The Troops of Doom - "To zakończenie pięknej historii"


The Troops of Doom to brazylijska formacja, której przewodzi Jairo "Tormentor" Guedz - były gitarzysta legendarnej Sepultury. Muzyka mogliśmy usłyszeć na "Bestial Devastation" i "Morbid Visions", a i pojawił się także na koncertówce "Live in São Paulo". Działalność jego własnej kapeli wyraźnie nawiązuje do przygody z lat 80.: nie dość, że znajome logo, to jeszcze płynący z głośników siarczysty death/thrash metal. The Troops of Doom na koncie zapisać może dwie EP-ki i dwa pełne albumy, z których ostatni ukazał się dwa lata temu. Co nie oznacza, że w grupie niewiele się działo. W tym roku do odsłuchu pojawił się singiel z gościnnym udziałem m.in. wokalisty Testement, a do koncertowego składu formacji wskoczył sam Frank Blackfire z Sodom. O wczesnej Sepulturze i najnowszych wieściach z obozu The Troops of Doom: oto wyjątkowo sympatyczny Tormentor!





MetalSide: Hej! Zacznijmy od tego, że koncerty The Troops of Doom bazują na autorskim materiale, no ale zawsze gdzieś podkreśla się ten fakt, że byłeś członkiem Sepultury. W setliście musi się więc znaleźć miejsce dla kilku kawałków tej formacji. Jak obecnie, jako doświadczony muzyk, patrzysz na ten materiał, który stworzyliście jako banda nastolatków?

Jairo "Tormentor" Guedz: Tak. To dla mnie trochę dziwne, bo wtedy, w środku lat 80., nie wiedzieliśmy co w ogóle robimy. Robiliśmy to, co chcemy - ale z zaangażowaniem. I na początku nie patrzeliśmy na Sepulturę jako zespół w rozumieniu biznesowym. To było po prostu coś, co chcieliśmy wtedy robić - bardziej jak pasja. Wtedy nie mieliśmy żadnego wsparcia od studia czy producentów. Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia. Przy "Bestial Devastation" i "Morbid Visions" nie mieliśmy żadnej pomocy od ludzi, którzy już mieli okazję pracować przy muzyce. W naszej okolicy, w naszym kraju. W każdym studio, do którego weszła Sepultura byliśmy traktowani jakbyśmy byli złymi ludźmi (śmiech). "Co robicie z moim wzmacniaczem?". "No gramy własny kawałek". "Nie, tak nie można, tak się nie robi, to jest za głośne. To jest zbyt bezpośrednie, zbyt agresywne. Nie możecie używać mojego wzmacniacza". Mieliśmy więc taki problem. W tamtych czasach Brazylia była pod rządami wojska. To nie była demokracja jaką teraz znamy. Nie mogliśmy sprowadzić instrumentów z zewnątrz. Nie mogliśmy importować instrumentów, materiałów, backline'u i tego wszystkiego. Byliśmy więc zdani na łaskę właścicieli studia i ludzi, którzy mieli więcej pieniędzy od nas. Byliśmy wtedy bardzo biedni. Musieliśmy pożyczać instrumenty od innych zespołów i tak dalej.

