Iconic to klasyczny przykład supergrupy. Za jej stworzenie odpowiada założyciel Frontiers Music: Serafino Perugino. Wymyślił on sobie, że złoży skład złożony z samych doświadczonych muzyków, by nagrać album w stylu Whitesnake. Kogo udało mu się zaprosić? Na basie struny szarpie Marco Mendoza (ex-Thin Lizzy, ex-Whitesnake, ex-Ted Nugent). Na jednej gitarze ciśnie Joel Hoekstra (Trans-Siberian Orchestra, ex-Whitesnake, ex-Night Ranger). Na drugiej gitarze znajdziemy Michaela Sweeta (Stryper, ex-Boston), który nie boi się także od czasu do czasu chwycić za mikrofon. Na perkusji tłucze legendarny Tommy Aldridge (ex-Thin Lizzy, ex-Whitesnake, ex-Ozzy Osbourne). Na wokalu z kolei Nathan James, którego znać możecie z Trans-Siberian Orchestra i Inglorious. Panowie wypuścili w tym roku swój drugi album i cóż, jak się pojawia okazja do porozmawiania z takim składem, to nie można odmówić! A z gradem naszych pytań postanowił zmierzyć się Michael Sweet! Co miał do powiedzenia w kwestii "II"?
MetalSide: Cześć!
Michael Sweet: Cześć! Jak się masz?
Wszystko w porządku. Z audio wszystko gra? No to możemy zaczynać! A zacznijmy od tego, że historia Iconic to niejako historia dwóch projektów. Joel pracował z Nathanem przy jego albumie, ale także rozmawiał z Tobą na temat stworzenia czegoś wspólnie. Jak więc to super trio skończyło działając razem?
Jak to się stało, że wszyscy zdecydowaliśmy się współpracować w ramach zespołu Iconic? Cóż, w zasadzie Serafino chciał założyć zespół bardzo podobny do dawnego Whitesnake - klasycznego Whitesnake. Skontaktował się ze mną i zapytał, czy chcę być tego częścią, a ja oczywiście zgodziłem się. I wiesz, wszystko po prostu jakoś tak się ułożyło, jeśli chodzi o skład. Oczywiście chcieliśmy zaangażować Tommy'ego, no i do rozmowy włączył się Marco, a Joel Hoekstra już w niej uczestniczył. I to właśnie on chciał, żeby wszystko niejako kręciło się wokół Nathana jako wokalisty. Bo Nathan ma styl bardzo podobny do wczesnego Coverdale'a - jeśli chodzi o skalę głosu, chropowatość i ten pełen duszy styl śpiewania. Z tym klasycznym brzmieniem to po prostu miało sens. Ostatecznie byłem współproducentem pierwszego albumu i współproducentem drugiego. Pierwszy był z Alessandro del Vecchio, drugi oczywiście z Aldo. I wszyscy w pewnym sensie przyczyniliśmy się do stworzenia utworów. Kiedy mówię "wszyscy", mam na myśli Joela, mnie, Nathana i Alessandro na pierwszym albumie, a potem Aldo na drugim - naszą czwórkę. Joel przysyłał mi pomysły, a ja je przejmowałem, rozwijałem i zaczynałem tworzyć aranżacje, dopracowywać utwory oraz dodawać fragmenty, których wcześniej nie było. Dopracowywałem muzykę, a potem to zostało wysłane do pozostałych chłopaków, a oni zajęli się tekstami i melodiami, i po prostu wszyscy nagrywaliśmy zdalnie - tak to wyglądało. I myślę, że wyszło dobrze. Oba albumy są różne, ale jednocześnie są miedzy nimi pewne podobieństwa. Ten nowy album to znakomite rozwinięcie tej pierwotnej idei. Z pewnością.
Byłeś zaskoczony, że to właśnie Marco i Tommy dopełnili skład? Joel w rozmowie ze mną przyznał, że spodziewał się... no wiesz, kogoś mniej znanego.
(śmiech) Cóż, problem polega na tym, że kiedy angażujesz znane nazwiska, muzyków, kogokolwiek, kto ma renomę lub ma na koncie wiele osiągnięć muzycznych, to po prostu będzie to kosztowało więcej, nie? Zazwyczaj tak to właśnie działa. Więc kiedy angażujesz mniej znanych muzyków, jak to ujął Joel - myślę, że prawdopodobnie próbował dać do zrozumienia, że mogło nie być budżetu na współpracę z takimi gośćmi jak Tommy i Marco. No ale i również z samym Joelem, a także ze mną. Chodzi mi o to, że jesteśmy troszeczkę innego kalibru - w tym sensie, że jesteśmy w branży od... Cóż, ja robię to od 43 lat. Tommy znacznie dłużej. Joel? Może nie aż tak długo, ale mimo wszystko wszyscy robimy to od bardzo dawna. I czasami trudno jest nie tylko pogodzić sprawy finansowe, ale także i harmonogramy. Każdy gra w innych zespołach, każdy jest zajęty, więc bardzo, bardzo trudno jest to wszystko pogodzić.
