John Carpenter - "Właśnie dlatego to wszystko działa"


Mistrz. Ikona. Legenda. Ma swoją gwiazdę w Galerii Sław Hollywood i jest uznawany za jednego z najwybitniejszych reżyserów horrorów w historii. "Coś", "Halloween", "W paszczy szaleństwa", "Mgła", "Christine", "Ucieczka z Nowego Jorku", "Oni żyją" - jeden kultowy tytuł kolejny kultowy tytuł pogania. Od dłuższego czasu jednak to już nie filmy są jego miłością: od wielu lat zajmuje się niemal wyłącznie muzyką. Jego najnowszą przygodą jest "The Cathedral", a więc projekt składający się niejako z dwóch części: mamy bowiem komiks, do którego napisał scenariusz oraz wydany przez Sacred Bones Records soundtrack. Brzmi ciekawie? Postanowiliśmy więc porozmawiać sobie o tym niezwykłym przedsięwzięciu. Łatwo nie było, ale oto on: John Carpenter we własnej osobie! A towarzyszył mu Daniel Davies - jego chrześniak, członek jego zespołu oraz człowiek, którego możecie znać z m.in. ścieżek dźwiękowych ostatnich "Halloween" czy "Podpalaczki".





Dzień dobry, Panie Carpenter! Widzę, że brakuje Daniela?

John: Cześć! No właśnie czekamy na niego. Niedługo powinien się pojawić. Skąd w ogóle jesteś? Z jakiego miasta?

Z Koszalina. Mieszkam na samej północy Polski - jakieś 10 minut od Morza Bałtyckiego.

John: Fajnie. Jak tam się u Was sprawy mają?

A dziękuję, w porządku.

John: Możemy w ogóle zacząć i najwyżej Daniel do nas dołączy. Powiem zaraz komuś, żeby do niego zadzwonił i mu przypomniał o tej rozmowie (śmiech).

Nie ma problemu. Pierwsze pytanie i tak było skierowane do Pana, bo chciałbym skupić się w tym wywiadzie na tym całym projekcie nazwanym "The Cathedral". Ponieważ zaczął się on od snu. Jak wyglądał ten fundament, na którym zbudowano całą historię?

John: To było w 2024 roku i pamiętam, że miałem sen o niezwykłej fabule. Zazwyczaj mam sny skupione wokół jakichś frustracji, np. reżyseruję film i nikt mnie nie słucha, czy coś takiego. No a ten sen miał niesamowitą historię - po prostu wow! Została ze mną, kiedy się obudziłem. Myślałem o niej i opowiedziałem ją członkom mojego zespołu: Danielowi i Cody'emu. W końcu wszyscy zdecydowaliśmy, że może zrobimy cały album bazujący na tej opowieści. Cody i ja zaczęliśmy szkicować zarys fabuły i wkrótce zaczęliśmy prace na muzyką.

Jaka jest fabuła tego komiksu? Kto jest głównym bohaterem?

John: Cóż, musisz kupić komiks, żeby ją poznać! Jak kupisz tą naszą powieść graficzną, to znajdziesz w niej wszystkie te informacje! One tam na Ciebie czekają! No i wiesz, kiedy już wyjdzie, to możesz też kupić album "The Cathedral" i w środku też znajdziesz tę historię. Jest ona dostępna również we wkładce - masz ją więc w dwóch miejscach. Żeby nie musieć prosić starego Johna Carpentera, by ją Ci opowiedział (śmiech).

Widzę, że jest już i Daniel!

Daniel: Cześć! Już jestem!

John: Gdzie jesteś? Bo Cię nie widzę.

Daniel: Jestem na 101.

John: To wiele wyjaśnia! Co ty tam w ogóle robisz, mój przyjacielu?

Daniel: Jadę do Doliny, żeby naprawić swoją gitarę. Nawet nie wiedziałem, że mam tu z Wami być, no ale jak co, to jestem gotowy!

