Crocell - "Nie jest to polityczny manifest"


Zespół Crocell to jeden z przedstawicieli niezwykle płodnej, duńskiej sceny ekstremalnego grania. Formacja powstała w 2007 roku i na swoim koncie może zapisać już siedem albumów studyjnych, na których death metal zderza się z nieco bardziej blackowymi inspiracjami. Najnowszą propozycją kapeli jest krążek "Swarm of Insects", który ukazał się w połowie tego roku w barwach specjalizującej się w mało przyjaznych dźwiękach Emanzipation Productions. Nowy materiał był tak rozkosznie odpychający, że postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej działalności kapeli i zaprosić ją na małą pogadankę. Na nasze pytania zgodził się odpowiedzieć perkusista Andreas Posselt, który był obecny przy jej zakładaniu. Opowiedział nam nie tylko o nowej płycie, ale także i powspominał zmarłego w Rasmusa Henriksena - postać ważną nie tylko dla Crocell, ale też i całej duńskiej sceny.





Hej! Zacznijmy może od małej lekcji historii. Crocell założony został w 2007 roku. Jak doszło do narodzin kapeli i jak wyglądały te Wasze pierwsze kroki?

Andreas Posselt: Założycielem zespołu był nasz były gitarzysta, Ken Holst, który chciał mieć kapelę grającą coś na kształt melodyjnego death/thrash metalu. Graliśmy w tamtym czasie razem, a do tego był też w innej grupie razem z naszym ówczesnym wokalistą - Magnusem. Spiknął się też z Onkelem Kussem i Tommym, no i zaczęliśmy intensywnie pracować. Dużo czasu spędzaliśmy w sali prób i szybko się zrozumieliśmy jako muzycy, przez co nasz debiutancki album, "The God We Drowned" pojawił się zaledwie pół roku później. Przez następne lata graliśmy do upadłego, zarówno w Danii, jak i podczas kilku europejskich tras.

Granie metalu to nie rzecz łatwa. Wiele grup musi się mierzyć z ciągłymi zmianami składu. Crocell jest pewnym wyjątkiem, bo w tej kwestii przez wiele lat było dość stabilnie. W końcu jednak w 2013 roku Ken Holst zdecydował się opuścić skład. Dlaczego? No i jak to się stało, że zastąpił go Rasmus?

Nie pamiętam dokładnie, co stało za decyzją Kena. Myślę, że po drodze stracił gdzieś motywację. Kilka lat wcześniej po wspólnej trasie po Europie dołączył do Illdisposed, więc był dość zajęty - myślę, że to również odgrywało pewną rolę. Onkel Kusse grał z Rasmusem, znanym wielu jako Hexen i Hække, w innym zespole. Wiedzieliśmy, że to równy gość i bardzo dobry gitarzysta, więc to był dla nas oczywisty wybór. Bardzo szybko stał się integralną częścią grupy.

A co się stało, że po dwóch albumach Magnus Jørgensen odszedł, a dołączył Asbjørn Steffensen?

Nie kryje się za tym nic kontrowersyjnego. To klasyczny przypadek posiadania innych priorytetów i ambicji. Zaczęliśmy więc szukać nowego wokalisty i skontaktowaliśmy się chyba z kilkoma kandydatami, którzy wysłali nam swoje testowe nagrania lub odwiedzili nas na przesłuchaniu. Kiedy Asbjørn zaczął growlować i wypluwać z siebie płuca w naszej sali prób, to od razu poczuliśmy, że to jest właśnie to. Tak ma być.

Wspomniany wcześniej Rasmus Henriksen był członkiem Crocell w latach 2013 to 2023. Rok temu zmarł w wieku 47 lat. Czy to właśnie choroba sprawiła, że ustąpił ze stanowiska? Jakie masz wspomnienia z nim związane?

W 2022 roku u Rasmusa zdiagnozowano raka mózgu, co było dla niego oczywiście wielkim ciosem. Zresztą nie tylko dla niego, ale także dla jego rodziny, przyjaciół, wliczając w to także i nas - członków zespołu. Nawet pomimo podupadającego stanu zdrowia, został w grupie tak długo, jak tylko się dało. W 2023 roku postanowił odpuścić, ponieważ czuł, że nie jest w stanie grać na takim poziomie, na jakim by oczekiwał. Oczywistym jest to, że był wspaniałym gitarzystą. Grając z niezliczoną ilością ludzi w wielu kapelach zostawił trwały ślad na duńskiej scenie metalowej. Przede wszystkim jednak zapamiętam go jako dobrego przyjaciela, z którym zawsze mogłem o wszystkim porozmawiać. Był zarówno zabawny, jak i bezpośredni. Jednocześnie była to postać wielowymiarowa i złożona. Miał wiele zainteresowań i głębokie, interesujące przemyślenia na wiele spraw. Zawsze będzie w naszych sercach. Jego śmierć była ogromną stratą.

