Thundermother - "Z reguły muzycy nie są normalnymi ludźmi"
Jeśli gdzieś pojawia się temat żeńskich zespołów, to jedną z nazw, która pada najczęściej jest Thundermother. Dowodzona przez Filippę Nässil szwedzka formacja udowodniła, że hard rock to nie tylko domena facetów. Może i nie zawsze wszystko szło po jej myśli - w końcu już dwa razy skład spektakularnie się rozleciał - ale to jej nie powstrzymało. Niedawno kapela podpisała kontrakt z Napalm Records i wypuściła koncertówkę "Live'n'Alive". To była fajna okazja do tego, by porozmawiać o występach Thundermother. Na nasze pytania postanowiła odpowiedzieć wokalistka Linnéa Vikström, którą fani metalu kojarzyć mogą chociażby z występów z Therion. Co ciekawego miała nam do powiedzenia?
Linnéa Vikström: Hej! Jak się masz?
Dzień wolny, piękna pogoda, jest dobrze!
Super!
Zacznijmy może od faktu, że ledwo podpisałyście kontrakt z Napalm Records, a już macie na rynku album koncertowy: "Live'n'Alive". To coś, co już było w przygotowaniu, czy może pomysł na to wydawnictwo wyszedł właśnie od Napalm?
Już od dłuższego czasu był w przygotowaniu. Rozmawiałyśmy o tym, jak tylko dołączyłam do zespołu. To była jedna z pierwszych rzeczy, o jakich wspomniałam: "Powinnyśmy zrobić koncertówkę!". Później się to sprowadziło do tego, czy uda nam się w ogóle ten pomysł zrealizować - bo to duże przedsięwzięcie. Dobrze się to złożyło ze zmianą wydawcy, ponieważ spodobał im się ten pomysł.
A dlaczego w ogóle zmiana wydawcy? Bo z AFM Records byłyście związane przez dość długi czas.
Tak... Poczekaj chwilkę - muszę coś podnieść... Już. Nie jestem odpowiednią osobą do odpowiedzenia na to pytanie. Nie chodzi jednak o jakieś niesnaski czy coś w tym stylu. Wykonali świetną robotę. Nie wiem jednak skąd ta zmiana - na pewno nie chodziło o coś złego.
Czasami zmiana jest dobra, ponieważ na nowo motywuje grupę.
Dokładnie.
A dlaczego właśnie Napalm?
Sprawiali wrażenie grupki fajnych ludzi. Parę razy się spotkaliśmy. Sporo rozmawialiśmy. Głównie Filippa zajmuje się tego typu sprawami. Ja to się znam głównie na śpiewaniu (śmiech). Jeśli chodzi o sprawy bardziej administracyjne - to już nie do mnie (śmiech). To wszystko jest na jej głowie, ale myślę, że również zaproponowali najlepsze warunki. Lubimy chłopaków i uważam, że na razie wykonali bardzo dobrą robotę.
"Live'n'Alive" miało w ogóle dwie daty premiery. Dlaczego rozdzielenie wersji cyfrowej i tej fizycznej?
Nie wiem. Nie mam pojęcia, z czego to wynikało. Być może z opóźnień w procesie produkcyjnym, ale to tylko takie moje spekulacje, bo naprawdę nie wiem (śmiech).
W czasie covida tak się działo z winylami.
Tak. Ciągle spekuluję, ale być może przez to, że nie gramy koncertów aż do lata, to sensowne było przełożenie premiery. Żebyśmy miały co sprzedawać będąc na trasie. Być może.
W jakich w ogóle formatach dostępny będzie "Live'n'Alive"?
Nie wiem nawet, czy to będą jakieś limitowane edycje, czy coś. Nie znam się na tym. Mam bardzo małą wiedzę odnośnie własnego zespołu! (śmiech) Wiem jednak, że winyl wygląda świetnie: sporo zabawnych fotografii i rzeczy z trasy, których nikt wcześniej nie widział.
