The No-Mads - "O miłości do piwa!"


The No-Mads - tej thrash metalowej załogi nie trzeba specjalnie przedstawiać... Zespół istnieje od kilku dobrych lat i w swojej dyskografii ma cztery studyjne płyty. 30 listopada miała miejsce premiera najnowszej płyty naszych thrashersów którą opatrzono tytułem "Lost Control". Z tej okazji solidnie pomęczyliśmy Sylwię i Przemka. Temat tego wywiadu w zasadzie jest jeden - nowa płyta. Zapraszamy do poczytania o co z tym "Lost Control" chodzi...





Witam bardzo serdecznie! Ostatnio gawędziliśmy sobie na naszych łamach w 2009 roku. Kilka latek upłynęło i wracacie do nas z nową płytą. Pozwolicie, że to będzie jedyny temat tego wywiadu? Gotowi na solidną porcję pytań? (śmiech)

Przemek: Spoko! Lubię konkrety, wal śmiało, hehe!

To lecimy... "Lost Control" nagrywaliście w Studio 67, a nie u Tomka Zalewskiego jak poprzedni krążek. Dlaczego tam? Przecież z Zeda byliście zadowoleni...

Przemek: Byliśmy bardzo zadowoleni! Zresztą "The Age OF Demise" brzmieniowo broni się do dziś ale gdy zadzwoniłem do Tomka okazało się że terminy ma zaklepane na rok do przodu... Parę osób polecało nam Dominika Burzyma, posłuchałem jego produkcji a i sam Tomek dość pochlebnie się o nim wyraził... Zadzwoniłem, pojechałem i klepnęliśmy termin.

A jak przebiegała sama sesja? Udało się zrealizować wszystko według wcześniejszego planu? Czy też nie brakowało jakichś niespodzianek?

Przemek: Sesja przebiegła bezproblemowo, zgodnie z planem, który sobie ustaliliśmy. Dominik ma taki charakter, że pilnuje umówionych rzeczy.

Przyznam, że "Lost Control" brzmi znakomicie. Jest w tym moc, przestrzeń i świetne proporcje. Więc tylko dla formalności zapytam, czy tak to sobie wyobrażaliście przed sesją?

Przemek: Niezupełnie, hehehe! Dominik zaskoczył nas tym, że najpierw chciał poznać nasze starsze nagrania o następnie sam przedstawił swoją wizję naszego brzmienia - oczywiście bazując na naszych sugestiach. A ponieważ zrobił to w taki sposób, że widać było, że wie o czym mówi, postanowiliśmy mu zaufać. Czy było warto? Oceń sam. Moim zdaniem tak. Ja znów nauczyłem się czegoś nowego. Okazało się, że niektóre moje wyrobione nawyki i patenty są trochę przestarzałe w obliczu nowoczesnych technologii - i nie chodzi tu tylko o grzebanie w komputerze przy edycji a na przykład podejścia do rejestracji gitary - pełnego wykorzystania dobrodziejstw współczesnych wzmacniaczy high-gainowych i temu podobne.

Czyim pomysłem jest okładka? I kto ją wykonał?

Przemek: Autorem jest grafik z Warszawy, Biskup. Nieprawdopodobnie wyczuł klimat płyty i tematy liryków Sylwii. Pierwszy projekt okazał się być ostatecznym, hehehe!

To się nazywa strzał (śmiech). Hmm... okładka i tytuł płyty w jakiś sposób się łączą? A jak to wygląda w odniesieniu do utworu tytułowego? Wydaje mi się, czy obrazek pasuje również do kawałka numer 2, czyli "Politix (World Of Shit)"?

Sylwia: Jak zauważyłeś utwór "Lost Control" oraz "World Of Shit" idealnie pasują do okładki (albo odwrotnie, jak kto woli). Jedyna różnica polega na tym, że tekst do "Lost Control" jest bardziej ogólny, wszechstronny, obejmujący różne problemy trawiące świat. "World Of Shit" traktuje konkretnie o politykach - ich zakłamaniu, chciwości i hipokryzji. Wspólnym mianownikiem obu tekstów jest zepsucie ludzi spowodowane niekontrolowaną rządzą pieniądza. Uff, ale się zrobiło poważnie!

Hehe... jak widać thrash metal to nie tylko teksty o "motorach, piwie i dupach" (śmiech)... To porozmawiajmy o pozostałych tekstach. O czym opowiada "Final Destination"?

