Envia - "Często przekraczamy granice i mieszamy"


Chłopaków z zespołu Envia, poznałam latem 2010 r. Chyba 3 miesiące wcześniej, dostałam do posłuchania pierwsze utwory. Bez miksów, bez masterów, totalna surówka, ale już wtedy czułam w tym jest moc, wiedziałam, że chcę więcej, że jestem ciekawa, dokąd zajdzie Envia. 13 września światło dzienne ujrzy pierwszy pełny krążek poznańskiej grupy Envia. Po bardzo dobrze przyjętej EP-ce "Nothing Is Real", której premiera miała miejsce w czerwcu 2011 roku, przyszła pora na pierwszy album formacji. To właśnie wydanie albumu "Cross The Line", było okazją do spotkania się z Deltą, wokalistą zespołu Envia.





MetalSide.pl: Za kilkanaście dni, na sklepowych półkach, pojawi się Wasz album "Cross The Line", ale wróćmy do roku 2010. Czy pojawiając się na próbie, z czterema pozostałymi chłopakami, wierzyłeś, że powstanie tak świetny muzycznie projekt, jakim jest Envia?

Delta: Tak naprawdę, nie spodziewałem się niczego. Poszedłem, bo czułem głód grania, a chłopaki szukali głosu. Zresztą, po mnie był ktoś jeszcze na przesłuchaniu (uśmiech). A moje odczucia cóż... pamiętam, że nie wyglądali na wyjadaczy - czyli pasowałem do nich (śmiech) ... zagrali mi utwór "A" i mi się podobało, ale kiedy przesłali mi nagranie swojego pierwszego utworu, a to był utwór "m.e." lub jego zalążek, trochę zwątpiłem. Raczej chciałem uczestniczyć w czymś mocniejszym, twardszym i głośniejszym - a tu coś takiego (śmiech)
Ale zaryzykowałem - chłopaki też...
Jeszcze długo przekonywaliśmy siebie nawzajem... zresztą, nie tak od razu zawitałem do zespołu na stałe, ponieważ miałem problemy ze sprzętem i zdaje się, że odezwałem się do nich, tak naprawdę po miesiącu lub nawet więcej czasu minęło... wtedy bowiem, zaopatrzyłem się w sprzęt, na którym mogłem zacząć uczestniczyć w próbach.
Chłopaki w tym czasie nikogo nie znaleźli i tak zaczęła się przygoda z Envia.
Nie, na 100% nie spodziewałem się że trafię z nimi tu gdzie teraz jestem.

Miesiące prób, docierania się, tworzenia. Przyszedł rok 2011 i po raz pierwszy weszliście do studia, aby nagrać EP-kę. Jakie to uczucie, rozpocząć proces tworzenia czegoś, co za chwilę trzymasz w ręku, czegoś, co będzie w odtwarzaczach wielu ludzi?

Oj tak wielu znowu nie - nie przesadzajmy (śmiech)
Cóż, ja czułem strach i tremę - kiedyś już nagrywałem i nie miałem zbyt dobrych wspomnień.
W sumie, każdy z nas, odczuwał poddenerwowanie, a jednocześnie wielkie podniecenie, tak myślę. Pierwszy raz weszliśmy do studia, by nagrać coś naszego - było to z myślą o tym, że potrzebne jest coś zapisanego, by zrobić kolejny krok - bo o muzyce ciężko rozmawiać - trzeba usłyszeć.
Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na Pawła, który dużo nam pomógł, no i w jego towarzystwie jakoś nerwy mniejsze się stały w trakcie całego procesu. Choć pamiętam, że po moim drugim dniu walki, byłem załamany i w domu sam siebie sponiewierałem butelką wina.
Trudno stwierdzić, czy szło nam dobrze czy źle - na pewno było zaskoczenie, bo było zupełnie inaczej niż na próbach i wyszło na to, że nie wszystko mieliśmy przygotowane. To zaowocowało lepszym przygotowaniem do sesji "Cross The Line".
Jednak efekt zaskoczył nas wszystkich... w końcu słyszeliśmy jak gramy (śmiech) i tak naprawdę, dopiero wtedy zostałem zaakceptowany jako głos Envia. Pamiętam jak dziś, że powiedział o tym Daimon w trakcie jednego z wywiadów...

Nagrywanie "Nothing Is Real" było niejako preludium do tego, co wydarzyło się w tym roku, czyli do nagrania Waszego debiutanckiego albumu. Doświadczenia zdobyte podczas nagrywania EP-ki ułatwiały pracę nad "Cross The Line"?

