Jakiś czas temu zrecenzowałem album "III", który bardzo przypadł mi do gustu. No i minął rok i od dłuższej chwili obcuję z kolejnym wydawnictwem projektu Spinofonia. Przypomnę, że tu szefem jest Dawid Kielar, który zaprasza przeróżnych gości. Całość muzyki jest instrumentalna, a Dawid odpowiada za perkusję i cyfrowe pianino. Dla gości pozostają gitary, skrzypce i bas. Czym się różni najnowsza płyta od tej poprzedniej? Krótko mówiąc - niczym.
Na album "4" trafiło siedem kompozycji, które przenoszą nas w świat wyobraźni. Dokładnie tak samo jak było na poprzedniej płycie. Mamy tytuł utworu i muzyczną wariację na ten temat. Możemy sobie sami odpowiedzieć/wymyślić co autorzy mieli na myśli, jaki jest przekaz. Z drugiej strony możemy też pozwolić, żeby ta muzyka sobie swobodnie płynęła i słuchać jej bez większej "rozkminy". A dzieje się tutaj naprawdę dużo. Sporo w każdym z utworów się dzieje. Są częste zmiany rytmu, nastroju, czy też tempa. Sporo ozdobników, ciekawych zagrywek i nieoczekiwanych zmian narracji. Nie brakuje tutaj rockowych/metalowych riffów, pięknych, folkowych skrzypiec, czy przyjemnych klawiszy.
Każdy kolejny numer to osobno namalowana historia. Od typowo metalowego "Zrywając sidła" (tu nawet podwójna stopa się pojawia) po dość leciutki i mocno liryczny "Kompas". Bardzo ulotny i delikatny w swoim przekazie. Jak napisałem wcześniej - muzyka jest instrumentalna. Ale tu ważna uwaga: nie brzmi to jak podkład, do którego zabrakło wokali. Każdym kolejnym utworze mamy wiodący instrument (potrafi on się zmieniać), który prowadzi nas przez historię. Raz jest to gitara, raz skrzypce, a czasami klawisze. Te wiodące instrumenty nakładają się na siebie, zazębiają i mieszają. Tworzy to świetny efekt wielowarstwowej opowieści. Posłuchajcie na przykład "Wyma-żona". Tam na zmianę kolejne instrumenty prowadzą narrację. A tylko nasza wyobraźnia dopowiada resztę.
Spinofonia to ciekawy pomysł na muzykę i jej przekaz. Chylę czoła przed autorami tej muzyki. Naprawdę trzeba mieć szerokie horyzonty i umiejętności kompozytorskie, żeby to wszystko tak poskładać. Do tego współpraca z różnymi gośćmi - tu też ciekawie to wyszło. Wiadomo, każdy muzyk po swojemu podchodzi do grania, ma swoją wizję i pomysły. Dzięki temu "4" ma sporo świeżości i pełna smaczków. Słucham tego materiału z przyjemnością i zupełnie mi się nie nudzi.
Dawid Kielar postanowił (i efektownie zrealizował) pomysł muzyki, która maluje obrazy w naszej głowie. Tak było przy okazji "III" i tak samo jest tutaj. Ja nie wiem dokładnie na czym to polega, ale kurde bele - to po prostu działa. Słuchając tych utworów w mojej łepetynie tworzą się historie, pojawiają się jakieś wątki i "wydarzenia". Co ciekawe przy kolejnych odsłuchach mój mózg (he?) prowadzi inną narrację i kreśli mi inne "widoki". Trochę to dziwne, no ale co poradzić?