To możemy iść dalej! W przypadku komiksu nie mamy producenta dyszącego za plecami, nie mamy budżetu, wymagającego cięć. W przypadku soundtracku: reżysera z własną wizją. Czy więc "The Cathedral" to owoc takiej nieskrępowanej pracy twórczej? Są tam sceny, których nie dałoby się zrealizować, gdyby był to film?

John: Cóż, z odpowiednim budżetem mógłbym ten projekt jako reżyser zrealizować. Ale we współczesnym Hollywood... Nikt nie wyda obecnie tylu pieniędzy na stworzenie horroru. Nie ma mowy. Guillermo del Toro miał wspaniałą adaptację "W górach szaleństwa" H.P. Lovecrafta w formie scenariusza. Chciał zrobić z tego film. Ale okazało się, że byłby zbyt kosztowny. Uważają, że horrory to filmy klasy B - filmy o niskim budżecie. Natomiast w tym przypadku mogłem zrobić wszystko. Miałem niesamowitego artystę, który to wszystko narysował, powołał do życia. Nie musiałem się o nic martwić. To również dużo prostsze.

Skoro już mamy Daniela, to pytanie do niego: jaka była Twoje reakcja, gdy John stwierdził, że robicie soundtrack, ale do komiksu?

Daniel: Wiesz, jak John opowiedział nam tę historię, to stworzenie ścieżki dźwiękowej do tego filmu w jego głowie wydawało się najsensowniejszym pomysłem na świecie. Dopiero co zakończyliśmy prace nad "Lost Themes IV" i zastanawialiśmy się nad tym, czym się teraz zajmiemy. No i właśnie to miało najwięcej sensu. Kiedy szczegółowo opowiadał nam o pewnych scenach, to wręcz mogliśmy usłyszeć muzykę, wiesz? No i popłynęliśmy z nurtem. On i Cody zaczęli opracowywać cały zarys fabuły i to był nasz drogowskaz, co do kierunku ścieżki dźwiękowej.

Muzyka ewoluowała wraz z rozwojem fabuły?

Daniel: Tak, dokładnie. John opisywał jakąś scenę, mówiąc coś w stylu: tu będzie duża scena walki pomiędzy głównym bohaterem, a tym i tym demonem, albo że w tym miejscu zrobi się bardziej intymnie. Pracujemy ze sobą już tak długo, że bazujemy już na instynkcie. John coś mówi, a my wiemy, co z tym zrobić.

Jaka jest różnica w pracy nad ścieżką dźwiękową do filmu, a pracą nad ścieżką dźwiękową do komiksu? Bo w końcu oboje macie duże doświadczenie.

John: A na to pytanie odpowie Daniel!

Daniel: Kiedy tworzysz ścieżkę dźwiękową do filmu, to kierujesz się wizją reżysera, a kierunek wszystkiego, co robisz wyznacza obraz. Natomiast kiedy nagrywamy albumy, mamy całkowitą swobodę, by podążać w dowolnym kierunku. Natomiast tym, co wyróżnia "The Cathedral", jest to, że prowadzi cię w inny sposób. Na przykład w przypadku "Lost Themes" robimy, co chcemy, podczas gdy tutaj fajnie było mieć te ramy w postaci opowieści Johna, do której tworzyliśmy muzykę. Nigdy czegoś takiego wcześniej nie robiliśmy. Przynajmniej nie we trójkę razem.

W ogóle chyba nikt wcześniej czegoś takiego nie robił. Mieliśmy np. "The Dark Saga" Iced Earth inspirowany "Spawnem", ale takiego pełnego soundtracku jeszcze nigdy.

Daniel: Zajebiście.

John: (głośny śmiech) Gdzie w ogóle już jesteś?

Daniel: Prawie przy Woodman. Wracając do pytania: tak, wszystko przyszło naturalnie. Wiesz, nie próbujemy zbytnio tego wszystkiego analizować. Po prostu kierujemy się tym, co wydaje nam się słuszne i co dobrze dla nas brzmi.

Pan Carpenter jest uważany za pioniera horror-synth. I tak, na "The Cathedral" mamy te charakterystyczne klawisze, ale to też chyba najcięższy Wasz album. Skąd taki nacisk na gitarę elektryczną?