Tak jak wspomniałeś, ten pierwszy album był bardzo w stylu Whitesnake. Joel powiedział wręcz, aż za bardzo. Zgodzisz się z nim?
(śmiech) Cóż, właśnie tego chciał Serafino, wiesz? To on pomógł to wszystko zorganizować i miał ten pomysł oraz wizję tego, jak to ma wyglądać. Potem zatrudnił nas wszystkich, żeby to zrealizować i dostarczyć wszystkie te dobra. Dość często używał tej konkretnej nazwy: Whitesnake. To jest coś, co ludzie otrzymują. W gruncie rzeczy otrzymują Whitesnake, ale bez Davida Coverdale'a. Styl komponowania przypomina jednak trochę współczesne Whitesnake. Wiesz, ma w sobie te smaczki z przeszłości, ale ma też dodane nowe elementy, dzięki którym jest też nieco bardziej nowoczesny.
A jak byś porównał "II" do "Second Skin"? W którym kierunku wyewoluowaliście?
Nie wiem, czy Joel już to powiedział, ale z naszej rozmowy wynika, że mógł: ten album ma nieco bardziej własny charakter. W tym sensie, że brzmimy na nim bardziej jak Iconic, a może trochę mniej jak Whitesnake. Troszeczkę. Zawsze będą pewne podobieństwa, bo właśnie o to nam chodziło. I jak już mówiłem, Nathan ma w głosie i sposobie śpiewania coś z tego stylu. To po prostu wychodzi naturalnie - kiedy słyszysz Iconic, to od razu przychodzi ci na myśl Whitesnake, bo w sumie tak właśnie gramy.
W 2023 roku Marco powiedział mi, że ma nadzieję na to, że nie skończy się na jednym albumie. I jasne, mamy teraz krążek numer dwa, no ale dlaczego musieliśmy tyle czekać?
(śmiech) Cóż, to świetne pytanie! Z mojego punktu widzenia, z mojej perspektywy... Myślę, że w dużej mierze wynikało to z faktu, że kiedy zaczynaliśmy pracę nad tym albumem - a właściwie jeszcze zanim zaczęliśmy pracę nad drugim albumem - doszło do rozstania Frontiers z Alessandro. Rozmawialiśmy o tym, by zabrać się do pracy nad tym drugim krążkiem, a potem sytuacja się zmieniła i musieliśmy jakoś sobie z tym wszystkim poradzić. Zastanawialiśmy się: "OK, co robimy? Kiedy to zrobimy?". Z tego powodu nasze harmonogramy nie pozwoliły nam zrobić wszystkiego w czasie jaki sobie początkowo zaplanowaliśmy. Jakoś przez to przebrnęliśmy, ale zajęło to na pewno zbyt dużo czasu. Wiem, że Aldo też miał pewne sprawy na głowie, a i wytwórnia musiała to wszystko poukładać - po prostu zajęło to więcej czasu niż się spodziewaliśmy. Ale to nie zawsze jest coś złego, wiesz? Myślę, że zazwyczaj wiąże się to z możliwością ulepszenia rzeczy i dalszego ich rozwijania. Kiedy masz trochę więcej czasu, możesz spokojnie złożyć wszystko w całość: muzycznie, zmiksować i tak dalej - nic nie sprawia wrażenia zrobionego pospiesznie. Nigdy nie chcesz się spieszyć z żadnym projektem. Są więc plusy i minusy. Ostatecznie cieszę się, że tak to wyszło, bo uważam, że to świetny album. Oczywiście trzeba poczekać na opinie fanów - zobaczyć, co o tym sądzą. Kto wie?
Na pierwszym albumie każdy z muzyków nagrywał osobno pod okiem innego inżyniera dźwięku. Carlos Flood, Kenny Lewis, Josiah J, Joel Jacks - czy coś się zmieniło przy "dwójce"?