Sylwia: Po polsku to "Oszukać przeznaczenie". Jest to tytuł jednej z moich ulubionych filmowych serii. Tekst opisuje, najprościej to ujmując, główną koncepcję filmu - jak oszukać śmierć, która chce Cię dopaść! Jeśli są tacy, którzy jeszcze nie oglądali to polecam!

Wspomniany już "Politix..." to oczywiście hołd dla naszych i nie tylko panów polityków, czyż nie? (śmiech)

Sylwia: Hm... nic dodać, nic ująć. Inspiracją do napisania tego tekstu był jak najbardziej nasz polski grajdoł polityczny, a przesłanie jest proste - nasi politycy to kłamcy oraz kombinatorzy, bez klasy i godności widzący tylko czubek własnego nosa. Wiem, powiesz teraz, że nie odkryłam raczej Ameryki... No, ale cicho siedzieć też nie ma co!

Pewno, że nie! Utwór tytułowy?

Sylwia: To tekst bardzo prosty w swoim przesłaniu. "Lost Control" opowiada o lęku przed niepewną przyszłością Ziemi. Powodem takiej wizji jest wszechobecny dzisiaj kult nowoczesnej techniki powiązany w wielkimi pieniędzmi, jakimi obracają korporacje i rządy. Świat wartości zastąpił świat przedmiotów. Wojny, degradacja środowiska, kryzysy gospodarcze, kraje biedne i słabo rozwinięte dostarczające tanią siłę roboczą (a raczej niewolników) to część naszej rzeczywistości. Ci, którzy mają władzę myślą, że kontrolują sytuację... ale co jeśli kiedyś ludzkość utraci kontrolę nad złem naszych czasów? No... takie tam filozoficzne dyrdymały! He he!

Hehe... "dyrdymały". "Possessed By Bier" to 4 część piwnej historii. Było "Pleasure To Drink", "Thrash Alkoholisation" i "Unter der Bar". To tak banalnie zapytam, o czym opowiada ten nowy numer? (śmiech)

Sylwia: O miłości do piwa!

"C.A. River Plate"... eee... ten opuszczamy, bo to w sumie nic ciekawego... (śmiech), no dobra... Sylwia dajesz (śmiech)...

Sylwia: To numer o moim ulubionym argentyńskim klubie piłkarskim Club Atletico River Plate. Koniec rundy wiosennej 2011 to był prawdziwy horror! River zagrożony spadkiem grał baraże (po raz pierwszy w historii klubu, a istnieją od 1901 roku). Oglądałam obie transmisje na żywo, w środku nocy. Po drugim meczu, który przesądził o spadku z Primera Divison nie mogłam się pozbierać. Wtedy natchnęło mnie, żeby napisać ten tekst. Targana emocjami i nieopisanym smutkiem napisałam utwór - ku chwale C. A. River Plate!

Katastroficzny "The Impact" to chyba inspiracje wywodzące się z kilku filmów, czy też z jakiegoś konkretnego?

Sylwia: Tym razem to nie film był inspiracją dla tekstu, lecz fobia przed spełnieniem przesławnej już przepowiedni Majów, jaka ogarnęła większość ludzi przed grudniem 2012. Trochę mnie to bawiło, ale klimacik był niezły! He he. Zaczęłam się zastanawiać co by to mogło być, jak nasza piękna Ziemia zakończy żywot. Hm... takie piwne tsunami, to by było coś! W końcu wymyśliłam sobie kawałek skały, który walnie z naszą planetę.

Sylwia... tekst do "Red Blood Bay" zrobił na mnie spore wrażenie...

Sylwia: Pewnego dnia obejrzałam film dokumentalny "Zatoka Delfinów" (org. "The Cove"). Długo nie mogłam dojść do siebie. Film (nakręcony z ukrycia dokument) opowiada o bestialskim mordowaniu delfinów w japońskim Taiji. Delfiny z młodymi, których jest tak dużo, że łodzie pływają dosłownie po ich głowach, uwięzione w małej zatoczce zabijane są harpunami i innymi dzidami. A potem są zjadane. Szok!

Masakra... No i został nam jeszcze instrumentalny "Oort Cloud", który też opowiada jakąś ciekawą historię. Skąd taki pomysł i inspiracja? Przemku... czy dobrze tam wyłapałem Twoje fascynacje zespołem Voivod?