John: Ponieważ w tym kierunku zawiodła nas historia - wydawało się to właściwe. To tak jak powiedział Daniel: chodzi o to, co czujesz. Możemy wymyślić brutalną scenę, brutalną sytuację, jakiegoś agresywnego potwora, no i stary: muzyka musi wtedy mieć tego kopa! No i tak to wygląda.

Na "The Cathedral" usłyszymy też smyczki. Kto odpowiada za te partie?

Daniel: Tak, mamy osoby grające na skrzypcach, altówce i wiolonczeli. Wzięliśmy to, co napisaliśmy i zaaranżowaliśmy dla nich. Dodało to nowy wymiar naszej muzyce - coś, czego nie mieliśmy na żadnej z naszych poprzednich płyt. Do tego jeszcze na perkusji gra tutaj Scott Seiver, który jest członkiem naszego koncertowego zespołu.

Notka prasowa porównuje soudntrack "The Cathedral" do "Halloween", "Mgły", "Ataku na Posterunek 13". Zgadzacie się z tym? Bo ja bym powiedział: "W paszczy szaleństwa".

Daniel: Cóż, wszystko ze sobą współgra, wiesz? Chodzi po prostu o to, jak zaaranżujesz muzykę. Myślę, że czasami, gdy słyszysz mocną gitarę, kojarzysz ją z innym utworem z gitarą, ale wiele ścieżek dźwiękowych Johna w całej jego karierze opiera się na riffach. A jeśli używamy syntezatora lub gitary, by pomóc opowiedzieć tę historię, to po prostu to robimy.

John: Ja nic więcej nie mogę dodać!

Daniel: (głośny śmiech)


Do promocji soundtracku wybraliście "Lord of the Underground" oraz "The Ferryman". Dlaczego te dwa numery? Trudno w ogóle wybrać single z albumu, którego powinno się słuchać jako całości?

John: Nie bardzo, ponieważ pomagaliśmy przy tym wydawcy. Sacred Bones Records wybierało swoich faworytów na single, a my mówiliśmy "tak", czy "nie". Jest więc dobrze. Były też inne czynniki zewnętrzne. "Inne" czynniki zewnętrzne, brrr...

Na "The Cathedral" mamy motyw przywodni, który przewija się przez cały krążek. Nie usłyszymy go jednak na singlach. Świadomy wybór? Zostawić coś fanom do odkrycia?

John: Oczywiście, oczywiście. Oczywiście, że nie! Najlepiej przedstawił to Daniel: my po prostu improwizujemy z naszą muzyką. To przychodzi... Jejku, no wiesz: od nas. Ciężko to wytłumaczyć. Myślę, że Daniel na pewno lepiej to wytłumaczy.

Daniel: (śmiech) Ale ja nie wiem jak to wytłumaczyć!

John: (głośny śmiech)

Daniel: I myślę, że chyba właśnie o to chodzi! Cały sens wykorzystywania muzyki do komunikacji bazuje właśnie na tym: że nie trzeba wymyślać do tego języka.

John: Tak, nie wyraża się tego słowami. Muzyka... Muzyka to chyba najbliższa rzecz, jaką mamy, która podnosi na duchu ludzi na tej planecie. To forma sztuki, która nie potrzebuje słów, dzięki czemu można jej słuchać w Polsce, można jej słuchać w Stanach Zjednoczonych - której wszyscy słuchamy i dzięki której wszyscy jesteśmy zjednoczeni. Czy pijesz tam wino, młody człowieku?

Nie, to tylko cola.

John: To Ty tak twierdzisz! My tam pewności nie mamy! (śmiech)

Daniel: (śmiech)

(śmiech) Co do singli: czy przed premierą albumu dostaniemy coś jeszcze?

John: Wydaje mi się, że nie... Chociaż nie, w następnym tygodniu będzie... Jak się nazywa ten numer? "Revenge"?

Daniel: Tak, nadchodzi "Zemsta".

Zabawne, bo po przesłuchaniu całego albumu pomyślałem, że świetnie by się sprawdził jako singiel.

John: Bo masz świetny gust!