O ile mi wiadomo, wyglądało to mniej więcej tak samo. To znaczy, Joel wysyłał mi pomysły na riffy gitarowe, a ja je wykorzystywałem i aranżowałem utwory. Po skończeniu aranżacji szedłem do studia i nagrywałem partie gitary - te główne - do zaprogramowanego przeze mnie automatu perkusyjnego. Następnie materiał ten był wysyłany do Aldo. Aldo nagrał prawdziwą perkusję, a potem... Cóż, właściwie to materiał trafił do Aldo, a on w pewnym sensie złożył to z innymi rzeczami i wysłał do Tommy'ego. Tommy nagrał swoją perkusję u siebie w domu. Wszyscy nagrywaliśmy zdalnie - tak również powstał nasz pierwszy album. Wydaje mi się, że Nathan był jedynym, który pracował z Aldo osobiście. Wszyscy pozostali muzycy nagrywali we własnych studiach w swoich miastach. Ja zawsze tak nagrywam. Gdyby ktoś mi powiedział: "Chcemy, żebyś przyjechał do Włoch, żeby nagrać następny album", to odpowiedziałbym: "Nie. Nie ma takiej opcji" (śmiech). Robię to już od dawna. Wiem, co robię, mam wypracowany system, który mi odpowiada, i właśnie tak lubię to robić. Więc pracuję w dwóch różnych studiach tutaj, w mojej okolicy, a także w moim domowym studiu. I to naprawdę świetnie działa. No i wiesz, Tommy, Marco i Joel - oni też to opanowali. Wykonują świetną robotę i to niesamowite, jak to wszystko się układa. Efekt brzmi tak, jakby był to zespół nagrywający w jednym studiu - to naprawdę fajne.
Iconic to piątka muzyków, ale mamy też tych dodatkowych. Zacznijmy od klawiszy.
Chodzi o Aldo Lonobile? To nie było tak, że sami go wybraliśmy. Aldo dołączył do Frontiers i w pewnym sensie przejął pałeczkę po Alessandro. Alessandro był więc naszym producentem działającym wewnątrz wytwórni, a teraz jest nim Aldo. Więc tak to się potoczyło. Aldo przejął piłkę, a my po prostu kontynuowaliśmy pracę tak jak zawsze - tylko z inną osobą. I Aldo jest świetny. To wspaniały facet, sam jest świetnym gitarzystą i ma naprawdę dobre ucho, co jest bardzo ważne. Wszystko fajnie się ułożyło - dzięki Bogu! Są sytuacje, w których nie zawsze wszystko wychodzi. Wtedy pojawia się problem. Pojawiają się tarcia. Ale myślę, że wszyscy są na tyle mądrzy, żeby wiedzieć - a robimy to już wystarczająco długo, żeby wiedzieć - czy coś się uda, czy nie. I wyszło świetnie. Wyszło świetnie, więc nie ma żadnych żalów. Myślę, że jeśli porównasz te dwa albumy, zauważysz różnice, ale w pozytywnym sensie. To nic złego. To dobrze. Tak właśnie bywa, gdy od czasu do czasu współpracujesz z innym producentem jako zespół. Nadal współprodukowałem z Aldo, więc udało mi się stworzyć podstawę albumu w taki sam sposób jak przy pierwszym. Ma więc podobne brzmienie gitary, układ utworów i wszystkie te fajne elementy.
Ja w notce mam info, że klawisze położył Antonio Agate.
W takim razie tak to musiało wyglądać. Będę z tobą szczery: nie byłem tak naprawdę zaangażowany w nagrywanie partii klawiszy. Nie było mnie wtedy na miejscu. Nie brałem w tym zbytniego udziału, więc nie wiem zbyt wiele na ten temat, ale wiem sporo o innych rzeczach (śmiech).
A jak to się stało, że Marco Pastorino z Temperance zaśpiewał w chórkach?
To była decyzja, którą jak sądzę podjął Aldo - prawdopodobnie razem z Nathanem. Tym razem bardzo wyraźnie to zakomunikowałem. Na poprzednim albumie zaśpiewałem kilka partii wokalnych, coś w rodzaju duetów z Nathanem, i bardzo grzecznie powiedziałem wytwórni: "Ludzie, serio? Przecież macie Nathana na wokalu! Jest świetnym wokalistą. Niech zaśpiewa wszystko, a ja po prostu będę grał na gitarze". Na tym albumie grałem na gitarze więcej niż na pierwszym. Na pierwszym albumie zagrałem tylko kilka solówek. Tym razem solówki są podzielone mniej więcej pół na pół.
Nawet mamy w jednym z numerów pojedynek na solówki!
Tak! Znów: nie byliśmy razem w tym samym pomieszczeniu, kiedy to nagrywaliśmy, ale się udało! Wiesz, mieliśmy wszystko dokładnie rozplanowane - kto co gra i gdzie. Dzięki temu można sprawić, że brzmi to wiarygodnie. Bo ostatecznie chodzi o to, żeby brzmiało to tak, jakby zespół tworzył muzykę razem. Myślę, że to jest właśnie najważniejsze.