10, 5 czy tam 6 lat temu - dokładnie nie pamiętam - rozmawiałem z Igorem Cavalerą na temat nagrania, ponownego nagrania jednego kawałka dla jego kanału YouTube: Beneath the Drums. Rozmawialiśmy, a ja byłem wtedy w trakcie nagrywania dla The Troops of Doom utworu "The Antichrist" Sepultury. Miałem ścieżki perkusji, metronom, clicka, gitary, bas - brakowało tylko wokali Alexa. Gadałem z Igorem i on na to, że skoro mam już ten materiał, mam clicka z metronomem, to może nagrać swoją perkusję, wrzucić na swój kanał i poprosić Maxa, by nagrał wokal i drugą gitarę. Zgodziłem się i wyszło bardzo fajnie. Później użyłem tych samych ścieżek do wersji The Troops of Doom na nasz album. Rozmawialiśmy i jakieś pięć lat temu - dokładnie nie pamiętam - trzy czy cztery pierwsze koncerty The Troops of Doom po pandemii w 2021 i 2022 zrobiliśmy grając przed braćmi Cavalera. Dwa na południu Brazylii i w Rio de Janeiro. Wydaje mi się, że zagraliśmy wtedy "Antichrist", "Troops of Doom", "Morbid Visions" i "Bestial Devastation". Graliśmy zanim chłopaki weszli na scenę. A po koncercie Igor i Max powiedzieli: "Hej, stary! To było zajebiste!". Usłyszeć teraz te numery z tej ery Sepultury - z lat '84-86 - z dobrym nagłośnieniem, na dobrych instrumentach i w dużej sali jest niesamowite. Widać teraz, że to brzmienie Sepultury z lat 80. było bardzo dobre. Tylko producent był do dupy. Nie stać nas wtedy było na nic lepszego. To tyle. Weszliśmy do studia, wyrzuciliśmy z siebie wszystko i tyle. "Teraz możecie spadać. Nie macie kasy. Oto wasz kawałek". Teraz możemy tego przesłuchać, zagrać to na dobrych instrumentach, z dobrym nagłośnieniem i backline'em. I to niesamowite, bo dla mnie te utwory są ciągle aktualne, ciągle są obecne. Dziś każdy zespół death lub thrash metalowy mógłby je napisać. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co ostatecznie wyszło. Później bracia Cavalera nagrali ponownie trzy pierwsze wydawnictwa, w tym album "Schizophrenia". I to było świetne, bo od początku mieli zamysł, by nagrać je tak jak w przeszłości, ale z dobrym brzmieniem, dobrym producentem i w dobrym studio. Podoba mi się to!

Ty byłeś jednak pierwszy, bo nowe wersje starych tych kawałków znalazły się na EP-kach The Troops of Doom. Fajnie było do nich siąść już z wiedzą i doświadczeniem?

Tak, tak! To była niezła zabawa i wyszło bardzo, bardzo dobrze. Jestem z tego bardzo dumny. I rzeczywiście pierwsi na to wpadliśmy! (śmiech)

A jakbyś porównał materiał z "Bestial Devastation" do "Morbid Visions"? Bo Max w reedycji napisał, że jego zdaniem album był krokiem w tył. Zespół nie ewoluował, tylko chciał jak najszybciej stworzyć pełny album.

Ja bym się nie zgodził. Kocham obydwa - bo w Brazylii to dwa zupełnie inne wydawnictwa. To EP i LP w ramach jednej paczki. Wydaje mi się, że gdy Roadrunner wypuszczało materiał dla reszty świata, to wtedy do pełnego albumu dorzucili "Bestial Devastation". Uwielbiam "Morbid Visions". Uważam, że jest bardziej profesjonalny. Mieliśmy większy budżet i lepsze studio. Nikt nas w nim nie chciał, no ale to jednak było bardzo dobre studio - w São Paulo. To było nasze pierwsze profesjonalne nagranie. "Bestial Devastation" nagraliśmy chyba w cztery godziny. Przy "Morbid Visions" spędziliśmy w studio coś koło tygodnia. A później poświęciliśmy czas na miks i tego typu sprawy. Myślę, że "Morbid Visions" pokazuje, czego wtedy słuchaliśmy. "Bestial Devastation" jest bardziej surowy. Podoba mi się to, no ale podoba mi się też styl kompozycji, ich struktura, to, w jaki sposób są zbudowane na "Morbid Visions".

Były jakieś decyzje czy błędy, które teraz, z perspektywy doświadczonego muzyka cię śmieszą? Bo Max wspomniał np. o tym, że zapomnieliście nastroić instrumenty.

(śmiech) To prawda! Jak teraz weźmiesz gitarę i zaczniesz grać, to ciężko ci będzie odwzorować brzmienie "Bestial Devastation" i "Morbid Visions". Każdy z numerów ma swój własny strój. Nie mieliśmy czasu i doświadczenia. Nie było tak, że wiesz: "znajdźmy strój, no wiesz z pedal-boarda i go wykorzystajmy". Nie, to było bardziej w stylu: "No dobra, sześć akordów brzmi ok., sześć strun jest ok. Max, dawaj gitarę. Ok., brzmi jak moja - można nagrywać". Teraz to szalone, bo teraz musisz słuchać i zmienić strojenie. Grasz jedne nuty, a później je przenosisz do innego strojenia, do standardowego, czy coś w tym stylu. Wtedy potrafiliśmy coś odjebać w studio. No wiesz, jak z tym, że w studio było wielkie, profesjonalne pianino - na środku drugiego studia, w którym nagrywaliśmy "Morbid Visions". A że byliśmy głodni, to poszliśmy do McDonalda. Nie mieliśmy pieniędzy, więc codziennie stołowaliśmy się w McDonaldzie. Poszliśmy, wzięliśmy dwa burgery dla każdego, dużą coca-colę i frytki. I wszystko postawiliśmy na pianinie. Pamiętam minę właściciela studia. "Wypierdalać stąd!" (śmiech)


Jak to się w ogóle stało, że na albumie to Ty odpowiadałeś za partie basu? Bo w książeczce widnieje Paulo Xisto.