Można tak powiedzieć, choć z drugiej strony, raczej trudno mi uwierzyć, by ktokolwiek z nas podczas sesji do "Nothing Is Real", liczył na to, że dojdzie do pełnej odsłony - czyli długiej płyty...
Ale tak, ułatwiło, to pewne - wiedzieliśmy już w jaki sposób się nagrywa, na co trzeba nam zwrócić większą uwagę na próbach. Ja przestałem się bać swojego własnego głosu. Daleko mi do stwierdzenia że go polubiłem (śmiech), ale już go akceptuję. Skupiliśmy się na szczegółach, na tym, by jak najmniej rzeczy było niewiadomych... chcieliśmy być pewni tego, co nagramy, jeśli chodzi o budowę utworów, jak i o brzmienie. Bo nie będzie tajemnica jeśli powiem że nagrywając EP-kę było trochę przypadkowości, w niektórych miejscach... ale przynajmniej było ciekawie (śmiech).

Znam niemalże na pamięć EP-kę i nie ukrywam, że najbardziej nielubiany przez Ciebie utwór, jest moim ulubionym. Ale mogłam już też posłuchać "Cross The Line" i słyszę różnicę między tymi dwoma płytami. "Cross The Line" jest dużo dojrzalsza, nie ma w niej chaosu. A jak Ty zmieniłeś się na przestrzeni tych dwóch płyt?

No tak płyty się różnią, sami to wiemy.
Jak się zmieniłem... jestem starszy (śmiech)... kurczę ciężko mi oceniać samego siebie, wolałbym, aby jednak słuchacz, który będzie miał okazję zetknąć się z płytką, sam sobie wyrobił opinię.
Wydaje mi się, że jednak przemyciłem więcej melodii... choć są i miejsca agresywne - w sumie to mieszanka emocjonalnych skrajności. Jak już wspomniałem, zaakceptowałem swój głos i trochę bardziej jestem świadomy jego, jako instrumentu... łatwiej mi się nim posługiwać. Ale wolałbym jednak, ocenę pozostawić słuchaczom lub ludziom którzy lubują się w ocenianiu. Tak naprawdę i tam i tu, to ciągle ja, mimo, że być może inny np. nowa maska (śmiech), jednak wciąż ten sam…

"Cross The Line" po raz pierwszy, usłyszałam w marcu, kiedy to przyniosłeś ze studia świeżutki, gotowy materiał. Największe wrażenie zrobiła na mnie wtedy perkusja i obiecałam pokłony Daimonowi.(śmiech). Jako wyznawca Nirvany, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że w pierwszej części jednego z utworów, wyraźnie ją usłyszałam.(uśmiech) Jak to się stało, że w Waszej muzyce, znalazły się "nirvanowskie" elementy?

Dobrze że ujęłaś to w ten sposób, że "jako wyznawca Nirvany", ponieważ moim zdaniem to duże nadużycie. Rozmawialiśmy już o tym i aby nakreślić sprawę, nie mowa tu o całym, połowie nawet, jednej trzeciej utworu, a zaledwie początku. Więc jeśli ktoś po przeczytaniu tego kupiłby płytkę z nadzieja, że tam Nirvana, srodze się rozczaruje.
Tak naprawdę, Envia to eklektyczny twór wielu różnych odniesień - często przekraczamy granice i mieszamy. Wiele osób, słuchając naszych utworów, odnajduje w nich swoje fascynacje i uważam, że to jest fajne, że jest straszna różnorodność, bo to świadczy o tym, że nie kopiujemy istniejącego kogoś, jednego zespołu. Te opinie są strasznie rozbieżne - ty słyszysz w jednym z utworów Nirvanę, ktoś tam Linkin Park jeszcze inny porównał nas do Ozziego. Czasami, sami jesteśmy zaskoczeni - bo tak naprawdę, znamy dokonania ich wszystkich, ale każdy z nas słucha zgoła czegoś innego. Może dlatego, udało nam się uciec od stylistyki, która przywoływałaby na myśl tylko jeden zespół. Jeśli tak jest to ja cieszę się bardzo. Dodam tylko że faktycznie swego czasu słuchałem Nirvany dużo, ale nigdy nie chciałem śpiewać jak Kurt.

To prawda, że na Nirvanę w "Cross The line", jako w całokształcie, nie ma co liczyć i dobrze. Prawdą jest też to, że usłyszałam ją w pierwszych gitarach i w pierwszym wokalu jednego z utworów, ale nie zdradzę jeszcze, w którym. Zostawmy jednak Nirvanę... chciałabym zatrzymać się na tytule płyty, bo to pewna symbolika. Czy się mylę?

