Asia - "Album jest skończony i nagrany"


Nie ma chyba na świecie fana rocka, który nie słyszałby o zespole Asia. Ta brytyjska grupa powstała w 1981 roku i w jej pierwszym składzie znaleźć mogliśmy same legendy. Jej głównodowodzącym jest klawiszowiec Geoff Downes, a na przestrzeni lat przez zespół przewinęły się takie znakomitości jak m.in. Steve Howe (Yes), Carl Palmer (ELP), Chris Slade (ex-AC/DC), Al Pitrelli (Savatage), czy Ron "Bumblefoot" Thal (ex-Guns N'Roses) - lista jest długa, ale i też imponująca. Obecnie, reaktywowana kilka lat temu Asia tworzona jest przez Downesa, Johna Mitchella (It Bites, John Wetton), Virgila Donatiego (Planet X, ex-U.K.) i szerzej nieznanego Harry'ego Whitley'a. I to właśnie sylwetkę tego ostatniego muzyka postanowiliśmy przybliżyć. Skąd on się w ogóle wziął? Jaka jest jego muzyczna przeszłość? Co może nam powiedzieć o wydanej niedawno koncertówce "Live in England - Night One"? No i co może zdradzić o (jak się okazuje: ukończonym!) następcy wydanego w 2014 roku albumu "Gravitas"? Oto przed Wami młody, zdolny i przesympatyczny basista/wokalista Asia!





MetalSide: Cześć! Bardzo miło mi cię poznać!

Harry Whitley: Wzajemnie! Mi również miło Cię poznać.

Zacznijmy od tego, że legendarna Asia powróciła - z Tobą na froncie. Chciałbym więc przedstawić Cię polskim fanom. Jak zaczęła się Twoja muzyczna przygoda? Bo z tego, co wiem, to zacząłeś grać w wieku pięciu lat.

Tak, tak. Kiedy miałem 5 lat, to zacząłem brać lekcje gry na fortepianie w stylu klasycznym. Przeszedłem przez wszystkie stopnie, nauczyłem się tych wszystkich klasycznych utworów, a następnie zajmowałem się jazzem, jak również samą teorią. Tak naprawdę, to chyba była jedyna rzecz, w jakiej byłem dobry (śmiech). Nie byłem zbyt dobry w sporcie, nie byłem zbyt dobry w sztuce, czy coś. Była tylko muzyka - i pokochałem to. Zacząłem grać z kapelami w pubach i klubach, grać na weselach, a później wylądowałem w tribute bandzie Deep Purple. To było... (śmiech) Tak, było to całkiem w porządku. Od tamtego momentu ruszyła lawina. Wiedziałem, że to coś, co zawsze chciałem robić, ale zawsze czułem, że to coś niemożliwego, o ile nie znajdziesz się w we właściwym miejscu we właściwym czasie. Grałem dalej robiąc te wszystkie rzeczy. I tak to właśnie wyglądały te moje początki.

Chodziłeś do szkoły muzycznej?

Miałem nauczyciela muzyki. Brałem prywatne lekcje muzyki, od kiedy miałem pięć lat do czasu, aż skończyłem 14 czy 15. Było świetnie. To dobry sposób na spędzanie czasu. To był dobry trening.

A kiedy poczułeś, że klawisze to dla Ciebie za mało? Bo obecnie śmiało można nazwać Cię multi-instrumentalistą.