Brałyście pod uwagę DVD/BD, czy od razu chodziło tylko o audio?
Tylko audio. Wypuszczenie DVD czy BD to duże przedsięwzięcie. Mój wcześniejszy zespół, Therion, właśnie wypuścił DVD. Z tego, co się orientuję wymagało to sporych nakładów. Sporo pieniędzy i ludzi. Monumentalny projekt. Nie chciałyśmy się w to pchać. Poszłyśmy typowo w wersję audio.
Christofer z Therion mówił mi, że obiecał sobie nigdy więcej nie robić koncertu z orkiestrą, ale jak zobaczył ilość pieniędzy jaką mu zaoferowali, to tylko spuścił głowę i się zgodził (śmiech)
(śmiech) Super! Pozdrowienia dla Therion! To DVD wygląda niesamowicie i brzmi świetnie!
Zgadzam się. A dlaczego zdecydowałyście, by "Live'n'Alive" nie było jednym koncertem z trasy, tylko kolekcją utworów z różnych wieczorów?
Wiesz co? Nie wiem nawet, czy w ogóle zdecydowałyśmy się na wydanie koncertówki zanim nawet zaczęłyśmy nagrywać. Bo postanowiłyśmy zarejestrować każdy koncert na wypadek, gdybyśmy chciały wydać album koncertowy. Mogę się mylić, ale tak to właśnie pamiętam. Ale to dobrze, że tak się stało. Nie chciałyśmy tego wszystkiego za bardzo ciąć, czy robić dogrywek. A że nie gramy niczego do clicka i nie używamy taśm, to uznałyśmy, że nagrajmy wszystko i wybierzemy najlepsze występy i najlepsze kawałki. Żeby było świetnie od początku do końca. Nic nie jest tutaj totalnie szalone. Jeśli wrzucisz zbyt dużo jajek do jednego koszyka, to może nie wyjść dobrze. Dlatego lepiej było to wszystko rozdzielić i po prostu wybrać najlepsze utwory.
Jak w ogóle udała się ta trasa, która stała się "Live'n'Alive"?
Poszło świetnie. Od jej rozpoczęcia minął już rok. Może troszkę więcej. Była to świetna trasa. Mnóstwo zabawy. Było miło, ponieważ Filippa wzięła na nią swoje dziecko i narzeczonego. To dla mnie było coś znajomego. Miałyśmy fajną publikę. Dobrze się bawiłyśmy jako zespół. To była trasa "Dirty & Divine". Miałyśmy fajnych gości: Wolverine i Cobra Spell. Pełny sukces. Później ruszyłyśmy do Skandynawii wraz z Felin i Crown Electric i ponownie było świetnie.
A więc każdy przystanek to było Thundermother jako head? Nie pełniłyście roli supportu, czy grałyście na jakimś feście?
Nie. Nigdy nie nagrywamy na festiwalach, ponieważ nie ma czasu tego ogarnąć. Było parę koncertów, które nagrałyśmy i byłyśmy pewne tego, że to właśnie one muszą być częścią koncertówki - bo było świetnie. A później okazywało się, że brakuje hi-hata czy coś. "O kurwa, straciłyśmy jeden ze wzmacniaczy" - czy coś w ten deseń. Były jakieś problemy techniczne, które umożliwiały nam użycie danej ścieżki audio - mimo że sam koncert był świetny. To również jeden z powodów, dla którego te wszystkie jajka nie wylądowały w jednym koszu (śmiech).
Jeszcze jakieś przygody się zdarzyły? Kolejne problemy techniczne?