Cóż, był wtedy basistą zespołu. Ale na początku zapytał się, czy nie mógłbym nagrać basu. No i nagrałem parę partii. Max też. To dlatego, że nie mieliśmy czasu. Paulo był bardzo spięty, nie miał wtedy doświadczenia. Obecnie jest dla mnie wielkim muzykiem. Wielkim profesjonalistą. Jest obecnie tą oryginalną częścią Sepultury. Podoba mi się jego styl gry - to, co robi, gdy Andreas gra swoje solówki. Mocny, bardzo ciężki. Kiedy widzisz na żywo Sepulturę, to jest to niesamowite - brzmienie jego basu. Wtedy jednak nie miał doświadczenia. Miejscami był spięty i grał nie te nuty. Byłem więc przyjacielem z zespołu, który musiał to zrobić. No i zrobiłem. Powiedziałem, że nagram to za niego, bo znam te partie, znam wszystko. Że mogę użyć kostki i szybko to położyć. No i tak właśnie zrobiliśmy. Nikt nie miał do nikogo pretensji. Nie wiem, czy później robili podobnie - czy np. Andreas coś nagrywał za niego. Nie mam pojęcia. Ale na początku tak to właśnie wyglądało, bo nie mieliśmy po prostu czasu.

Wielu muzyków, którzy byli częścią jakiejś legendarnej kapeli, nawet jeśli mają swoje własne zespoły i swój własny repertuar, to wpadają w pułapkę grania coverów. Zaczyna się od "jednego wyjątkowego koncertu", po czym pojawia się kolejny, kolejny i kolejny... Jak nie wpaść w coś takiego? Bo na pewno miałeś wiele propozycji.

(śmiech) Tak, miałem wiele takich zapytań. Jedyną rzeczą, na jaką się obecnie zgadzam, to... Bo ludzie się pytają - i uważam, że to w porządku - bo jestem dumny z mojej historii w Sepulturze. Menedżerowie, promotorzy i wszyscy chcą, by podkreślić na plakatach koncertowych, że jestem byłym gitarzystą Sepultury. Pytają się, czy mogą tak zrobić i nie mam z tym problemu. Obecnie jesteśmy w takim przejściowym okresie w heavy metalu. Widzę, że do czasu pandemii na każdym moim koncercie pojawiało się sporo starszych gości - moje roczniki. No wiesz, 40, 50 czy 60 lat. Tacy fani pojawiali się na moich występach. Po pandemii widzę teraz mnóstwo dzieciaków: 14, 12, 15 lat - szczególnie w Europie. W Brazylii też, ale przede wszystkim w Europie można zobaczyć np. ojców z małymi dziećmi na barana. Na festiwalach widzę dzieciaków po 12, 13 lat mających naszywki na bluzach. Mają Venom, Exciter, Kreatora, Slayera, Metallikę - tego typu kapele. To przejście jest dobre, ponieważ zdobywamy nowe rynki, a muzyka ekstremalna nową energię. Ci młodsi mnie nie znają. W większości nie znają mojej historii. Są za młodzi. Mam czwórkę dzieci, a moja najmłodsza córka ma 17 lat. Najstarsze dziecko ma już 37 lat, mój syn ma 31, kolejny 24 i córka 17. I ona nie zna już Sepultury. W ogóle. Jeśli więc powie komuś ze znajomych ze szkoły, że jej ojciec grał w Sepulturze, to to chłopaki w wieku 16-17 lat pytają się: "Co to kurwa znaczy? Pracuje na cmentarzu? Kopie groby, czy coś?" (śmiech) Młodzież wchodzi w rock'n'roll i rynek metalowy chcąc poznać historię. Słuchają starych rzeczy. Wiedzą bardzo dobrze, że lata 80. były bardzo, bardzo dobre - że to jedna z najlepszych dekad w historii heavy metalu. Słuchają dużo kapel z tego okresu. Dlatego moje nazwisko pojawia się na plakatach i materiałach promocyjnych. Teraz jest z nami Frank Blackfire, więc i musimy podkreślić i ten fakt. No wiesz, ex-Kreator, gitarzysta Sodom itp.