Przemek: Od Voivoda to ja się nigdy nie uwolnię, hehehe! Mogę tylko dodać, że to Kanada chyba ma na mnie taki wpływ. Nie byłem tam, ale może kiedyś... Powiem tylko, że jestem wielkim fanem Rush a akurat podczas pisania tego utworu byłem pod dużym wpływem Devin Townsend Project. A w sumie, to najwiekszą inspiracją do tego utworu, który powstał jako ostatni, był cały nowy materiał. Po skomasowanej jednoznacznej porcji zabójczej energii, potrzebowałem czegoś wieloznacznego, nie do końca oczywistego. Utwór instrumentalny, wielowymiarowy i wieńczący płytę był logicznym wyborem. A zainteresowanych tematem zachęcam do lektury opisu w książeczce lub na wikipedii, choć dołożyłem trochę teorii od siebie, hehe!

W tym instrumentalnym kawałku outro na basie zagrał Jędrzej. Proszę pochwalcie Jędrka, który teraz robi furorę na całkiem innym polu.

Przemek: Jędrzej skończył wydział jazzu w Katowicach. Brał udział w kilku projektach, ale taki najbardziej "jego" jest duet Interplay Jazz Duo, który tworzy wraz z Kamilem Urbańskim (fortepian). Wygrali prestiżowy konkurs "Bielska Zadymka Jazzowa" - entuzjastycznie wypowiadał się o nich Jan Ptaszyn-Wróblewski. Nagrali debiutancki album, który był dołączony do pisma Jazz Forum, a w tym roku zdobyli Fryderyka w kategorii Jazzowy Debiut Roku. Jeszcze gdy kończyliśmy współpracę, proponowałem Jędrzejowi - mówiłem że zawsze jest u nas mile widziany gościnnie na basie - i słowo się rzekło, hehehe! Jędrzej bywa na naszych koncertach a ostatnio spotkaliśmy się na Death w Krakowie - Jędrzej nie zapomniał o starych mistrzach.

Jest jeszcze drugi gość, który śpiewa z Sylwią w utworze "Possessed By Bier". Kto, gdzie, kiedy i dlaczego? (śmiech)

Sylwia: Ten gość to Fritz z niemieckiej kapeli Nuclear Warfare. Znamy się już kupę lat, zagraliśmy razem wiele koncertów. Ta chwila prędzej czy później musiała nadejść. Naturalny niemiecki Fritz'a dodał temu numerowi jeszcze więcej energii i germańskiego pazura!

Nagraliście też cover i tym razem wybór padł na "Reborn Dogs" z repertuaru Holy Moses. Dla przyzwoitości zapytam dlaczego ten kawałek i ten zespół (śmiech)

Przemek: Hehehe! To też była logiczna konsekwencja naszego grania. Z wiadomych względów często jesteśmy do nich porównywani, a tym razem - przy czwartej płycie, stwierdziliśmy, że nie musimy nikomu niczego udowadniać. Bardzo lubię Sabinę i jej załogę a poza tym uważam, że nie są docenieni na tyle na ile być powinni. Zdecydowanie zaliczyłbym ich do grona Wielkiej Teutońskiej Trójki, czy Czwórki a są pomijani, niestety!

W recenzji płyty napisałem m.in.: "Szczerze mówiąc to myślałem, iż na "The Age Of Demise" muzycy osiągnęli swoje limity. Nic bardziej mylnego. Wściekłość bijąca z Przemkowych riffów i Oskarowej perkusji momentami poraża. Do tego dokładamy świdrujący bas Józka i ściana dźwięku elegancko wali nas po mordzie." Jak się do tego odniesiecie? Skąd ta "wściekłość" się bierze?

Przemek: Wychowałem się w czasach, gdy metal był metalem - muzyką ostrą, wściekłą a jednocześnie wyrafinowaną i doprowadzającą rodziców do szału. Nie wyobrażam sobie grania metalu w inny sposób! Hehehe!

Hehe... no i słusznie! Od lat nie oglądacie się na nikogo tylko śmiało i bez kompleksów idziecie swoją drogą. Nie da się ukryć, że z płyty na płytę postęp jest wyraźny. To proszę bez fałszywej skromności (śmiech) przyznać się jak Wy to widzicie?

Przemek: Może zabrzmi to pompatycznie, ale wydaje mi się że mamy swój styl. Nie jesteśmy zespołem z pierwszej fali thrashu z lat '80 i nie jesteśmy też przedstawicielami nowej fali thrash metalu. Po prostu ta muzyka powstała w nas w innych okolicznościach i inne mamy do niej podejście, warsztat, inspiracje. To chyba działa...