Zawsze mamy jakieś problemy techniczne! (śmiech) Czy jednak pamiętam coś jeszcze z tej konkretnej trasy? Niekoniecznie - było solidnie. Bo te techniczne problemy, to dotyczyły samych nagrań - ktoś po prostu nie nacisnął wszystkich przycisków. Filippa z reguły gra z dwoma wzmacniaczami - pamiętam, że w pewnym momencie jeden umarł. Tego typu rzeczy. Miałyśmy jedną przygodę, ale to już było latem. Zastąpiłyśmy Saxon na festiwalu w Szwecji, ponieważ nie mogli przyjechać. Miałyśmy ten zaszczyt grać za Saxon. Byłam przerażona! (śmiech) I kiedy miałyśmy wejść na scenę, to okazało się, że nie słychać basu. Kompletnie. A nie miałyśmy naszej ekipy. Uznałyśmy więc, że musimy się przemęczyć. I niektórzy mówili później, że brzmiałyśmy potężnie, że to fajny pomysł, ten początek z samymi gitarami - cóż, nie taki był plan! (śmiech) No ale takie rzeczy się zdarzają. Nie było jednak żadnych poważnych wypadków czy coś. Jedyna większa rzecz zdarzyła się w Austrii. Poleciałyśmy na festiwal tego samego dnia, którego miałyśmy grać. I nasze bagaże nie dotarły. Nie miałyśmy gitar, ubrań - niczego. A sam lot był opóźniony. Dotarłyśmy na miejsce, na sam koncert w zasadzie na styk - w momencie, w którym powinnyśmy zaczynać. I Majsan, nasza basistka, była na miejscu szybciej i pomogła znaleźć jakieś instrumenty. No i w środku show coś przestało działać - chyba gitara. Musiałam więc improwizować z sekcją rytmiczną: śpiewając z publicznością (śmiech). O rany, poziom stresu podczas tego występu był naprawdę wysoki! (śmiech)
Podczas trasy wykonywałaś zarówno utwory z "Dirty & Divine" jak i kawałki z przeszłości Thundermother. Które "nie twoje" kompozycje najbardziej Ci podpasowały?
Całkiem niedawno ktoś zadał mi to samo pytanie. Powiedziałabym, że utwory pokroju "Shoot to Kill" czy "Hellevator". Lubię wykonywać te starsze kawałki. Lubię też śpiewać "I Don't Know You" z... Nie pamiętam tytułu albumu. Nigdy nie pamiętam takich rzeczy (śmiech). Nawet jeśli dotyczą moich numerów (śmiech). Ale tak, bardzo lubię "I Don't Know You". Ma taki stadionowy klimat.
A jakbyś miała wybrać swój ulubiony kawałek do śpiewania z "Dirty & Divine", to który to by był?
Myślę, że wybrałabym... "I Left My License in the Future". To także ulubieniec publiczności. Zawsze fajnie widzieć ten błysk w oku fanów, kiedy go wykonujemy.
Album koncertowy promowałyście dwoma utworami: jednym z "Dirty & Divine" i drugim starszym. Rozumiem, że taki był plan? Pokazać, że Thundermother to nie tylko ten nowy line-up?
Jasne. Ale też i dlatego, że po prostu brzmiały dobrze. Nie jestem stronnicza jeśli chodzi o kawałki z "Dirty & Divine". Thundermother to także starsze numery, które również muszę śpiewać. I je uwielbiam! Dla mnie to idealna sytuacja.
Trochę tych koncertów z Thundermother już za Tobą. Które z nich najbardziej zapadły Ci w pamięć?