Jak to się stało, że Frank stał się częścią The Troops of Doom? To tylko na koncerty, czy może zagra również na albumie?

Rozmawialiśmy na ten temat parę tygodni temu. Pierwszą rzeczą o jaką zapytałem się Franka było to, czy nie zagra nami trasy koncertowej. Bo zbliża się letnia trasa koncertowa. Będą festiwale, w tym chociażby Wacken - sporo występów. Bardzo ważne koncerty dla nas. Zapytałem się, czy będzie częścią tej trasy i bez wahania się zgodził. Później, dzień po dniu coraz lepiej zaczęliśmy się poznawać i naprawdę chcę, by Frank był członkiem zespołu odpowiedzialnego za następny album. To by było świetne. Jest to możliwe, ale jeszcze oficjalnie nic nie postanowiono. Myślę, że się postara, aby się udało. Czekamy na start trasy, abyśmy się bardziej zrozumieli - żeby zrozumiał, o co chodzi w naszym zespole i żebyśmy go lepiej poznali. Ale na razie wszystko prowadzi do tego, byśmy razem coś w przyszłości zrobili.

Dlaczego w ogóle Marcelo Vasco opuścił The Troops of Doom? Był on ważną częścią grupy - to nie tylko gitarzysta, ale i chociażby osoba, która odpowiadała za okładki.

Tak, Marcelo jest bardzo znanym artystą. Zarabia na swoich pracach. Pracuje dla firmy ze Szwajcarii - nic związanego z branżą muzyczną. Robi też sporo dla Nuclear Blast i mniejszych lub większych wytwórni. Jest dość zajęty. Nie pasują mu trasy, życie w drodze. Nie jest gościem, który kocha trasy koncertowe. To muzyk, z którym można pracować w studio. Uwielbia pracę w studio. Jest bardzo dobrym kompozytorem i ma wiele świetnych pomysłów. Ma wiele innych projektów. Projektów studyjnych, black i death metalowych. Potrzebowałem kogoś, kto będzie mógł się pojawić na każdym koncercie. Nie lubię korzystać z zastępstwa. Wiesz, kogoś zamiast innej osoby na większości lub wszystkich koncertach. Dlatego w styczniu odbyliśmy rozmowę i po raz kolejny zapytałem się, czy jest w stanie to dalej robić. Czy chce ruszyć z nami w kolejną trasę? Powiedział, że nie, bo musi zarabiać i nie może być poza domem przez dłuższy czas. Wspólnie uznaliśmy więc, że najlepiej będzie, jak opuści zespół. Ciągle jesteśmy przyjaciółmi. Bardzo dobrymi. Nasze żony się przyjaźnią, mogę go odwiedzać w domu i dzwonić codziennie, żeby się spytać, co u niego słychać. Rozstaliśmy się w bardzo fajny sposób.


Całkiem niedawno The Troops of Doom wypuściło cover KISS. Jaka historia kryje się za "God of Thunder"? Bo to kawałek, który stanowi intro do każdego koncertu. Dlaczego ten numer jest dla Ciebie tak ważny?

Dla mnie to bardzo ważny utwór, ponieważ KISS był pierwszym rockowym/metalowym zespołem, który usłyszałem. Moja przygoda z metalem zaczęła się właśnie przy dźwiękach KISS. Później stałem się wielkim fanem zespołu - podobnie jak członkowie mojej grupy. Dlatego postanowiliśmy użyć tej kompozycji. "Użyjmy takiego pre-intro. Utworu, który jest ważny dla każdego z nas". Zrobiliśmy głosowanie i zgodziliśmy się, że "God of Thunder" jest niesamowity. I w zasadzie od początku puszczamy go przed intro. Daje nam on na backstage'u inną energię. Kiedy go słyszymy, kiedy słyszą go nasi fani, to wiadomo, że zaraz wkroczymy na scenę. Pięć minut do zagłady - podoba mi się to! (śmiech) Używaliśmy oryginalnej wersji KISS i dalej będziemy używać. No ale postanowiliśmy ją nagrać jako swoisty hołd dla KISS. Kochamy ten kawałek i chcieliśmy go nagrać. Uderzyliśmy do kilku przyjaciół z Brazylii i Europy, bo wiedzieliśmy, że oni także są wielkimi fanami KISS. Zaczynali swoją przygodę z tym zespołem jak ja. Ja i Marcelo skontaktowaliśmy się z nimi. Również i Alex z nimi rozmawiał. Zapytaliśmy się, czy wezmą udział. Chuck Billy, goście z Brazylii - PJ jest członkiem najbardziej znanej brazylijskiej kapeli popowej. Nie siedzi w branży metalowej. Zagrał na basie. Inny nasz przyjaciel zrobił chórki - z Dr Sin z São Paulo. I to tyle. Sporo gości. Super było zrobić coś takiego.