Ciągle gram na fortepianie. Tak o sobie myślę. Kiedy miałem jakieś 15 lub 16 lat, to ktoś w mojej okolicy wyrzucał zestaw perkusyjny. I to albo moi rodzice albo dziadkowie powiedzieli, że w takim razie oni go wezmą. Usiadłem za nim i całkiem mi się spodobało. Było trochę inaczej. Później ktoś, z którego ojcem byłem w zespole kupił bas. I coś z tym instrumentem było nie tak. Nieźle sobie radziłem z lutowaniem i naprawianiem różnych rzeczy, więc go mi przynieśli, a ja go naprawiłem. "Teraz powinno być ok., co nie?". Następnie kupiłem gitarę i po prostu trochę się nią wygłupiałem. Nie powiedziałbym jednak, że jestem jakimś świetnym gitarzystą, perkusistą czy basistą. To na klawiszach naprawdę wiem co robię. Tak naprawdę, to przed Asia nie grałem nawet na basie. Po prostu tego nie robiłem. To nie było nic, co miałem na uwadze. Gdy zapytali, czy potrafię grać na basie, to odpowiedziałem: "No jasne, że tak! Potrafię grać na basie! Pewnie, że tak! Żaden problem!" (śmiech) To był dopiero szok. No ale tak, to wszystko wyglądało tak, że po prostu po drodze chwytałem różne instrumenty. W moim sercu ciągle są jednak klawisze. To samo zresztą ze śpiewaniem. Do osiemnastego roku życia tak naprawdę nigdy nie śpiewałem. A wziąłem się za to tylko dlatego, że byłem wówczas w zespole, w którym nie mieliśmy wokalisty. Musieliśmy się zmieniać - każdy miał śpiewać po trzy kawałki. Ale później stopniowo każdy przestawał i skończyło się na tym, że ja musiałem. No i tak to z tym wyszło.

Wspomniałeś wcześniej o tribute bandzie Deep Purple. Z tego, co się orientuję, to miałeś wówczas 16 lat. Jak dołączyłeś do tej grupy i jakie masz wspomnienia z nią związane?

Mój wujek chodził ćwiczyć na siłownię i ktoś mu powiedział, że założył zespół i chce grać koncerty po Wielkiej Brytanii. Że grają kawałki Deep Purple, ale mają problem ze znalezieniem klawiszowca. No i mój wujek powiedział, że zna kogoś, ale ciągle jest w szkole. I wydaje mi się, że facet zgodził się mnie poznać tylko po to, by mu poprawić humor. No bo rzeczywiście chodziłem wtedy do szkoły. Poszedłem na próbę do jego domu, gdzie byli wszyscy członkowie kapeli. I było świetnie. Nauczyłem się trzech kawałków: chyba chcieli "Highway Star", "Lazy" i "Perfect Strangers". Te trzy numery. Nauczyłem się ich, pojawiłem się, było super. Powiedzieli, że chcieliby zagrać w tym roku, ale ciągle chodzę do szkoły. Nie wiedziałem, co z tym zrobić. Doszliśmy do wniosku, że poczekają aż skończę szkołę i wtedy zaczniemy razem grać. Czekali więc do lata, a po zakończeniu szkoły zaczęliśmy grać te kawałki. Było świetnie. I wkrótce zaczęło to ewoluować. Zaczęło się wyłącznie od Deep Purple, ale później to był już taki Deep Purple/Pink Floyd tribute band. Robiliśmy jeden set Pink Floyd i drugi Deep Purple. Było super. Ciągle lubię te rzeczy. Co zabawne, jakiś miesiąc temu po raz pierwszy od lat odpaliłem Deep Purple. Zapomniałem jak bardzo lubię te utwory, bo jak cały czas czegoś słuchasz, to po pewnym czasie masz tego dość - no bo już je znasz. Ale są świetne. Kocham Deep Purple.

W 2020 roku postanowiłeś założyć kanał na YouTube. To był sposób na zabicie czasu, czy może miałeś jakiś większy cel, np. zwrócenie na siebie uwagi przez jakiś zespół?

Z tego, co pamiętam, to jako duet graliśmy wtedy w pubach. Co zabawne, byłem ja i mój były nauczyciel gry na fortepianie. Ale on grał na basie, a ja śpiewałem i grałem na klawiszach. Graliśmy sobie w pubach i po prostu dobrze się bawiliśmy - nic szalonego. No i oczywiście przyszła pandemia. Pomyślałem wówczas, że może z nudów wrzucę jakieś kawałki na YouTube. Miałem nadzieję, że gdy pandemia się skończy, to będę je mógł wysłać do pubów lub ludziom, którzy szykują się do wesela, by pokazać, czym się zajmujemy. No wiesz, z zapytaniem, czy byliby nami zainteresowani. No i tak zrobiłem, a jednym z wideo był cover Asia. I tak, kocham Asia, zawsze uwielbiałem ten zespół, ale sam cover zrobiłem tylko i wyłącznie dlatego, że był na czubku mojej setlisty na iPadzie. Bo wiesz, było Asia, ABBA i tak dalej. Zrobiłem więc ten cover i odzew był taki, że miałem więcej wyświetleń niż cokolwiek innego. Pomyślałem sobie, że oho, coś w tym jest. Nagrałem więc parę innych. Nie było jednak większej strategii - że, "o, wiem, co mogę tym osiągnąć. Mogę w taki sposób dostać się do Asia". Po prostu zrobiłem więcej coverów Asia, bo fajnie się oglądały. No i wyszło na to, że to był dobry pomysł.