Powiedziałabym, że na pewno ten nasz pierwszy, wspólny koncert. To było takie sekretne show tutaj w Sztokholmie. W pubie Anchor - to taka legendarna miejscówka. Pomyślałyśmy, że powinnyśmy zrobić taką próbę przed tym pierwszym, prawdziwym koncertem. Poleciłam pogadać z właścicielami Pub Anchor w tej sprawie. Nazwałyśmy się Motherfuckers (śmiech). Powiedziałyśmy o tym koncercie tylko kilku osobom. To była fajna zabawa! No i oczywiście pamiętam też pierwszy koncert ze Scorpions - miałyśmy z nimi koncerty stadionowe. To było coś w stylu: "O kurwa, teraz jest na poważnie!" (śmiech). Z reguły się nie denerwuję, ale wtedy czułam tę presję. To zupełnie inna sprawa wejść na tego typu scenę i grać przed jednym z największych rockowych zespołów w historii. Byłam również zestresowana jako ta "nowa" wokalistka. Był też nasz pierwszy headlinerski koncert z Thundermother - same "pierwsze", no ale one rzeczywiście pierwsze przychodzą na myśl. Czy coś jeszcze? Niech no pomyślę... Hamburg z ostatniej trasy. Też pierwszy. To był świetny koncert. "To była niesamowita zabawa", jak powiedziałby amerykański prezydent.
Grałaś w mniejszych klubach, dużych arenach. Które koncerty wolisz? Te mniejsze, bardziej intymne, czy wielkie areny, na których dyrygujesz ludźmi niczym orkiestrą?
To dwie różne rzeczy - i kocham obie. Naprawdę. W klubie może być nawet i ze 100 osób, a tak i zabawa może być przednia. Jak jest klimat, to może wyjść coś fenomenalnego. Pot ścieka po ścianach, masz światła, widzisz twarz każdego z fanów - czujesz, że rzeczywiście jesteście w tym razem. Jak jesteś na dużej scenie, np. w Wacken, to nie możesz liczyć na podobną więź. Wiele osób patrzy na telebimy. To bardziej przedstawienie - musisz przekierować swoją energię w inne miejsce. W klubie energia jest bardziej skondensowana. Na dużych arenach musisz ją wyrzucić na większe odległości. Coś się traci, ale też i coś się zyskuje.
Wspomniałaś wcześniej koncert na pożyczonych instrumentach. Były i inne występy, o których chciałabyś zapomnieć?
W 85% przypadków wszystko idzie świetnie. No i później mamy pozostałe 15%. Dobrze liczę? 85+15=100. Tak (śmiech). Te 15% wynika z tego, że albo jesteś chory, ale i tak musisz wyjść na scenę, albo są jakieś problemy techniczne. Raz w całej mojej karierze pomyślałam tylko, że publiczność mogłaby się bardziej postarać (śmiech). No ale w sumie niczego od niej nie można wymagać. Ludzie mogą nawet siedzieć jeśli chcą. Ale tak, raz ta publiczność była naprawdę zła. To było fatalne doświadczenie. No ale wtedy miałam 23 lata - nie śpiewałam jeszcze w Thundermother. Od tego momentu wiele się nauczyłam. Między innymi tego, że to moim zadaniem jest sprawić, by wszyscy się dobrze bawili.
Filippa powiedziała w jednym z wywiadów, że już wcześniej chciała Cię w Thundermother, ale nie mogłaś z uwagi na zobowiązania z Therion. To prawda?
Tak, to prawda. Skontaktowała się ze mną, kiedy Thundermother związane było z... Ach, ta moja pamięć... W każdym bądź razie, jej wydawca skontaktował się ze mną w sprawie solowego albumu. Zrobiliśmy to i wtedy się spotkałyśmy, usłyszała jak śpiewam i chciała bym dołączyła do Thundermother. No ale wtedy byłam związana z Therion, a dodatkowo miałam ten album solowy. Nie miałam więc czasu. Byłam zaintrygowana, ale ostatecznie musiałam powiedzieć "nie". Od tamtej pory jednak utrzymywałyśmy kontakt. Nie cały czas, ale od czasu do czasu. I w końcu zapytała po raz kolejny.
Thundermother ma dość skomplikowaną historię. Filippa już dwa razy została zostawiona sama sobie. Nie bałaś się dołączyć do grupy, czy jednak, jak to mówimy w Polsce, nie taki Diabeł straszny jak go malują?