W jego miejscu pojawił się Mads Gath, którego możemy znać z Urkraft. Dlaczego właśnie on? Znaliście się już wcześniej? Jak Urkraft znam przez Thomasa Birka.

Znaliśmy Madsa od dłuższego czasu. Szczególnie Asbjørn, bo grał z nim w kilku różnych kapelach od kiedy tylko byli nastolatkami. Poza tym Mads wspomagał nas przy kilku okazjach, zarówno grając na gitarze, jak i na basie. Przede wszystkim w tych ostatnich latach z Hexenem - Mads potrafił czasami przejąć pałeczkę i zagrać na koncercie połowę setu. To świetny facet i bardzo dobry gitarzysta, no i zajebiście dobry kompozytor z dobrym gustem muzycznym. Biorąc to wszystko pod uwagę, powitanie go w składzie było najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.


Crocell dość regularnie wypuszczał swoje krążki. Pomiędzy "Relics" a "Of Frost, of Flame, of Flesh" jest jednak wyraźna przerwa. Rozumiem, że pandemia dorzuciła swoje trzy grosze? Jak sobie wówczas radziliście? Bo jednak udało się wypluć własnym sumptem dwie EP-ki.

Kiedy wiosną 2020 roku uderzyła pandemia, to mieliśmy zagrać sporą ilość koncertów, których nie mogliśmy się wręcz doczekać. Oczywiście musiały zostać odwołane - co było do dupy. Tak naprawdę, to nie zawiesiliśmy naszej działalności, no ale przez to, że musieliśmy wszystko poprzenosić, to skupiliśmy się na pisaniu nowej muzyki. Gdzieś po drodze zauważyliśmy, że utwory zaczynają podążać w dwóch różnych kierunkach, więc uznaliśmy, że nagramy i wypuścimy dwie EP-ki, zamiast zmuszać muzykę, do zamknięcia się w ramach albumu. Wyszedł z tego ciekawy eksperyment, ponieważ z dwoma różnymi producentami, w dwóch różnych studiach nagrywaliśmy jednocześnie dwie EP-ki. Które później wypuściliśmy fizycznie jako podwójne EP.

Po pandemii za pośrednictwem Emanzipation Productions ukazał się wspomniany przez mnie wcześniej album "Of Frost, of Flame, of Flesh". Jak dołączyliście do Target Group?

Już kilka razy rozmawialiśmy z Michaelem z Target Group na temat dołączenia do Mighty Music lub Emanzipation Productions. Z jakiegoś powodu nie przekuło się to jednak w żadne konkrety. Tym razem jednak podpisaliśmy kontrakt i mniej więcej w tym samym czasie zaczęliśmy współpracować z Target Booking, co dało pewien efekt synergii. Jak wspomniałeś, w 2021 roku EP-ki wypuściliśmy sami, co było decyzją przemyślaną, cenną, ale też i pochłaniającą czas. A po kilku latach pandemii i choroby Hexena uznaliśmy, że na "Of Frost, of Flame, of Flesh" przyszedł czas na bardziej profesjonalne podejście.

Wasz najnowszy album, "Swarm Of Insects", jest pierwszym, który nagraliście całkowicie sami. Skąd pomysł na coś takiego? Jakie są plusy i minusy takiego podejścia?

Już wcześniej przy okazji niektórych poprzednich albumów nagrywaliśmy ścieżki basu, wokali i gitary. No ale rejestracja bębnów, to już zupełnie inna para kaloszy. Mieliśmy jednak jakieś doświadczenie z nagrywania demówek i pre-produkcji. Uznaliśmy więc, że nadszedł czas na to, by spróbować nagrać wszystko samemu. Oczywiście to oznaczało dla nas więcej pracy, no bo musieliśmy nie tylko napisać materiał i go zagrać, ale też i zaplanować, a później przeprowadzić cały proces nagrywania na zdecydowanie bardziej złożonym poziomie, niż gdybyśmy np. wynajęli studio na tydzień. Ale było to proces dający wiele satysfakcji. Dał nam więcej elastyczności i kontroli. No i najważniejsze: zatarł linię pomiędzy procesem komponowania a nagrywania, przez co nawet pisząc czy tworząc demówki czuliśmy, że to już część pracy nad efektem końcowym.

Jak w ogóle wyglądał proces komponowania tego nowego materiału? Kiedy pojawiły się pierwsze pomysły i kto miał najwięcej do powiedzenia w kwestii obranej drogi?