No właśnie. Bo zwróciłeś uwagę samego Geoffa Downesa. Powiedz mi, jak to jest: dostać wiadomość od swojego idola z zaproszeniem na koncert?

Kocham Geoffa. Zawsze uwielbiałem jego grę. Zawsze był tym wysmakowanym prog-rockowym klawiszowcem. Nie grał przesadnie efektownie, zawsze grał to, co było trzeba. To jest właśnie Geoff. Jasne, zawsze miał umiejętności do tego, by się móc popisywać, ale nigdy tego nie robił. Był jak Ferrari jadące 50 mil na godzinę. Wiesz, że może jechać szybciej, ale tak jest wygodnie. Pamiętam jak dostałem wiadomość na Twitterze w stylu: "Dobra robota przy coverach! Oby tak dalej!". A ja na to: "Coo? Nie, to nie może być TEN Geoff Downes". No ale jednak był. No to zapytałem co chciałby usłyszeć, a on na to, żebym spróbował "Sole Survivor". No to zrobiłem cover "Sole Survivor", a on poprosił o mój adres. Podałem mu go, a on wysłał mi box-set Asia. Powiedział: "Oto mały prezent, żebyś się mógł nauczyć paru innych kawałków. Mam nadzieję, że niedługo nadgonimy zaległości!". To było coś w tym stylu. I następne co pamiętam, że ja i mój nauczyciel gramy na weselu, a tu przychodzi do mnie mail od menedżmentu Asia - którzy przy okazji zajmują się także Yes. No i czytam w nim, że chcą mnie zaprosić na tribute-show poświęcony Johnowi Wettonowi. Czy byłbym zainteresowany wykonaniem kilku utworów. Pomyślałem sobie: "No jasne! Zróbmy to!". Myślałem w ogóle, że chcą bym się pojawił, by coś zagrać i zaśpiewać. A później mieliśmy rozmowę przez Zoom. Otwieram okienko, a tam Geoff Downes. Myślę sobie: "O mój Boże! Co mam robić? Co mam powiedzieć? Czy w ogóle dobrze wyglądam?" (śmiech) No i okazało się, że chciał byśmy wykonali sporą ilość numerów Asia. Złożył sobie taki mały zespół, w którym ja miałem śpiewać i pograć troszkę na klawiszach, Geoff miał grać na klawiszach, Jay Schellen z Yes na perkusji, Billy Sherwood miał grać na basie i śpiewać chórki.

Jeszcze Mitchell z tego, co kojarzę.

No tak! John Mitchell na gitarze i wokalu. Jak mogłem zapomnieć o Johnie Mitchellu? (śmiech) No więc zagraliśmy ten koncert. Bill Bruford wrócił z emerytury, Rick Wakeman tam był - wszyscy ci ludzie związani z życiem Johna Wettona. Pod koniec tego show Geoff podszedł do mnie i powiedział, że powinniśmy zagrać więcej takich koncertów. "No jasne, byłoby super!". Ale tak naprawdę to myślałem, że to tyle. Myślałem, że to tylko taki zwrot, którego się używa. Minęło parę miesięcy i nagle dostałem maila z zapytaniem, czy byłbym zainteresowany dołączeniem do Asia na stałe. No i z pytaniem, czy gram na basie. "No pewnie, że gram na basie. Żaden problem!". Zaplanowana została cała trasa po Stanach Zjednoczonych i wyruszyliśmy razem z Focus, Curved Air i Martinem Turnerem. Od tego momentu lawina ruszyła. Ciągle jednak nie mogłem uwierzyć. To jedna z tych rzeczy, która wydała się wręcz nierealna. To się dzieje naprawdę? Czy to możliwe? Było niesamowicie.

