Jedyny twórca death-grindującego Painful Insomnia znany jako Thorn konsekwentnie realizuje swoją pasję nie bacząc na aktualnie modne nurty. Jego inne uzewnętrznienia usłyszymy także na nieistniejącym już Arma Christi lub aktywnych, pobocznych projektach Slavia i Stigmata Diaboli.
Pierwszy song "Welcome to My Hell!" nie pozostawia złudzeń. Thorn wita nas w swoim piekle miażdżącego death grindu o motorycznym przebiegu i mrocznym klimacie. Z różnorodnymi tempami: od wolniejszych momentów po wściekłe manifestacje. Całości dopełniają wielobarwne monstrualne i zwierzęce wokalizy. Po pierwszym utworze już nie mamy wyjścia i zagłębiamy się w bardziej dynamiczniejszy "No Way Out", w którym przeważają szybkie tempa. Więcej grindu w death metalu. "Bloody Rain" toksycznie zalewa nas swoimi miażdżącymi riffami aż do totalnej ulewy. Poza specyficzną deathmetalową melodyką utwór kończy się mroczną atmosferą. "Psycho Blade Killer" to potężny i ciężko młócący kawałek z polifonicznymi wokalami. Monstrualne growle, demoniczne wrzaski, przeraźliwe piski i mordercze melodeklamacje. W tym utworze tkwi wiele demonów. Tytułowy "Brutal Homocide" można rzec, że manifestuje się klasycznie w stylu Painful Insomnia. Usłyszymy tutaj wszystkie patenty z poprzednich kawałków. Czyli motoryczne i tłumione riffy, miażdżące akcje, brutalne przyspieszenia ale też krótkie gitarowe solówki. Wyeksponowanie różnorodnych brzmień wokali sprawia wrażenie prowadzenia monologów przez różnych bohaterów historii, które opowiada Thorn. Album kończy "Carrie My Love...", który posiada wyraźne cechy black metalowych manifestacji. Klimatyczne arpeggia o złowieszczej melodyce przeplatane szaleńczymi gitarowymi riffami z mega wściekłymi i demonicznymi wokalizami. Jednak to tylko jedna strona medalu. Drugą tworzą deathmetalowe chwile. Miażdżące i zabójcze.
Album trwa poniżej dwudziestu minut. Więcej nie trzeba by pozbawić człowieka snu. Dodam, że miksem i masteringiem po raz kolejny zajął się nasz rodak z Norwegii Krystian Łukaszewicz w Black Aura Aduio, dzięki czemu ten brutalny materiał stał się klarowny nie tracąc przy tm na miażdżącej ciężkości. Zaś grafiki do albumu stworzył Jan Ziuzia.