kawałków na żywo i ocenić jak wypadają. Rzadko zdarza się taka możliwość także czemu by nie skorzystać. Zająłem się więc innymi płytami a "Coldness" leżał i spokojnie czekał na swoją kolej.

Głupia sprawa bo jak pisałem w relacji z WOA 2004 o koncercie Kotipelto zwyczajnie zapomniałem i na całość setu niestety nie zdążyłem. Nowe kawałki jednak usłyszałem i utwierdziły mnie w przekonaniu, że to "tylko" dobre, nie powalające kompozycje. Na domiar złego sam Kotipelto przyznał, że Stratovarius to raczej rozdział zamknięty. Przyznam, że stojąc tam pod sceną i słuchając Timo bardziej żałowałem tego iż nie będzie nowego Stratovariusa, że tak świetny zespól odszedł w niepamięć niż zachwycałem się dźwiękami sączącymi się ze sceny. Dlaczego? Otóż "Coldness" to po prostu fajny, słuchalny i wpadający w ucho melodyjny power metal do jakiego Kotipelto zdążył nas już przyzwyczaić. Nie jest to jednak płyta, która powali Was na kolana, która sprawi tak jak np. "Destiny" czy "Visions", że nazwa Kotipelto zostanie wyryta na zawsze w Waszej pamięci...

"Coldness" to druga solowa płyta Timo. Kotipelto po upadku Stratovarius startuje praktycznie od zera, co prawda z bagażem doświadczeń, kontaktów i masą fanów, która z braku nowych produkcji Tolkki'ego i spółki sięgnie po solowe płyty wokalisty. Niestety to wszystko jakby nie miało tego pędu, rozmachu. Niby słychać, że Timo żółtodziobem nie jest ale od takich muzyków oczekujemy więcej. Niby wszystko gra ale jednak. Zaciekawił mnie jeszcze jeden fakt. Udając się na koncert Thunderstone spotkałem Timo, z którym razem powędrowaliśmy zobaczyć show Finów. Kotipelto bacznie obserwował to co działo się na scenie. Czyżby podglądał swojego perkusistę Mirka Rantanen'a? A może najzwyczajniej w świecie sprawdzał konkurencję? Wszak Kotipelto to nie Stratovarius. Co prawda znak rozpoznawczy kapeli ale renoma nie ta. Nie wiem jak to wszystko się dalej potoczy ale fakt jest faktem, Timo musi zdrowo zasuwać by dokonać tego co zrobił ze Stratovarius.

Nie zrozumcie mnie źle. Jak dotąd z treści tej recenzji wynika, że "Coldness" to słaba płyta. Co to to nie. Drugi solowy krążek Timo to naprawdę miła muzyka. Zresztą sam skład: Michael Romeo (Symphony X), Janne Wirman (Children Of Bodom, Warmen), Mirka Rantanen (Thunderstone/ Tunnelvision/ Warmen), Jari Kainulainen (Stratovarius) mówi nam że kichy nie będzie. Niestety na kolanach też nie jestem. "Coldness" nie wywołuje u mnie ani spoconych gatek ani odrazy. Ot przyjemna płyta, której można od czasu do czasu posłuchać. Kupa melodii, kupa dobrych wpadających w ucho refrenów. Kilka ciekawych harmonii. Rasowy melodyjny power metal. Jak Timo sprawdza się w takiej muzyce pisać chyba nie trzeba.

"Coldness" to dobra płyta, ale tylko dobra. Każdemu miłośnikowi takiej muzyki na pewno przypadnie to do gustu ale nic więcej. Nie wiem jak potoczy się historia Stratovarius do którego Timo zawsze będzie przyrównywany czy tego chce czy nie. Jak na razie nie sili się na oryginalność i robi to co robił dawniej. Może w przyszłości wysmaży jeszcze coś na miarę "Destiny". Kto wie? Z tego co mówi wydaje się, że ma zapał do pracy i chęć zrobić coś dobrego. Czy tak będzie zobaczymy, choć szczerze mówiąc nie chce mi się w to wierzyć.

Krzysiek / [ 22.11.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Kotipelto
Coldness

Century Media - 2004r.




6,5/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!