Czułeś presję? Bo wchodziłeś w buty wielkiego muzyka.

To na próbach dotarło do mnie jak wielka jest to rzecz. Oczywiście wiedziałem, że to wielka sprawa, ale dopiero kiedy rzeczywiście zaczynasz to robić, kiedy fani się dowiadują... Jasne, my wiedzieliśmy, że będziemy grać, ale nikt więcej. No i kiedy wszystko zostało ogłoszone, to pojawiły się pytania: "Dlaczego właśnie ten gość?". "Przecież to nikt, a mogliście wybrać kogokolwiek" - wiesz, coś w tym stylu. To był moment, w którym pomyślałem, że tak - muszę dać z siebie wszystko. Nikt nie zastąpi Johna Wettona, ale mogę po prostu spróbować dać z siebie wszystko. Pamiętam nasz pierwszy koncert. Z Ridgefield, Connecticut z The Ridgefield Playhouse. Przed występem chodziłem w tę i z powrotem, spacerowałem na zewnątrz, panikując. Nie byłem pewny tego, czy dam radę. Myślałem, że ludzie mnie znienawidzą. Byłem tego pewien. "To okropne" - myślałem. Po pierwszym kawałku, gdy zagraliśmy na start "Wildest Dreams", to wszyscy wstali i dosłownie oszaleli. "Będzie dobrze! Będzie dobrze!" - odetchnąłem z ulgą. Wiadomo, zawsze będą ludzie, którzy nie będą zadowoleni z tego, w jaki sposób je wykonuję, czy coś. Ale to był właśnie ten moment, podczas tego pierwszego koncertu, kiedy pomyślałem, że będzie dobrze. Byłem jednak przerażony. Dalej trochę jestem. Ciągle gdzieś pojawiają się myśli pokroju "czy ludziom się podoba?", "czy wszyscy są zadowoleni?". "Są? No to super!".

Wykonujesz kawałki, które sprzedały się w milionach kopii. Jak sprawić, by zabrzmiały jak Twoje? W końcu śpiewasz je na swój sposób. Nie starasz się imitować Johna Wettona, czy innego wokalisty.

Potrafię je śpiewać tylko tak, jak ja bym je zaśpiewał. To chyba przez to, że nie grałem wcześniej na basie i nie byłem wcześniej wokalistą rockowym. Ja tylko po prostu śpiewałem. Nie byłem kimś w stylu Bobby'ego Kimballa, czy coś. Nie byłem na froncie z mikrofonem z ręce, krzycząc do publiki. Po prostu musiałem je zaśpiewać i na szczęście mam podobny styl do Johna Wettona. Mocny, ale nie krzykliwy czy przesadzony. Bez szybkich pasaży i tego typu rzeczy; to było po prostu coś dość czystego i głośnego. Myślę, że pod tym względem to pomogło. Myślę, że gdyby to był ktoś inny, gdyby to był inny wokalista, to byłaby zupełnie inna historia. Czułem się dość komfortowo. Oczywiście jest parę kawałków, które są śpiewane dość wysoko - i one zawsze stanowią wyzwanie. Parę miesięcy temu byliśmy na trasie po Japonii i na miejscu wszyscy się przeziębiliśmy. Pomyślałem sobie, że to może być problem, bo w niektórych utworach musisz być w topowej formie, by osiągnąć pewne rejestry. Daliśmy radę, ale łatwo nie było. Utrzymanie swojego głosu w odpowiedniej formie było sporym wyzwaniem podczas tej trasy. Ale tak, uważam, że mamy podobny głos. Nie identyczny - o tym wiem. Ludzie mówią, że brzmię jak John Wetton - nie mogę się zgodzić. Myślę, że chodzi po prostu o to, że jest wystarczająco podobny. Brzmi to trochę jak baryton śpiewający nieco poza swoim zakresem. Myślę, że właśnie o to chodzi. Ale przyjmuję te komplementy, bo uważam, że John Wetton ma świetny głos.