Niedawno recenzowaliśmy EP pewnego polskiego zespołu o nazwie Zdechły Anioł. Jak to się stało, że gościnnie pojawiłeś się na "Kurwomancer"?

(śmiech) Tak! Wiesz, "kurwa" to u Was brzydkie słowo, nie? I chyba w krajach pokroju Czech również. A to bardzo popularne słowo w Brazylii. Słyszysz je codziennie i nie ma nic wspólnego z przekleństwami. "Curva" dla nas, w języku portugalskim oznacza "ostry zakręt". Na skrzyżowaniu musisz "skręcić" w prawo. Tego typu sprawy. Chłopacy się mnie zapytali. Nie robię tego zbyt często. Nie nagrywam dla innych, nie pojawiam się gościnnie. Jestem domatorem. Nie nagrywam dla innych, nie chodzę na imprezy i w ogóle. Ale podczas rozmowy czułem od nich pozytywną energię. Posłuchałem jak brzmią i uznałem, że chcę zrobić coś bardzo, bardzo agresywnego. Było ekstra. Nie było też łatwo, ponieważ miałem mało czasu. Musiałem pójść do studia, a mam bardzo dużo pracy z własnym zespołem. Ale wyszło fajnie. Myślę, że im się spodobało.

Sepultura jest w trakcie pożegnalnej trasy i zespół zapowiedział, że swój ostatni koncert zagra w São Paulo. Wiadomo, że Igor i Max się nie pojawią. A co z Tobą? Bo w 2005 roku pojawiłeś się na DVD. Zagrałbyś z chłopakami na wielkim finale?

No pewnie! To byłby prawdziwy honor i jednocześnie przyjemność. Jasne! Tak, wydaje mi się, że Igor i Max nie wezmą udziału. Myślę jednak, że to będzie niesamowita, świetna zabawa dla fanów - ten ostatni koncert. Oficjalnie nie dostałem żadnego zaproszenia. Nikt się mnie nie zapytał. Ale od czasu do czasu rozmawiam z Andreasem. Może nie dużo, ale jednak. Jeśli chciałby, abym się pojawił i będę wtedy w Brazylii, to zrobię to z przyjemnością. Bo to zakończenie pięknej historii. Historii Sepultury.

I to wszystko, co przygotowałem! Bardzo dziękuję za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów do polskich fanów zarówno tej wczesnej ery Sepultury, jak i death metalu od The Troops od Doom!

Tomasz, to była czysta przyjemność! Bardzo dziękuję! Możesz do mnie dzwonić, kiedy tylko chcesz! Na następnej trasie Polski zabraknie, ale zagramy dużo razy w Niemczech. Będą Niemcy, Skandynawia, Bułgaria, Grecja - sporo nowych miejsc. Niestety jednak tym razem bez Polski. Ale w następnym roku, kiedy wypuścimy nowy album i będziemy robić kolejną trasę, to z pewnością odwiedzimy Polskę. Mam u Was dobrych przyjaciół. Chciałbym, aby ludzie śledzili social media The Troops of Doom. Do tego przesyłam duże uściski dla fanów wczesnej Sepultury. No i również dla fanów tej nowej! (śmiech) Kocham wszystkie fazy Sepultury. Wszystkie ery i składy. Bardzo dziękuję jednak tym fanom wczesnej fazy działalności i fanom The Troops of Doom. Mam nadzieję, że zobaczymy się w przyszłym roku w Polsce. Bardzo dziękuję!

Jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę miłego dnia! Bo którą tam macie u siebie godzinę? 16?

Dokładnie! A Ty chyba zaraz idziesz spać, nie? (śmiech)

Tak! To do zobaczenia!

Na razie! Dzięki, Tomasz!


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 10.08.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!