Sylwia pamiętasz moje marudzenie na Twoje linie wokalne przy recenzji poprzedniej płyty? (śmiech) Muszę przyznać, że na "Lost Control" Twoje wokale rozwalają mnie totalnie. Sporo kombinujesz, śpiewasz na różne sposoby. Do tego dochodzą wokalne nakładki i inne patenty. Dużo miałaś z tymi wokalami problemów w studio, czy w miarę szybko uporałaś się z tym tematem?

Sylwia: Ta płyta muzycznie najbardziej mi pasuje. Znasz mnie i wiesz, że lubię szybkość bez zbędnego kombinowania. Nagrywanie wokali poszło sprawnie i bez problemów. Sama byłam w szoku, że tak fajnie mi się śpiewało. Duża też w tym zasługa Dominika. Nie naciskał, nie było presji, liczył się z moimi sugestiami... pomagał. To była dobra sesja! A jak potem wchodziło piwko!

Po dobrze wykonanej robocie piwko zawsze dobrze wchodzi (śmiech). Płytę wydała firma Thrashing Madness. Jak doszło do tej współpracy i jak będzie wyglądała promocja "Lost Control"? Czy płyta ma szans zaistnieć poza Polską?

Przemek: Po naszym występie na tegorocznym Metalfeście podszedł do mnie Leszek Wojnicz-Sianożęcki i pogratulował koncertu. Znaliśmy się z Leszkiem z widzenia z różnych koncertów, chwilę pogadaliśmy. Leszek pytał się o nasz nowy materiał. Koniec końców wypaliłem mu promo z całością i... telefon jeden, drugi i podpisaliśmy cyrograf, hehe!. Czy poza Polską? Masz na myśli licencje?

Właściwie to miałem siedzieć cicho, bo papiery jeszcze nie podpisane, ale dzięki Leszkowi jesteśmy po słowie z Rubicon Records z Japonii. Wydali m.in. całą dyskografię Holy Moses, więc obecność nas w tym samym katalogu to dla nas zaszczyt. Uprzedzam Twoje następne pytanie i od razu mówię - tak, będą bonusy na to wydanie - dwa utwory o tym samym tytule "Bringer Of Death". Pierwszy to niepublikowany nasz utwór autorski z sesji "The Age Of Demise" a drugi to cover Danzig, który nagraliśmy na potrzeby składanki "Dark Side Of The Blues - A Tribute To Danzig". Zbieżność tytułów jest przypadkowa...

To trzymam kciuki! Co działo się 30 listopada w katowickim klubie Korba? Pomijam oczywiście picie piwa ("Thrash Alkoholisation"!) w dużych ilościach (śmiech)

Przemek: To było Release Party z wszystkimi tego konsekwencjami, hehehe! Oprócz nas zagrali nasi przyjaciele z thrashowej lokalnej załogi Mayzel oraz Lęk - black metalowy projekt naszego bębniarza. Jeśli chcecie zobaczyć Oskara w corpse paintingu, jest to niepowtarzalna okazja! Oczywiście było to spotkanie z dużą ilością przyjaciół i fanów. Korba jest klubem naszego starego kumpla i przyjaciela zespołu. Z tym miejscem jesteśmy dosyć związani... A dawno tam nie graliśmy.

Spływają do Was pierwsze recenzje, więc zapytam jaki jest odbiór "Lost Control"? Na co recenzenci najbardziej... narzekają? (śmiech)

Przemek: Chyba na to, że płyta jest za krótka, hehehe! Ktoś inny widział by solówkę w coverze Holy Moses, której z premedytacją nie popełniłem - generalnie same pozytywne narzekania, hehehe! Każdemu życzę takich recenzji!

To tyle z mojej strony... na koniec tradycyjnie zostawiam Wam słówka dla czytelników serwisu Metalside, a ja dziękuję za poświęcony czas i udzielone odpowiedzi. Zdrówko! (śmiech)

Przemek: Dzięki za wywiad i za te wszystkie lata wsparcia ze strony MetalSide! Pozdrawiam!

Sylwia: Tharsh And Bier Till Death!

zdjęcia: Paweł Olewniczak / www.olewniczak.pl


Autor: Gumbyy

Data dodania: 15.12.2013 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!