A dlaczego tym pierwszym singlem zapowiadającym powrót Iconic został "Cry No More"?
Wybór tego pierwszego singla zawsze jest trudny - to nie jest łatwa sprawa. Przechodziliśmy przez to również ze Stryper - w przypadku nowego albumu. Bardzo trudno było nam wybrać pierwszy singiel. Z mojej perspektywy, jeśli chodzi o album Stryper problemem było to, że kochamy każdy utwór. Wysłaliśmy materiał wydawcy i oni pokochali każdy utwór. Mieliśmy listę około ośmiu piosenek. Na co się zdecydować? I z Iconic było dokładnie tak samo. Jest tyle dobrych numerów, że bardzo trudno jest zdecydować, który z nich wybrać na start. Ale myślę, że "Cry No More" dobrze reprezentuje zespół i robi naprawdę dobre pierwsze wrażenie. Nie jest zbyt przesadzony ani szybki. Jest bardzo bezpośredni. Myślę, że to ważne. Bardzo dobrze reprezentuje zespół.
A dlaczego następnie przedstawiliście fanom "Tears Keep On Falling? Bo to zupełnie inna kompozycja. Chcieliście pokazać, że Wasz drugi album będzie dość zróżnicowany?
Dokładnie! Osobiście uważam, że to bardzo ważne. Podoba mi się to. Jeśli znasz także historię zespołu Stryper... Nie chcę ciągle wracać do tego tematu, ale my też wydajemy nowy album - i nasz drugi singiel bardzo różni się od pierwszego. Myślę, że to ważne, bo moim zdaniem może się zdarzyć, że stanie się to powtarzalne, niepotrzebne, a może nawet nudne. I tak samo myślę w przypadku Iconic: uważam, że ważne jest, aby single bardzo się od siebie różniły. Stąd taki właśnie wybór.
Moim faworytem na nowym albumie Iconic jest "Open My Eyes". Co możesz powiedzieć o tej właśnie kompozycji?
W takim razie to ja mam do Ciebie pytanie: dlaczego jest Twoim ulubionym? Co ci się w nim podoba?
Przede wszystkim świetny refren, który zostaje w głowie nawet po pierwszym odsłuchu. Nie da się go wyrzucić z głowy.
To ciekawe, że tak mówisz, bo miałem powiedzieć dokładnie to samo, tylko innymi słowami. Dla mnie, jako kompozytora, producenta i muzyka, wszystko zaczyna się zawsze od piosenki. Jeśli nie masz dobrej piosenki, takiej, która zapada w pamięć i która, jak to ująłeś, "zostaje w głowie"... Ja nazywam je "robakami" - bo wchodzą do uszu, do głowy. Bardzo trudno jest przekonać ludzi, chyba że usłyszą coś, co przyciągnie i utrzyma ich uwagę. Zapamiętają to, będą sobie przypominać, nucić następnego dnia, w następnym tygodniu i w następnym miesiącu. To świetna melodia, bardzo zapadająca w pamięć i bardzo chwytliwa. I myślę, że właśnie tego brakuje w dzisiejszej muzyce. Nie słyszy się tego tak często, jak przynajmniej ja bym chciał. W przeszłości było tego mnóstwo. Świetne piosenki ze świetnymi melodiami, które naprawdę zapadały w pamięć.
Marco, Tommy i Joel mieli okazję się spiknąć i zagrać koncert w hołdzie Whitesnake. Czy możliwe jest zebranie całego składu Iconic by zagrać jakiś koncert?
Cóż, powiem ci, że to byłoby niesamowite. To znaczy, bardzo by mi się to podobało i byłbym pierwszym, który chciałby wskoczyć do samolotu i to zrobić. Ale jak już wcześniej mówiłem, najtrudniejsze jest dopasowanie harmonogramów wszystkich muzyków. Bo Joel jest mega zajęty. Marco jest teraz w trasie z Satrianim. Mamy jeszcze Tommy'ego. Nie wiem, czy akurat teraz jest w trasie, ale on zawsze jest bardzo zajęty. Nathan zresztą też. Ja również. Wszyscy jesteśmy tak zajęci, że trudno jest pogodzić wszystkie terminy, żebyśmy mogli coś takiego zorganizować. Ale będziemy nad tym pracować i mam nadzieję, że w końcu nam się uda.
A co ze Stryper w Polsce? Ja zespół widziałem na żywo, ale w Szwecji. Szykujecie coś? Jakąś trasę po Europie?