A jak to się stało, że po serii koncertów po Stanach wylądowaliście w Trading Boundaries grając trzy różne albumy?

Dobre pytanie! Nie wiem. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło. Myślę, że początkowo był to pomysł menedżmentu lub samego Geoffa. Myślę, że dostaliśmy ofertę zagrania trzech wieczorów i Geoff nie chciał grać co noc tego samego - nie żeby było to coś złego. Ale chciał pewnego wyzwania: "Dlaczego więc nie zagramy pierwszych trzech albumów? Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiliśmy". Zgodziliśmy się. Uznaliśmy, że będzie w porządku. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że będziemy musieli się nauczyć 38 kompozycji. Nie mając w ogóle na to czasu! (śmiech) To był jednak świetny pomysł, który chyba wyszedł od menedżmentu. Nie miałem pojęcia, że będziemy to wszystko nagrywać. Myślałem, że po prostu zagramy i tyle. Ale fajnie, że to wszystko zostało zarejestrowane, bo wyszło bardzo dobrze.

Dostaliśmy już "Night One". Rozumiem, że "Alpha" i "Astra" będą częścią drugą i trzecią?

Dokładnie tak. Są ukończone, nagrane, poukładane. Nie wiem jednak, kiedy zostaną one wydane, ponieważ najpierw musi się ukazać coś innego.


W wersji Blu-ray "Night One" zaciekawiło mnie to, że pomiędzy kawałki potrafi Wam się zmienić garderoba. To miks wykonań z kilku wieczorów, czy po prostu wyedytowano przerwy?

"Night One" to chyba cała "Asia" z tego pierwszego wieczoru. Dopiero bonusy są z innych nocy. "The Heat Goes On" jest z drugiej, a "Video Killed the Radio Star" chyba z trzeciej. B-side'y są więc z różnych setów. Ale album "Asia" wykonywaliśmy każdej nocy. Tym pierwszym setem zawsze była "Asia", a następnie drugiego wieczoru drugi album itd. No ale myślę, że "Night One" to rzeczywiście pierwsza noc. Nie druga noc przebrana za tą pierwszą. Choć oczywiście mogę się mylić. Ale tak, setlista idzie tak jak wtedy szła.

Bardzo mi się podoba "Video Killed the Radio Star" w tej koncertowej wersji. Ostatnio wyskoczył mi cover na żywo tego kawałka na YouTube i nie był zbyt fajny. Okazuje się więc, że to nie jest prosty numer, jak mogłoby się wydawać.

Tak, to dość... podstępna piosenka. Składa się na to wiele rzeczy. Trudną ją zagrać w kwartecie, ponieważ wiele w niej partii na klawiszach. Oczywiście w oryginale grał na niej Geoff, więc zna wszystkie sztuczki, dzięki których całość brzmi tak jak powinna. Myślę, że ludzie czasami mylą zmiany tonacji. Pamiętam, jak to było za pierwszym razem. Zapytałem Geoffa: "Czy to jest tak, tak i tak?". A on na to: "Blisko, blisko, ale niezupełnie. Masz tam tę nutę, która powinna być tam...". Tak, to trudna piosenka do zagrania i chylę czoła przed Trevorem Hornem, bo te odstępy na basie w pierwszej zwrotce są tak szerokie, że to aż okropne. A musisz jednocześnie do tego śpiewać! Fajnie się go jednak wykonuje i wszyscy zawsze świetnie się na nim bawią. Wiem, że to nie jest utwór Asia, ale ludzie rozumieją związek Geoffa z tą kompozycją, więc żywo reagują, gdy tylko usłyszą intro.

A jaki numer Asia najbardziej lubisz wykonywać na żywo?

Trudne pytanie, bo to się zmienia. Pamiętam, że na pierwszej trasie bardzo lubiłem śpiewać "Go". Uwielbiam ten kawałek. Ale wraz z upływem czasu bardziej skłaniam się ku "Don't Cry". Jest coś w tym numerze, co bardzo lubię. Wiem, że gdy robiliśmy te trzy koncerty w Trading Boundaries, to bardzo lubiłem jeden z B-side'ów: "Daylight". Uważam, że to fantastyczny numer. Wiem jednak, że ulubionym Geoffa jest "Only Time Will Tell". Geoff uważa, że to kawałek najbardziej w stylu Asia. Ma taki potężny refren, zwrotki, które do niego stopniowo prowadzą, ma też tą dużą środkową partię. Ja mam słabość do refrenów. Uwielbiam refreny, a "Don't Cry" ma właśnie ten motyw "Don't cry - da-da-da-da-da - Don't Cry". Tak, mam słabość do tej kompozycji. Bardzo ją lubię.

