01. Pennywise - Ace of Spades
02. Rancid - Sex & Death
03. The Bronx - Over the Top
04. Lagwagon - Rock'n'Roll
05. Fear - The Chase Is Better than the Catch
06. GBH - Bomber
07. Murphy's Law - Stay Clean
08. Slaughterhouse - Love Me Like a Reptile
09. The Casualties - The Hammer
10. Anti-Nowhere League - Born to Raise Hell
11. Love Canal - No Voices in the Sky
12. Soldiers of Destruction - Overkill
13. Wisdom in Chains - Iron Fist
14. Motörhead & The Damned - Neat, Neat, Neat



Motörhead to wyjątkowy przykład zespołu, który zawsze łączył zamiast dzielić. Kiedy punkowcy pięściami wyjaśniali wyższość słuchanego przez nich podgatunku nad innymi, tak przy kapeli Lemmy'ego ręka im już musiała zadrżeć. W końcu było to granie za szybkie na hard rocka, zbyt brudne na rock'n'rolla, zbyt wściekłe na heavy metal. I tylko na te długie włosy lidera trzeba było przymknąć oko. Grupy Motörhead może już nie ma, ale jej muzyka jest ciągle żywa. Podobnie zresztą jak pamięć o wpływie tej kapeli na całą muzyczną scenę, również tą punk rockową.

Z okazji 50-lecia powstania tej legendarnej formacji, śmietanka punka wspomagana odrobiną świeżej krwi postanowiła złożyć hołd Lemmy'emu i spółce nagrywając "A Punk Tribute to Motörhead". Płytka ukazała się nakładem BMG będąc częścią oficjalnych obchodów jubileuszu i przybrała formę zbliżoną do "The Manticore Tapes". Mamy więc rozkładanego digi, z którego z jednej strony wyciągamy książeczkę, a z drugiej: płytkę. Nie cierpię gdy nośnik lata sobie w tekturze, no ale niestety coraz więcej wydawnictw korzysta z takiego rozwiązania. Nic się nie zrobi - można tylko narzekać. Layout i okładka to coś na kształt kolażów/wycinanek co bardzo pasuje do takiej anarchistycznej w swym DNA muzie (a i przypomina mi "Spider-Punka"). W środku logo zespołu na tle okładek albumów, info o poszczególnych kawałkach, no i wspomniana książeczka z długim artykułem autorstwa Camerona Mouata z The Punk Rock Museum. Ach, no i na końcu dorzucono jeszcze parę fotek kapel z sesji nagraniowych tegoż hołdu. Wstydu nie ma. Jak z kolei z warstwą muzyczną?

Mimo iż na krążku mamy przedstawicieli zarówno starej gwardii (m.in. GBH, Murphy's Law, Anti-Nowhere League, czy Lagwagon), jak i młodszego pokolenia punkowców (The Bronx, Slaughterhouse, Wisdom in Chains), to wszystkich łączy jedna rzecz: to, z jaką czcią podchodzą do materiału źródłowego. Nikt tutaj nie próbuje na nową odkrywać koła, nikomu nie przychodzi do głowy, by wywrócić jakiś kawałek Motörhead do góry nogami. Fani rozpoznają hity "po jednej nutce": "Ace of Spades" będzie brzmiał jak "Ace of Spades", a "Iron Fist" jak "Iron Fist". Tyle że... jednak troszkę inaczej. Wiadomo: inny zestaw muzyków, więc gdzieś delikatnie zagrywki będą się różnić, inaczej rozłoży się akcenty. A to nieco inne przejścia na perkusji (ten instrument prowadzi wręcz taki np. "Rock'n'Roll"), a to bardziej wyrazista gra na gitarze, czy też (a może przede wszystkim) wytłuszczone partie basu. To ostatnie, w dobie chowania niskich tonów w tle, cieszy szczególnie. Solóweczka w "Stay Clean", "Rock'n'Roll", "Overkill", czy fantastyczne ciągnięcie "The Hammer" - nie da się tym instrumentem nie zachwycać. Niby instrumentalnie to ten sam Motörhead, niby słyszeliśmy to wszystko milion razy, a jednocześnie nie można narzekać - tego się po prostu dobrze słucha. I o ile muzycznie rewolucji nie ma (choć plusik za podchodzący pod AC/DC "The Chase Is Better than the Catch"), to wokalnie mamy tu już niesamowity przekrój.

Lemmy głos miał jaki miał: słuchając oryginałów można odnieść wrażenie, że ktoś nam papierem ściernym szlifuje bębenki uszne. Jego styl i maniera były niepodrabialne, dlatego też to właśnie wokal najbardziej zwraca na "Killed by Deaf" uwagę. Niektórzy frontmani również posiadają charakterystyczną chrypkę - tutaj można chociaż wyróżnić Pennywise, Rancid, czy The Bronx. Wokalista tego ostatniego przypomina mi wręcz to, co dostaliśmy niedawno "The Manticore Tapes". Ciekawie wypada również legendarne GBH - dzięki partiom Colina Abrahalla aż miałem przed oczami młodego Paula Di'Anno. Mamy jednak na "A Punk Tribute to Motörhead" również głosy mocno odbiegające od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Wokalista Love Canal pokazuje, że "No Voices in the Sky" to prawdziwy, radiowy hit. Również i Joey Cape z Lagwagon to zupełnie inny biegun niż Lemmy. Do tego np. zadziorny James Drescher z Murphy's Law, David Rodriguez z The Casualties, który spokojnie odnalazłby się w deathcore'owym repertuarze, czy w końcu "Love Me Like a Reptile" Slaughterhouse z... dziewczyną za mikrofonem. I jakże ona ciśnie!

Mówi się, że najlepiej słucha się melodii które już znamy - "Killed by Deaf" udowadnia, że tak jest w istocie. Hity Motörhead znamy i lubimy - jaki zespół by ich nie prezentował to nóżka tupie, a główka się kiwa. Ta muza zawsze przekraczała bariery gatunkowe i ten tribute pokazuje, że i punk rockowcy pięknie się w niej odnajdują - w zasadzie nie ma tutaj żadnej wpadki. Dodam na końcu, że jako wisienkę na torcie dorzucono również i samo... Motörhead. Z czeluści piekieł wygrzebano nigdy wcześniej niewydane, wspólne wykonanie "Neat, Neat, Neat" z legendarnym The Damned. Zresztą: bardzo sympatyczne.

Rancid - "Sex & Death":



Tomasz Michalski / [ 18.12.2025 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Various Artists
Killed by Deaf - A Punk Tribute to Motörhead

BMG - 2025 r.




8/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!