Materiał na "Swarm of Insects" to owoc wspólnej pracy całego zespołu, choć nie w takim sensie, że jamowaliśmy razem w sali prób, jak to robiliśmy w czasach zakładania kapeli. Tym razem cały proces rozpoczął się w odizolowanym, wynajętym domu, gdzie spędziliśmy mnóstwo fajnych chwil będąc kreatywnymi, słuchając swoich riffów i pomysłów, składając w całość jakieś luźne pomysły. Dzięki temu mieliśmy na tyle dużo materiału i takie poczucie kierunku, że mogliśmy komponować przez następne miesiące, zarówno w samotności, jak i poprzez wysyłanie sobie w tę i z powrotem wiadomości, spotykanie się i nagrywanie demówek. Nikt z nas nie ma tego "ostatecznego zdania". Z reguły pracujemy nad daną kompozycją tak długo, aż wszyscy uznamy, że jest tak dobra, jak tylko może być.

Za ostateczne brzmienie tego materiału odpowiada Lasse Ballade. Może on zapisać na swoim koncie wiele znakomicie brzmiących krążków: chociażby Afsky czy Katla. Dlaczego właśnie on?

Już kilka razy rozmawialiśmy z Lasse na temat współpracy, ponieważ bardzo podobało nam się brzmienie płyt, nad którymi wcześniej pracował. Był też naszym inżynierem dźwięku przy okazji kilku koncertów przed nagraniem "Swarm of Insencts" i wydaje mi się, że właśnie przez to uznaliśmy, że w końcu nadszedł ten czas. Oczywiście byliśmy w bliskim kontakcie zanim zaczęliśmy nagrywać album i na szczęście wydawał się być zadowolony z jakości nagrań, które mu podesłaliśmy.

Niepokojąca okładka to z kolei praca NNart. To był Wasz pomysł?

Bardzo szanujemy prace NNart, szczególnie po artworku, który dostaliśmy na "Of Frost, of Flame, of Flesh". Dlatego nie chcieliśmy narzucać żadnych granic sugerując jakiś obraz czy temat. Zamiast tego podzieliliśmy się demówkami, tytułem albumu oraz tekstami poszczególnych utworów. Dało to NNart możliwość płynięcia na fali kreatywności sprowokowanej przez te materiały. Wkrótce otrzymaliśmy szkice ołówkiem i szybko zgodziliśmy się na ten, który później zmaterializował się pod postacią niepokojącego obrazu, będącego teraz okładką albumu.


Krążek promowany był numerami "Sarcophagus", "Shredded Banners" i "Swarms of Insects". Wiadomo, nie ma przebojów i miłych melodii na tym krążku - to wszystko jest zgniłe i śmierdzące. Jak więc wyglądał wybór singli?

Tak, zgadzam się z Tobą. Nawet jeśli oczywiście gdzieniegdzie mamy jakieś melodie i klimatyczne fragmenty, to żaden z numerów nie wpisuje się w schemat typowego singla. Postawiliśmy na te trzy kawałki przede wszystkim dlatego, że uważamy je za dobre utwory. Dodatkowo znakomicie ilustrują to, o co chodzi na całym albumie.

A jak wygląda warstwa tekstowa? O czym śpiewa Asbjörn Steffensen?

Metal ekstremalny to dobre medium do tego, by zmierzyć się z niepokojącymi emocjami i tematami, które czają się za współczesnym cywilizowanym, opartym na technologii świecie. I to właśnie robi "Swarm of Insects". Nawet jeśli nie jest to polityczny manifest, to teksty dotykają tyranii, zdrady, opresji. Mrok tego albumu na pewno inspirowany jest zdarzeniami, które widzimy codziennie pod skrzydłami cywilizacji, demokracji i technologii.

Jak byś w ogóle porównał muzycznie ten nowy materiał do "Of Frost, of Flame, of Flesh"?

"Swarm of Insects" to naturalny krok w rozwoju względem "Of Frost, of Flame, of Flesh". Jednocześnie to naturalna kontynuacja naszej drogi ku bardziej blackowej formie death metalu. Ogólnie kompozycje są dłuższe i nieco mroczniejsze. Myślę też, że jest w nich więcej zróżnicowania i tym razem są bardziej rozbudowane. To pierwsze wydawnictwo napisane w całości z Madsem w składzie i nie ma żadnych wątpliwości, co do tego, że jego udział w procesie komponowania przełożył się na bardziej złowieszczą atmosferę tego krążka.

Nowy album jest, a co z koncertami? Co tam macie przygotowane?

Cóż, już zagraliśmy parę koncerów związanych z wydaniem albumu, a i na jesień będzie ich więcej. Niestety żadnego koncertu w Polsce na ten moment, ale mamy nadzieję, że pewnego dnia uda się u Was coś zagrać.

I to wszystko, co przygotowałem! Dziękuję za poświęcony i na koniec poproszę o słówko dla polskich fanów ekstremalnego łojenia!

Mam nadzieję, że czytelnicy poświęcą czas na to, by posłuchać "Swarm of Insencts". No i oczywiście liczę na to, że spodoba im się to, co usłyszą. Poza tym, chciałbym podziękować za możliwość porozmawiania o naszym albumie. No i dziękuję za tę całą świetną muzykę, która wyszła z Waszego kraju przez te wszystkie lata!


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 04.10.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!