Mi się bardzo podoba "Ride Easy". Wpadający w ucho i jednocześnie z nutką melancholii.

Tak, jest fajny. Nie wiem jednak dlaczego nie znalazł się na pełnym albumie. Bo nie był na nim, nie? To był chyba B-side na "Heat of the Moment". Lubię ten numer i co zabawne, za każdym razem jak któryś ze znajomych słyszy tę koncertówkę, to mówi później, że bardzo spodobał mu się "Ride Easy". Wszyscy mówią: "Lubię ten numer, co się zaczyna klawesynem!". Na tym kawałku grałem na basie Johna Wettona. To jedyny numer, na którym użyłem innej gitary basowej i właśnie pozwolili mi użyć jednej z należących do Johna.

Wraz z ogłoszeniem "Night One" pojawiła się informacja o tym, że pracujecie nad następcą "Gravitas". Możesz zdradzić coś więcej?

Tak, mogę. Album jest skończony i nagrany. Jest gotowy na to, byście go otrzymali! Nie wiem dokładnie kiedy wychodzi, ale w tym roku. Mogę się domyślać, że pewnie z końcem lata, ale dokładnie to nie wiem. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale tak: jest gotowy, a w jednym z utworów gra Steve Howe. Są pewne rzeczy od Johna Wettona, które nigdy nie zostały wydane, a nad którymi pracowaliśmy - one również trafią na album. Jest dobry. Praca nad nim była wspaniała. Kiedy dowiedziałem się, że będziemy nagrywać nowy album studyjny, to nie wiedziałem jak bardzo będę w ten proces zaangażowany. Myślałem, że to będzie coś na zasadzie: "posłuchaj kawałków, zagraj to i tamto, zaśpiewaj i to by było na tyle". Ale nie, byłem bardzo zaangażowany, aż po sam miks. Razem z Geoffem nagraliśmy wszystkie klawisze. Było świetnie. Dla mnie i mam nadzieję, że dla reszty grupy również było to fajne doświadczenie. Bo część rzeczy zarejestrowaliśmy zdalnie - z uwagi na to, że Virgil mieszka we Włoszech. Są więc partie nagrane na odległość. Samo doświadczenie było jednak świetne i myślę, że materiał wyszedł bardzo, bardzo dobrze. Kto wie, może niedługo będziesz mógł już coś usłyszeć.

To zabawne, bo dostałem dziś maila z zapytaniem czy będziemy rozmawiać o nowym albumie, a ja myślę sobie: "Jakim znowu nowym albumie?!" (śmiech)

Tak, bo on w zasadzie został ogłoszony, ale tak po cichu. "Macie tutaj nowy album koncertowy, a tak przy okazji: będzie też nowy album studyjny". No i właśnie jest w drodze.

Ile w ogóle kawałków przygotowaliście?

Bodajże 13? Coś koło tego. Będzie jeden epicki, taki bardzo długi numer, który spodoba się wielbicielom proga. Ale chyba łącznie 13. Będzie też na albumie jeszcze jeden wyjątkowy gość. To bardzo znany perkusista, który jest w zespole mającym związek z Virgilem Donatim. To mogę zdradzić, ale już nic więcej - nie wiem, czy mogę dodać coś więcej w tej kwestii. Jest zespół związany z Virgilem i ich perkusista zagra na naszym nowym albumie.

A pierwszy singiel kiedy?

Niedługo. Myślę, że to kwestia kilku tygodni.

A muzycznie jakbyś porównał ten nowy materiał do np. "Gravitas"?