Chciałbym! O rany! Wiem, że w tym roku sporo koncertujemy w Stanach i mamy też kilka występów za granicą. Na razie nie mamy zaplanowanej trasy po Europie, ale pracujemy nad tym. I na pewno, zanim odejdę z tego świata, musimy wrócić do Polski. To na pewno.
W dość krótkim okresie czasu dostaliśmy długo wyczekiwany świąteczny album Stryper, długo wyczekiwany Twój solowy album i długo wyczekiwany nowy album Iconic. Czy Twoje problemy zdrowotne zmotywowały Cię do pracy? Pokazały, że nie ma co odkładać pewnych rzeczy na później? A może na odwrót: sprawiły, że musiałeś odłożyć jakieś projekty?
Cóż, mój stan zdrowia jest obecnie taki, że przechodzę badania kontrolne. Lekarze nazywają to "aktywnym nadzorem". Po prostu będą to obserwować. Mam raka po tej stronie, na tarczycy i w pewnym momencie być może trzeba będzie ją usunąć. A może nie. Jeśli guz pozostanie tak mały i nic się nie zmieni, pozwalając mi dalej funkcjonować, to świetnie. Mimo to wciąż mam gdzieś w podświadomości tę myśl, że chcę zrobić jak najwięcej, póki jeszcze mogę. Wiesz, wspomniałem nawet wytwórni o pomyśle, żeby nagrać ze Stryper trzy albumy naraz. Spojrzeli na mnie, zastanowili się nad tym, a ja powiedziałem: "Skoro mogę śpiewać, a Oz jest zdrowy i możemy to zrobić, to zróbmy to! Nagrajmy trzy zamiast jednego!". A oni to przemyśleli i stwierdzili: "O rany, to świetny pomysł! To naprawdę świetny pomysł!". Takie jest moje nastawienie. Po prostu rób tyle, ile możesz. O ile nie obniżasz jakości - to rób to! Bo pewnego dnia już nie będziesz w stanie.
W zeszłym roku walkę z rakiem przegrał niestety Tommy DeCarlo, z którym występowałeś w Boston. Opowiedziałeś na swoim profilu parę historii ze swoich wspólnych przygód. Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie związane z tym muzykiem?
Rany, właśnie o tym mówię! Rób to, póki możesz! Chodzi mi o to, że zdarzają się takie rzeczy, których po prostu nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nikt nie wie, czy... no cóż, czy będziemy w stanie stawić czoła jutru. Po prostu tego nie wiemy. A Tommy... Cóż za wspaniały facet! Podczas tej trasy staliśmy się bliskimi przyjaciółmi. Dużo razem robiliśmy, dużo się śmialiśmy, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu i wspieraliśmy się nawzajem podczas tej trasy. Ja śpiewałem połowę repertuaru, a on śpiewał drugą połowę. Po prostu patrzyliśmy na siebie i śmialiśmy się na scenie. Dzieliliśmy razem mnóstwo naprawdę wspaniałych chwil. Mieliśmy niepowtarzalną okazję wystąpić z jednym z - bez podtekstów - "ikonicznych" zespołów w historii rocka. Mogliśmy to razem przeżyć. Nigdy tego nie zapomnę. Nigdy nie zapomnę Tommy'ego - niech spoczywa w pokoju. Wierzę, że jest teraz w lepszym miejscu. Tęsknię za nim i myślę, że pewnego dnia znów go zobaczę.
I to wszystko, co przygotowałem! Wiem, że masz jeszcze przed sobą parę wywiadów, więc nie będę zajmował czasu. Może spotkamy się jeszcze przy okazji premiery nowego albumu Stryper.
Album ukaże się we wrześniu. A teledysk do kolejnego singla nakręciliśmy w zamku w Mediolanie we Włoszech. I jest świetny. Myślę, że zaskoczy wielu ludzi. To naprawdę fajny teledysk i naprawdę świetna piosenka. Jesteśmy tym bardzo podekscytowani. Więc przed nami jeszcze wiele nowości związanych ze Stryper. To oczywiście zespół, który założyłem i z którym zaczynałem. Jestem bardzo podekscytowany przyszłością i bardzo dumny - oczywiście z pokorą - że wciąż to robimy. To naprawdę fajne.
Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas! Myślę, że jeszcze uda się porozmawiać w niedługim czasie, skupiając się wyłącznie na Stryper!
Zajmiemy się tym! Niech Bóg cię błogosławi. Miłego dnia i dziękuję, że poświęciłeś mi chwilę! Do zobaczenia, przyjacielu! Pa pa!