Pan Carpenter...

John: Przestań tak mówić! Mów do mnie John! Mam na imię John!

Dobra! (śmiech) JOHN powiedział wcześniej o tym, że w wydaniu fizycznym fabuła będzie towarzyszyć muzyce. To będzie jej opis, czy np. fragmenty komiksu?

Daniel: Na winylu znajduje się zarys fabuły oraz kilka ilustracji przedstawiających samą Katedrę. A jeśli chodzi o wizualizacje, to do dyspozycji jest towarzysząca albumowi powieść graficzna, którą można czytać równolegle.

W ogóle sam komiks w sklepach ma dopisek "Vol.1". Będzie "Vol. 2"? Można spodziewać się sequela?

John: Zawsze są otwarte drzwi dla sequela! W końcu jestem z Hollywood, co nie? Możesz zabić jakiegoś bohatera, czy bohaterów, a oni i tak ich przywrócą później do życia! Więc, tak, będzie sequel. Albo inaczej: być może zrobimy, a być może nie zrobimy drugiej części.

Komiks ukazuje się pod szyldem "Storm King Comics". Skąd pomysł, by pójść w tę dziedzinę sztuki? Bo to takie wspólne przedsięwzięcie Twoje i Sandy King.

John: Cóż, tak się akurat składa, że Sandy King jest moją żoną. Jest legendarnym redaktorem i wydawcą komiksów. Razem z Seanem Sobczakiem napisali powieść graficzną i dopracowali postacie, które ja tylko ledwo zarysowałem. Zrobili je lepszymi. Więc dlaczego ten wybór? Bo to obecnie najlepsze komiksy na rynku. Najlepsze rysunki, no i to, co sam powiedziałeś: całkowita swoboda. I to jest świetne. Gdzie teraz jesteś, Danielu?

Daniel: Na Ventura Boulevard.

Większość komiksów Storm King Comics posiada dopisek "John Carpenter's Presents". Czy znajdziemy tam komiksy napisane przez Ciebie, czy to jednak prace innych artystów?

John: Pewnie, że tak! Żartujesz?! Koniecznie musisz przeczytać "Tales for HalloweenNight"! Jestem zmuszony do tego, by każdego roku wymyślać tam jakąś historię. Jeśli masz jakieś ważne pytania do Daniela, to będziesz musiał zadać je teraz, bo jest już prawie na miejscu.

Daniel: (śmiech) Wszystko w porządku, John! Jestem tu dla Ciebie!

John: Naprawdę? Bardzo dziękuję! (śmiech)


Wiemy więc, że John jest blisko związany z komiksami. A jak to wygląda z Tobą, Danielu?

Daniel: No cóż, kiedy dorastałem, to miałem mnóstwo komiksów i spędzałem mnóstwo czasu w "Golden Apple". Na pewno byłem w tę scenę bardziej zaangażowany jako dzieciak. Ale teraz po prostu bardziej doceniam pracę, która się za tym kryje, wszystkich artystów oraz to, jak Sandy prowadzi firmę, a także głębię tego, ile wysiłku wymaga stworzenie komiksu i ułożenie tych wszystkich elementów, które muszą się ze sobą zgrać. Bardzo to doceniam.

Jakie były Twoje ulubione komiksy?

Daniel: Za dzieciaka? Lubiłem "Punishera", "Lobo" i "Spawna".

Ok., czyli te najbrutalniejsze...

Daniel: Dokładnie! (śmiech)

John: (głośny śmiech)

Limitowane edycje ścieżki dźwiękowej "The Cathedral" zawierać będą dodatkowo 7-calowego winyla z dwoma numerami. Co możecie powiedzieć o tym dodatku? Bo wszystkie wersje z nim są już wyprzedane...

John: To kawałki w wersjach na żywo. To my grający je na żywo w... Kiedy to Daniel było? Zeszłego października? Jest więc wersja live tego, co znajdziesz na albumie.

Daniel: Tak, to było The Belasco w Los Angeles. Mamy "Lord of the Underground" i "Last Rites" z albumu "Lost Themes IV".

