01. Make Me A Bird 02. Gallows Pole 03. We're All Private Property 04. John the Revelator 05. It's All That Simple 06. Guillotine Song 07. Different Places 08. Greengrass 09. Cuckoo 10. Forest Blues 11. Song for Dylan 12. Little Omie 13. God Below
Który to już album tego bluesowego duetu z cmentarza? Nie wiem, ale mój trzeci. Także wciąż nie wiem jakie są prawdziwe imiona ukrywających się pod pseudonimami: MG (śpiew, gitara, cajon, instrumenty perkusyjne i klawiszowe, harmonijka, mandolina) oraz PO (gitara prowadząca). Ale za to wiem, że ci co gościnnie udzielali się na tym albumie mają już swoje nagrobki na cmentarzu Blues For Neighbors. A są to (a może już byli): Rafał Przewłocki (cigar box guitar, banjolele), Kamil Bieńczak (śpiew) i Błażej Grygiel (bouzouki, bas, organetta). No cóż, zapewne odegrali swoje partie i by nie było świadków - zostali sprzątnięci - pozostawiając ciekawe instrumenty, które można zawsze przehandlować na whiskey.
A panowie z duetu jak grali, tak grają swój posępny i delikatnie mroczny blues, który przenosi słuchacza w świat westernów. Ale raczej nie tam, gdzie ciągły strzał rewolwerów i odgłosy pijackiej, barowej rozróby umilały ludziom życie. A raczej tam gdzie życie toczy się powoli. Może na prerię? A nawet jeśli pojawią się jakieś strzały to i tak nie zmącą one błogiej obojętności. Gdyż właśnie taka jest muzyka Blues For Neighbors - najczęściej spokojna i lekko senna, czy wręcz hipnotyczna. Z jakimś tchnieniem nostalgii czy też melancholii oraz szczyptą mroku. Ale także bardzo melodyjna i rytmiczna (w bluesowym znaczeniu). A innym razem lekko taneczna. I nawet jeśli pojawiają się jakieś uniesienia emocjonalne (zazwyczaj wokalne) to są one szczątkowe, zbytnio nie wyrywające z tego stanu spokojności. Gdy słowa liryk traktują o śmierci, to nikogo to już nie wzrusza. Niby kogo - przecież wszyscy w około są pogrzebani na tym cmentarzu. A delikatne odgłosy przyrody jeszcze bardziej sprawiają, że otacza nas spokój.
Aranżacyjnie kompozycje są klasyczne (w rozumieniu muzyki północnoamerykańskiej, łączącej w sobie cechy country i bluesa). Oczywiście instrumentami dominującymi są akustyczne instrumenty strunowe, które jednocześnie tworzą bazowe akordy jak i melodie przewodnie, czy solówki (wraz z harmonijką ustną). Zaś rytm wybija transowo cajon, uzupełniany przez perkusyjne "przeszkadzajki" (które wcale nie przeszkadzają, a uzupełniają rytmikę). W bardziej dynamicznych utworach rytm nabiera cech stukotu pociągu lub galopującego konia. A tłem, czasem zajmują się brzmienia klawiszy (co uwspółcześnia tę muzykę w niewielkim stopniu i poszerza jej horyzont). Także wokalnie, wszystko ze sobą współgra. Spokojny, posępny, czasem melancholijny śpiew towarzyszy tej muzyce (z bluesowo countrowym frazowaniem). No, może czasem podniesie się jakiś krzyk, albo pojawi się śpiew wielogłosowy. Są momenty które kojarzą się z rdzennym "czarnym" bluesem. Innym razem śpiew może kojarzyć się ze śpiewem Adama "Nergala" Darskiego w Me And That Man.
Ogólnie, mimo swoistej senności, utwory są bardzo chwytliwe - aż nóżka delikatnie sobie tupie, a głowa się kiwa. Niektóre z utworów są muzycznie i lirycznie oparte na tradycyjnych piosenkach. Muzyka Blues For Neighbors pozwala odetchnąć od dnia codziennego i pośpiechu teraźniejszości.