1. Advancing Constantly (Prelude to Terror)
2. Sickness Among Us
3. Boiling Dogsblood
4. Fuckbody
5. Worry Yourself to Death
6. Madcap Terror
7. Occupation: Son
8. Goddamn Asskicking Well



Są takie zespoły, które nie bacząc na dominujące w danym okresie trendy sieją swój prywatny terror, mając głęboko w dupie (znaczy w poważaniu) to czy wbiją się w mainstreamowy nurt i po prostu grają tak jak im w duszy gra, bez pozerstwa i sztucznego udawania. I właśnie taki jest krakowski Terrordome, którego muzykę poznałem wiele lat temu. Gdzieś w okolicy ich debiutanckiego albumu "We'll Show You Mosh, Bitch!" z 2011 roku. Wówczas pomyślałem, że to jest maga szybki wehikuł czasu do lat 80., w których poznałem silę muzyki crossover i kapele typu D.R.I., Wehrmacht, S.O.D. i wiele innych. Prosty, chwytliwy i agresywny przekaz, jednocześnie ciężki i dewastujący. Taka była muzyka też muzyka Terrordome. Później, z biegiem lat poleciały kolejne materiały, a zespół cyklicznie głośno dawał znać o sobie na metalowym podwórku. Jakieś wywiady, koncerty. Tempo było tak szybkie, że nie każdy wytrzymywał w tym skaldzie, który często się zmieniał.

I traf chciał bym dostał w prezencie pierwsze demo "Shit, Fuck, Kill" (2007), a w zasadzie reedycję z 2020 roku. A zatem skoro w 2025 roku, na swoje dwudziestolecie istnienia, zespół wydał swój najnowszy album "Plagued with Violence", to jest dobra okazja by przypomnieć sobie owe demo. "Shit, Fuck, Kill" było nagrywane w okresie od grudnia 2006 do lutego 2007. A było to mniej niż piętnaście minut crossoverowego szaleństwa, do którego wprowadziło nas przemówienie generała Pattona z filmu "Patton" (1970). A dalej poleciało jak z górki, ale na łeb, na szyję. Szybkie, proste, łomoczące kawałki buzujące agresywnością i szczerą energią. Bez sztucznego nadymania się i napinania, po prostu bez ceregieli, prosto w ryj.

W życiu przetrawiłem trochę przeróżnych crossoverowych bandów, oczywiście tych z lat 80. i powiedziałbym, że Terrordome zawsze było bliżej do thrash metalu niż punk rocka. Od samego początku było to słychać. Ciężkie brzmienie, szybkie i miażdżące riffy, prosta, często blastująca perkusja (z podwójną stopą). I krzykliwe skandowanie lub wrzask przeplatany bardziej histerycznym krzykiem lub prawie growlującym wokalem, a nawet dobitnymi, stylowymi chórkami. Gitarowe solówki to wyjątkowa rzadkość. Ale jeśli się pojawiły to nieźle pokąsały. Aranżacje utworów bardzo dynamiczne, wręcz wymuszające na słuchaczu totalny moshing. Bo samo machanie głową nie wystarczy. I co najważniejsze - te krótkie, mega dynamiczne utwory natchnione były duchem crossoveru z lat 80. Mimo dwudziestu lat różnicy - kawałki brzmiały niczym z tamtych lat. Gdybym nie wiedział to pomyślałbym, że "Shit, Fuck, Kill" pochodzi właśnie z tamtego okresu.

Utwory z "Shit, Fuck, Kill" zostały ponownie wydane na składance "We'll Show You Bosch, Mitch!" (2014). Oczywiście do tej pory Terrordome przeszło pewien progres, można rzecz, że dojrzało, co można porównać właśnie z najnowszym albumem "Plagued with Violence". Ale na pewno nie zwolnili tempa, ani ich muzyka nie osłabła, a nawet wręcz przeciwnie.

Boiling Dogsblood:



Paweł "Pavel" Grabowski / [ 11.03.2026 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Terrordome
Shit, Fuck, Kill

Defense Records - 2020 r.




-/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!