Widziałem też, że będzie np. alternatywna wersja okładki.

Daniel: Tak, będą tam alternatywne okładki.

John: Bo jesteśmy alternatywnym zespołem (śmiech).

Od wielu lat Wasze albumy wydawane są przez Sacred Bones Records. Mamy albumy, starsze i nowsze ścieżki dźwiękowe. Dlaczego właśnie Sacred Bones stało się Waszym muzycznym domem?

John: Bo tylko oni się mnie zapytali.

Nie no! Żadne Sony, BMG czy coś? Nic?

John: BMG to już coś innego, ale nie - nie zapytali się. W ogóle się do mnie nie odzywają. Chyba jestem zbyt tandetny! (śmiech)

Daniel: (śmiech) Uwielbiamy pracę, którą wykonuje Sacred Bones.

John: Tak, wykonują dla nas świetną pracę. No i wydają muzykę Davida Lyncha, więc nie da się być w lepszej wytwórni.

No i lubią horrory, bo ustalając ten wywiad wdałem się w rozmowę na temat horrorów z lat 20. i 30.!

John: No widzisz!

Daniel: Właśnie dlatego to wszystko działa.

John: (głośny śmiech) "Właśnie dlatego to wszystko działa". Kocham to! To świetny tekst! Wykorzystam go!

Daniel: Możesz go sobie wziąć!

John: Bardzo dziękuję!

A jak z trasą promującą "The Cathedral"?

John: Jeszcze nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Przynajmniej na ten moment. Ale być może. Nigdy nie wiadomo.

Może powrót do Europy? Dawno nie było okazji, by zobaczyć Cię na żywo.

John: A ostatnim razem nas widziałeś?

No właśnie nie...

John: No i dlaczego? To my przyjeżdżamy specjalnie dla Ciebie, a Ciebie nie ma! Zawiodłeś nas wszystkich! (śmiech) No ale nigdy nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo.

Ale za to widziałem, że będzie release party "The Cathedral".

John: Będzie? Ja tam nic nie wiem...

Daniel: Tak mi się wydaje.

John: Widzisz? Daniel wie wszystko!

Skoro wie wszystko, to zaraz powie, co przygotowaliście!

Daniel: (śmiech)... Nic... (śmiech) Sacred Bones robią release Party w Nowym Jorku, a John, Sandy i Sean będą na Midsummer Scream na podpisywaniu komiksu i winyli. I to tyle na razie. Może coś się pojawi później we wrześniu, ale to trzeba poczekać na ogłoszenie.

Czyli na razie same nudne rzeczy?

Daniel: Tak, na razie żadnych koncertów, ale to się może zmienić.

A co w kwestii nowej muzyki? Wiecie już co dalej?

John: Tak, ale nie mogę Ci jeszcze nic zdradzić. No dobra, już pracujemy nad nowym albumem. Jesteśmy w trakcie, no ale nie możemy ruszyć do przodu, bo w tym momencie Daniel potrzebuje nowej gitary...

Daniel: (śmiech) Cały czas nad czymś pracujemy. Każdego dnia.

Jeszcze na koniec chciałbym zapytać Cię John o aktora, którego niedawno straciliśmy. Zagrał wspaniałą rolę w "W paszczy szaleństwa", a w Twojej komedii ukradł film Chevy'emu Chase'owi. Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie z pracą z Samem Neillem?

John: Cóż, Sam był zagorzałym fanem Beach Boys. Uwielbiał też zespół ojca Daniela, The Kinks. Pochodził z tamtej ery. Naprawdę to doceniałem. Próbował mnie przekonać, że tą złowrogą siłą w The Beach Boys był... jak on się nazywa... Mike Love. A ja z kolei próbowałem go przekonać do tego, że Mike Love był niezbędny dla brzmienia Beach Boys.

I to już wszystko, więc bardzo dziękuję za poświęcony czas! Miłego dnia życzę! Trzymajcie się!

John: Nie ma za co! Trzymaj się!

Daniel: Bardzo dziękuję, Tomasz! Pa!

zdjęcia: Sophie Gransard


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 13.08.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!