(śmiech) Nie ma czego się bać. Mam szansę być częścią świetnego zespołu rockowego. Znam jego historię. Pomyślałam jednak: jedziemy! Nie bałam się. Postanowiłam zobaczyć, co z tego wyjdzie. To nie jest pierwszy zespół we wszechświecie z tego typu przeszłością. Wystarczy spojrzeć na Therion (śmiech). Nic szczególnego. Z reguły muzycy nie są normalnymi ludźmi (śmiech). Coś o tym wiem! (śmiech) Bardziej bałam się tego jak zareaguje na mnie publiczność. Czy mnie zaakceptują czy znienawidzą.
A jak udaje Ci się pogodzić życie rodzinne z byciem muzykiem? Bo z tego, co się orientuję, to masz... dwóch synów?
Dwie córki. Ich ojciec również jest muzykiem - gra na perkusji w Dynazty. Mamy to szczęście, że ich impresario jest bardzo dobry w ustalaniu ich tras w taki sposób, by się odbywały, jak my nie koncertujemy. Oczywiście, czasami się to nie udaje i jest trudno znaleźć kogoś, kto jest w stanie popilnować dzieciaki, ale ogólnie jest całkiem nieźle. Dla naszych dzieci to normalność. Inne muszą się pogodzić z faktem, że np. rodzice wychodzą do pracy o 7 i wracają zmęczeni wieczorem. U nas jest tak, że czasami wyjeżdża jeden rodzic, a innym razem drugi.
Jak robiłem wywiad z Twoim ojcem, to opowiedział mi historię o tym, jak podczas trasy z Therion wylądowaliście razem w klubie ze striptizem. Jak to z tym było?
Rozmawialiśmy o tym kilka dni temu! Nie było mnie tam! (śmiech) Z mojej perspektywy mnie tam nie było. Byłam na zewnątrz. Tylko raz byłam w takim klubie i mojego ojca tam nie było. To zabrzmiało tak, jak bym sama była tam na scenie (śmiech). To nie tak! (śmiech). W każdym bądź razie, wtedy tam nie weszłam. Może byłam pijana czy coś. Albo to trauma (śmiech).
Może się bał, że siedzisz obok! (śmiech)
(śmiech) On to tak zapamiętał. Ja nie (śmiech).
A jak sytuacja z nowym albumem Thundermother? Coś się pichci?
Tak, coś się pichci. Niedługo zobaczysz parę rzeczy na naszych socialach, ponieważ zaczynamy coś nagrywać.
Czyli już wszystko skomponowane?
Mniej więcej. Zostało parę tekstów i kilka melodii do dopracowania. Ale tak, większość już jest gotowa.
Premiera w przyszłym roku?
Tak. Taki jest plan.
A muzycznie gdzie się wybieracie?
Parę rzeczy zamierzamy zmienić. Kiedy grasz na żywo, to jest trudno z kawałkami o takich walorach produkcyjnych jak "Dirty & Divine" - z mnóstwem ścieżek wokalnych, gitar. No wiesz, z rzeczami, których nie jesteśmy w stanie odtworzyć na żywo. Prawdopodobnie więc wrócimy do prostszej produkcji. Takiej, którą łatwiej będzie zaadaptować na żywo. Będzie sporo szybkich kawałków. Sporo fajnych numerów. Mam nadzieję (śmiech). Już mi się one podobają. Mam nadzieję, że wyjdzie fantastycznie.
I to wszystko, co przygotowałem. Dziękuję za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla polskich fanów Thundermother!
Bardzo dziękuję! Dobrze się bawiłam! Fanom z Polski chciałabym powiedzieć, że nie mogę się doczekać powrotu do Waszego pięknego kraju. Zawsze jest u Was super. Jesteście szaleni! Kochamy Was! Następnym razem jak zobaczycie nas na plakacie, albo dowiecie się, że przyjeżdżamy, to przyjdźcie się z nami spotkać! Chcemy się z Wami bawić! Kochamy Was!