Powiedziałbym, że album ma klimat "Gravitas", ale jednak jest troszkę cięższy. Myślę, że jest trochę mocniejszy. No i uważam, że jest także dość zróżnicowany. Jest w nim taka bardziej progresywna strona - mamy chociażby rzeczy w strukturze 11/8. Z drugiej strony mamy też coś jak ostatni utwór, który w zasadzie jest jednym, długim refrenem. To coś wpadającego w ucho. A pomiędzy jest dużo zróżnicowania. Trochę wszystkiego. Jest ballada, jest szybka piosenka, kila wolniejszych. Fajny miks różnych rzeczy. Jestem bardzo dumny z tego krążka.

Jak już powiedziałeś wcześniej: za Wami trasa po Japonii. A jakie koncertowe plany na przyszłość?

W przyszłym roku gramy na Cruise to the Edge i na On the Blue Cruise. Wracamy też do Japonii, a w okolicach rejsu mamy jakieś plany, które mogą ale nie muszą obejmować Wielką Brytanię lub Europę. Nie mogę jednak jeszcze o tym mówić. Nic więc nie mówię. To się może, ale nie musi wydarzyć. Może zagramy w UK i Europie, a może nie. Może zagramy w Stanach, a może nie. Ale w Japonii na pewno. To chyba mogę potwierdzić. No dobra, BYĆ MOŻE wrócimy do Japonii - niech tak będzie żeby nikt na mnie krzyczał (śmiech). Będzie więc sporo koncertów w przyszłym roku. Album prawdopodobnie pod koniec lata, a następnie pozostałe dwa koncertowe. Być może pierwszy na Święta, a drugi w przyszłym roku. Do końca nie wiem. Nie mogę się jednak doczekać, ponieważ nie słuchałem ich od czasu, kiedy je zmiksowaliśmy. To będzie więc ciekawe doświadczenie. Sporo tras nas czeka, być może jakieś kolejne nagranie - zobaczymy. To bardzo ekscytujące.

Fajnie byłoby zobaczyć Asię w Polsce, bo sporo czasu minęło...

Kiedy byli ostatnio?

Jeszcze byłem wtedy młody i piękny. Na pewno z 10 lat temu, bo jeszcze z Wettonem.

No tak, bo zmarł w 2017 roku, więc przynajmniej z 10 lat. Trochę też czasu minęło, od kiedy Asia ostatni raz grała w UK - chodzi mi o trasę. No bo wiadomo: mieliśmy te trzy noce i rozgrzewkę przed startem trasy po Japonii. Ale jeśli chodzi o trasę koncertową, to trochę czasu też minęło. Dlatego nie mogę się doczekać tego, byśmy znowu zagrali (lub nie) w Wielkiej Brytanii. I w Europie. Chciałbym zagrać po Europie. Ja to w ogóle chciałbym grać wszędzie. Ludzie zawsze się pytają: "Dlaczego nie przyjedziecie do nas?", "Dlaczego nie przylecicie do Brazylii?", "Dlaczego nie zagracie w Australii?". Ja bym chciał! (śmiech) Ja bym chciał zagrać wszędzie! Problem jest taki, że to niemożliwe pod względem logistycznym. Ludzie zapominają, że obecnie koszty zabrania zespołu i ekipy na światową trasę koncertową są astronomiczne. Musisz opłacić hotele, ludzi, ekipie technicznej, zapłacić za busy, jedzenie, opłacić klub, itd. Nawet same loty kosztują tysiące, nie mówiąc już o wizach - to wszystko jest bardzo, bardzo drogie. Ja bym chciał zagrać wszędzie i wiesz co? Zagramy! Zagramy wszędzie! Mówię to tu i teraz! Chcecie żebyśmy do Was przyjechali? Przyjedziemy! Prędzej czy później.

I to wszystko, co przygotowałem! Bardzo dziękuję za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla polskich fanów Asia!

Nie mogę się doczekać, aż będę mógł przyjechać i zagrać w Polsce. A jestem pewny tego, że to się wydarzy! Macie przepiękny kraj i nie mogę się doczekać, by pewnego dnia Was odwiedzić i dać możliwość bawienia się przy dźwiękach Asia. Co powinno nastąpić wkrótce!

zdjęcia: Scruffy Bear Media




Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 11.07.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!