Tak... każdy z nas inaczej na to patrzy i inaczej by odpowiedział na to pytanie. Bo każdy ma własne bariery, które przekracza w życiu. Ogólnie nam, jako zespołowi udało się pójść dalej, udało się nagrać płytę, przekroczyliśmy pewna granicę. Muzycznie też raczej kroczymy u zbiegu paru nurtów, które gdzieś tam, we własnych głowach, sercach mieszamy, tworząc to, co potem udaje się zagrać. Do tego w tekstach jest zawoalowany przekaz o tym, że trzeba iść na przekór wszystkim, jeśli w coś się wierzy i tego pragnie, bo nie jesteśmy sami. Można powiedzieć, tak teraz na to spojrzałem, że Envia namawia do tego, by przekraczać bariery we własnych głowach - przekraczać linie - wyłamywać się od stereotypów, być wolnym od uprzedzeń i wystrzegać się szufladkowania i nie wpisywać się wbrew sobie w jedno miejsce na ziemi. Przecież każdy z nas jest bardziej złożony niż to widać na pierwszy rzut oka (uśmiech)... a płyta jest tego dowodem.

Linie widoczne na okładce płyty, widoczne są również na Twoich rękach. Dojrzewały w Twojej głowie i czekały na właściwy czas... opowiesz o nich?

(śmiech)
To przypadek - w sensie, nie że znalazły się na moich przedramionach ,ale że znalazły się na okładce. Na pomysł wpadł Daimon, nie wiem, czy żartem, czy też poważnie - szczerze nie pamiętam - ale tak już zostało.
Co do pojawienia się u mnie - pomysł powstał dawno - daaawno, bardzo dawno, bo jakieś 13 lat temu. Pewnie zabrzmi to dość głupio, bo nie mam jakieś fajnej historyjki z tym związanej, ideii, przemiany w sobie czy też ideologii. Po prostu pewnej nocy mi się to przyśniło. Od tego momentu, miałem je cały czas w głowie a po 12 latach, wewnętrzna moja odwaga przemówiła i pokazałem co w głowie miałem.

Nie byłabym sobą, gdybym odpuściła jeden wątek... nie rób min! (śmiech) Tak, chodzi o maskę. Dlaczego nie dasz fankom popatrzeć na siebie? (uśmiech)

No tak ... w sumie i tak długo wytrzymałaś (śmiech)
Po pierwsze nie ma no co patrzeć.
Po drugie słuchamy, nie patrzymy (śmiech).
W sumie maska to zabieg, który od początku mojej styczności ze sceną, jest obecny i postępuje. Najpierw okulary, potem malowanie się, aż w końcu maska. Dlaczego?... ułatwia mi bycie sobą na scenie - bez ograniczeń, wstydu - jest moją tarczą, która odgradza mnie od codzienności i daje poczucie spełnienia, tam na scenie z muzyką i wszystkimi emocjami. Poza tym, jak już jest po, mniej się wstydzę tego wszystkiego, co miało miejsce, bo to nie ja (śmiech) . Poza tym, w jakiś sposób daje mi anonimowość - a takie też było założenie, by nie identyfikowano mnie z twarzą. Teraz to już punkt rozpoznawczy Envia... nie Delta koleś w masce... lecz Envia zespół z maską.

Jakoś dam radę żyć z tą maską. "Cross The Line" pojawi się w sklepach w piątek, 13 - stego... oczywiście nie jest to przypadek?

Ja daję radę, więc nie powinnaś mieć problemów... a życie nie raz nas jeszcze zaskoczy, więc pamiętajcie by się rozglądać. Wszyscy się zmieniamy - czas i doświadczenia nas zmieniają - w życiu, jest też coś takiego jak przypadek lub jak inni to nazywają, przeznaczenie, więc głupcem byłbym mówiąc, że tak już do końca... nigdy nie mów nigdy (uśmiech)
Właśnie przypadek, a co w tym nieprzypadkowego - to piątek 13 (uśmiech)
No dobrze - jakiś czas temu postanowiliśmy, by ważne rzeczy związane z Envia miały miejsce w piątki 13. Tego się trzymamy. Po cichu liczę, że dojdzie do tego, że każdy piątek będzie dla nas trzynastym (uśmiech).

W piątek, 13 września, biegniemy do sklepów kupować album Envia "Cross The Line"! Delta, Tobie gorąco dziękuje za rozmowę, z nadzieją, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazje porozmawiać o Envia.

To ja dziękuję, było mi bardzo miło i też mam taka nadzieję, że to nie ostatni raz (uśmiech.


Autor: Mariola

Data dodania: 28.08.2013 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!